"To już nie jest kwestia tego, czy to jest mowa nienawiści"
Rzecznik Praw Obywatelskich przyjął w tym roku rekordową ilość skarg od osób LGBT+. Anna Błaszczak-Banasiak, dyrektorka Zespołu do spraw Równego Traktowania w biurze RPO twierdzi, że wcześniej ilość takich skarg była znikoma. "Jeśli się zdarzały, to jedynie pojedyncze. Obecnie jest zupełnie inaczej".
Anna Błaszczak-Banasiak, dyrektorka Zespołu ds. Równego Traktowania w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, w rozmowie z TOK fm mówi o ogromnym wzroście ilości skarg od osób LGBT+, które wpływają do Adama Bodnara. Kobieta zaznacza, że wcześniej takie skargi nie występowały lub w znikomej ilości. "Jeśli się zdarzały, to jedynie pojedyncze. Obecnie jest zupełnie inaczej". W tym roku było ich około 40.
Wiele z nich dotyczy obszarów, na których przyjęte zostały wszelkie deklaracje i uchwały przeciwko LGBT. Osoby niehetorenormatywne odbierają je wprost, jako atak na siebie. "Dostajemy na przykład pytania, czy ja jako gej w danej wspólnocie samorządowej nadal jestem zobowiązany do płacenia podatków, skoro ta wspólnota samorządowa uznała, że nie chce mnie u siebie", mówi Błaszczak-Banasiak.
Dodaje: "kiedy w jakiś sposób wyklucza się grupę ludzi z tej wspólnoty samorządowej, to tak naprawdę łamie się standardy konstytucyjne. A to oznacza, że nie jest to już kwestia rozmawiania o tym, czy jest to hejt, czy mowa nienawiści. To jest wprost naruszenie standardów konstytucyjnych i to ma bezpośrednie przełożenie na życie obywateli".
Według Błaszczak-Banasiak przyjmowanie uchwał i deklaracji "anty-LGBT", jak również podejście czołowych polskich polityków do osób LGBT+, sprawia, że ich sytuacja się pogarsza. "Jeśli obserwujemy badania opinii publicznej, dotyczące akceptacji dla praw osób LGBT, to wyniki tych badań od lat ulegały stopniowej, ale jednak wyraźnej poprawie w tym sensie, że te prawa były coraz bardziej akceptowane. Teraz ten trend wyhamował i to ma przełożenie na codzienność tych osób".
Adam Bodnar otrzymał także skargę w sprawie zwolnienia z pracy Moniki Drubkowskiej, jednej z organizatorów i organizatorek Marszu Równości w Gorzowie Wielkopolskim. "Mamy sygnały, że są osoby, które po tym marszu straciły pracę. Badamy sprawę, sprawdzamy, czy było to ze sobą powiązane. Ale, to co jest warte podkreślenia to to, że nie są to już wyłącznie słowa, wymierzone w społeczność LGBT" komentuje Błaszczak-Banasiak.
(kb)