"Policja jakoś sobie z nimi poradziła, ale nie było innego wyjścia - po rozwiązaniu zgromadzenia trzeba było pochować flagi i przypinki, zostawić transparenty na platformie oraz rozejść się w grupach w pobliżu policjantów" - opowiada nam Kuba Gawron o Marszu Równości w Gnieźnie. Dzielimy się z Wami jeszcze jednym marszowym wspomnieniem i zdjęciami!
"Gniezno – Pierwsza Stolica Równości" - pod takim hasłem przeszedł w sobotę ulicami miasta pierwszy Marsz Równości. Przypomnijmy, że w poniedziałek donosiliśmy, iż należący do Platformy Obywatelskiej prezydent Gniezna, Tomasz Budasz, zakazał organizacji Marszu Równości - razem z 17 innymi wydarzeniami zgłoszonymi na ten dzień m.in. przez Młodzież Wszechpolską. W czwartek Sąd okręgowy w Poznaniu uchylił decyzję prezydenta.O tym, jak było w Gnieźnie opowiada nam Kuba Gawron. "Nasza pierwsza grupka ludzi spotkała się na Rynku na godzinę przed terminem. Szybko zaczęliśmy się niepokoić rosnącą ilością kontrdemonstrantów przy północnej pierzei rynku, mimo policji, która już kilka godzin wcześniej obstawiła gęsto rynek i okolice" - mówi, dodając: "Podczas gromadzenia się marszu, przeciwnicy rozwinęli kilka transparentów z wrogimi hasłami. Niektóre z nich rozwinęli w bezpośrednim sąsiedztwie naszej platformy. Później także odpalili czarną racę. Wykrzykiwali różne hasła, w tym oczywiście klasyczne "kto nie skacze, ten pedał!". Atmosfera była bardziej zbliżona do Lublina niż Zielonej Góry. Poprawiła się dopiero, gdy platforma ruszyła i zostawiła za sobą kontrdemonstrantów na rynku. Na trasie mogliśmy w końcu nacieszyć się atmosferą marszu".
Z kolejną grupą narodowców uczestnicy i uczestniczki Marszu Równości zetknęli się na mecie wydarzenia. "Poleciały na nas jajka (później na rynku doliczyłem się prawie 20 śladów), butelka z jogurtem, która trafiła jedną z DQ, oraz woreczki z olejem. Policja jakoś sobie z nimi poradziła, ale nie było innego wyjścia - po rozwiązaniu zgromadzenia trzeba było pochować flagi i przypinki, zostawić transparenty na platformie oraz rozejść się w grupach w pobliżu policjantów" - podkreśla Kuba.
"My wracaliśmy w towarzystwie antify oraz policjantów. Mimo ich przewagi liczebnej, rzuciło się na nich paru narodowców. Jeden z nich błyskawicznie oberwał grubym drzewcem flagi, zanim został odciągnięty przez policjantów" - mówi i reasumuje: "Do hotelu (a raczej udającego go na Bookingu Domu Pielgrzyma) wróciliśmy mocno okrężną drogą, omijając rynek. Jakoś nie dziwię się, dlaczego podczas marszu nie zauważyłem na grindrze nikogo z miejscowych".
(red)