Agata Kowalska, dziennikarką Radia TOK FM i Emilia Barabasz, warszawska adwokatka rok temu pobrały się w Berlinie. Od tej pory walczą o zarejestrowanie w Polsce niemieckiego aktu małżeństwa. "W naszej sprawie nie chodzi o to, czy możemy zawrzeć związek małżeński w Polsce. To sprawa urzędowa, formalna. Chodzi o to, aby nasz kraj zaakceptował to, że w innym państwie wzięłyśmy ślub", mówi Emilia.
Dziennikarka TOK fm,
Agata Kowalska i Emilia Barabasz, adwokatka są parą od niemal 3 lat. Poznały się w 2016 r. podczas Czernego Protestu. Żyją i mieszkają wspólnie, razem kupują nieruchomości. "
A gdy ostatnio kupowałyśmy razem kawałek ziemi na Podkarpaciu, ani razu nikt nam nie dał odczuć, że jest jakiś kłopot z tym, że przyszły dwie panie, które są małżeństwem. Tylko politycy mówią, że jest tam "strefa wolna od LGBT". Ze strony ludzi spotykałyśmy się tylko z życzliwością" mówi Agata dla Wyborczej.
Kobiety w sierpniu 2018 roku wzięły ślub w Berlinie. Po powrocie do Polski podjęły próbę zarejestrowania niemieckiego aktu małżeństwa w polskim rejestrze.
Urząd odmówił wykonania transkrypcji, również wojewoda mazowiecki nie wyraził na to zgody. Kowalska i Barabasz złożyły w tej sprawie oficjalną skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Wczoraj, 18 września, odbyła się rozprawa ws. transkrypcji aktu, którą para niestety przegrała. Sędzia Anita Wielopolska oddaliła skargę.
"Sąd oddalił naszą skargę na decyzję wojewody. Stwierdził, że wojewoda rzeczywiście miał prawo odmówić wpisanie naszego aktu małżeństwa do rejestru. Nie jestem z tego wyroku zadowolona, w szczególności jego uzasadnienia, chociaż szczerze mówiąc liczyłam się z takim wyrokiem, ale to uzasadnienie było naprawdę druzgocące" mówi Barabasz dla Wirtualnej Polski.
Sędzia Grzegorz Rząsa w uzasadnieniu powołał się na art. 18 Konstytucji, który definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.
Dodał, że ma to zapobiegać w przyszłości wprowadzeniu małżeństw homoseksualnych. Kowalska i Barabasz zapowiedziały odwołanie się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
"
W naszej sprawie nie chodzi o to, czy możemy zawrzeć związek małżeński w Polsce. To sprawa urzędowa, formalna. Chodzi o to, aby nasz kraj zaakceptował to, że w innym państwie wzięłyśmy ślub i odnotował to w aktach. Dziś nie wiem, jaki stan cywilny mam wpisywać w dokumentach" komentuje Emilia dla Wyborczej.
"Żyjemy w próżni prawnej. Jesteśmy małżeństwem w zależności od tego, w jakim kraju jesteśmy. Niemcy, Czechy, Francja, Wielka Brytania, USA, kraje skandynawskie, Belgia, Holandia, a nawet Tajwan i Hongkong – tam uznają nas za małżeństwo lub za sformalizowany związek partnerski. A Polska – nie. Nie musimy wprowadzać i pewnie długo nie wprowadzimy małżeństw jednopłciowych w Polsce, ale respektujmy, że obywatele biorą śluby za granicą" dodaje Agata.
"W przypadku rozstrzygnięcia nie po naszej myśli będziemy walczyć do końca. Pójdziemy ze sprawą do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka" deklaruje Emilia.
(kb)
"Tesz"? :) :) :) :) :)
Tylko polska w tyle i ciągle broni tradycyjnego małżeństwa