I prosi o Waszą pomoc!
"Marsze są potrzebne, póki nie wszyscy jesteśmy równi wobec prawa" - powiedziała Monika Drubkowska, współorganizatorka pierwszego Marszu Równości w Gorzowie Wielkopolskim. Monika została zwolniona z pracy tuż po Marszu. Twierdzi, że bezzasadnie i współpracuje z prawnikami, by udowodnić, że zwolniono ją za jej zaangażowanie w organizację wydarzenia. Jednocześnie jest kandydatką w wyborach jako bezpartyjna z listy Lewicy i prosi o Waszą pomoc!
Pod koniec sierpnia odbył się pierwszy Marsz Równości w Gorzowie Wielkopolskim. Wzięło w nim udział około 500 osób i obyło się bez incydentów - oprócz jednego.
Jedna z organizatorek Marszu, Monika Drubkowska, straciła pracę tuż po Marszu.
Teraz Monika, która urodziła się, wychowała, studiowała i dalej mieszka w Gorzowie,
startuje w wyborach w lubuskim jako bezpartyjna z listy Lewicy, a z polecenia Wiosny Biedronia. Pomimo utraty pracy i przez to środków do życia, Monika się nie poddaje.
O zwolnieniu Monika w rozmowie z portalem Gay.pl mówiła: "
W poniedziałek standardowo stawiłam się w pracy. Po kilku godzinach wezwano mnie do biura prezesa i w obecności prawnika, prokurenta oraz właściciela wręczono mi wypowiedzenie. Zdumienie, szok, niedowierzanie. Przeczytałam treść wypowiedzenia. Poprosiłam o szczegółowe wyjaśnienie powodów zwolnienia, jako że zostały one przedstawione bardzo ogólnikowo i w mojej ocenie były bezpodstawne. Nie otrzymałam odpowiedzi; nie mogłam się więc do nich ustosunkować. Mogłam tylko wyrazić zdanie, że się z nimi nie zgadzam".
Współorganizatorka Marszu Równości w Gorzowie współpracuje z prawnikami i czeka na rozwój wydarzeń, mając nadzieję na udowodnienie, że powodem zwolnienia był jej czynny udział w organizacji Marszu. Monika opowiedziała o swoim zaangażowaniu w pracę i awansach, jakie dostała - ostatni w maju tego roku: "Od samego początku w mojej pracy w firmie odnosiłam sukcesy sprzedażowe, za co byłam wynagradzana premią oraz dwukrotnym awansem. Pozyskiwałam klientów przekraczając wyniki poprzedników. Nigdy nie otrzymałam upomnień, czy nagan. Pod koniec maja 2019 właściciel sprzedał spółkę. Powołano nowy zarząd i kilku osobom w firmie zaproponowano awans, byłam jedną z tych osób".
Na pytanie czy żałuje swojego zaangażowania w organizację Marszu, odpowiedziała: "Nie żałuję. Te negatywne konsekwencje są niczym w porównaniu z koniecznością działań na rzecz naszej społeczności. Marzę o tym, aby w Polsce szanowano każdego człowieka, bez względu na jego pochodzenie, sprawność fizyczną, religię czy orientację seksualną. Marsze są potrzebne, póki nie wszyscy jesteśmy równi wobec prawa".
Wesprzeć Monikę możecie obserwując jej oficjalny profil na Facebooku oraz - przede wszystkim - dorzucając się do zbiórki pieniędzy.
(ab)