Paulina Kosiniak-Kamysz, żona lidera PSL, ubiegającego się o urząd prezydenta, zajęła stanowisko w kwestii związków partnerskich. Stwierdziła, że "osoby, będące w związkach partnerskich, są pokrzywdzone w wielu kwestiach" i wobec tego należy tę kwestię uregulować.
Żona Władysława Kosiniaka-Kamysza, startującego z ramienia PSL na urząd prezydenta -
Paulina Kosiniak-Kamysz - postanowiła włączyć się w kampanię wyborczą męża. Zrobiło się o niej głośno, gdy na wiecu wyborczym nazwała lidera PSL "tygryskiem" i zadeklarowała, że w razie zwycięstwa nie byłaby "bierną pierwszą damą".
Będąc gościnią Radia Zet, Paulina Kosiniak-Kamysz
zabrała głos w sprawie związków partnerskich. Jej zdaniem osoby będące w takich relacjach są pokrzywdzone, zwłaszcza w kwestiach dziedziczenia i dostępu do informacji medycznych.
"
Osoby, będące w związkach partnerskich, są pokrzywdzone w wielu kwestiach: dziedziczenia, rozliczenia podatkowego i też dostępu do dokumentacji medycznej" - mówiła na antenie programu Radia Zet.
"Nie rozumiem, skąd się bierze spór.
Państwo jest od tego, by życie ułatwiać, a nie utrudniać. Jeżeli ktoś żyje z kimś pięćdziesiąt lat i razem zdobywają majątek, to dlaczego kwestia dziedziczenia ma być utrudniona?" - dodała.
Warto przypomnieć, że w trakcie trwającej kampanii, Władysław Kosiniak-Kamysz zadeklarował już swoje zdanie w temacie związków partnerskich. Polityk uważa, że taką kwestię powinno się poddać pod referendum, aby zadecydowali obywatele i obywatelki.
"Jeżeli politycy nie rozwiązali tego tematu (związków partnerskich - dop. red.), a nie rozwiązali przez kilkanaście lat, a wszyscy to obiecują. Jedni obiecują, że nic z tym nie zrobią, drudzy, że będą zakazywać, inni, że będą pozwalać na jak najwięcej - to dlatego trzeba się odwołać do referendum. To sprawa nieunormowana. Ludzie nie są głupsi od polityków, są wielokrotnie mądrzejsi" - mówił lider PSL w lutym.
Poddanie związków partnerskich pod referendum krajowe komentowała dla nas Magdalena Dropek. "Nie jestem zwolenniczką referendum w kontekście praw człowieka. Czy aby na pewno społeczeństwo powinno decydować o tym, czy część obywateli i obywatelek powinna mieć równe prawa? Jak dla mnie to raczej kwestia uznania tego za fakt i już".
(kb)
Niekoniecznie