Jak było? Wspomina Wojtek
Ok. 500 osób przeszło w sobotę ulicami Gniezna w pierwszym w historii miasta Marszu Równości. Nie obyło się bez incydentów.
"Gniezno – Pierwsza Stolica Równości" - pod takim hasłem przeszedł w sobotę ulicami miasta pierwszy Marsz Równości. Przypomnijmy, że w poniedziałek donosiliśmy, iż należący do Platformy Obywatelskiej prezydent Gniezna, Tomasz Budasz, zakazał organizacji Marszu Równości - razem z 17 innymi wydarzeniami zgłoszonymi na ten dzień m.in. przez Młodzież Wszechpolską. W czwartek Sąd okręgowy w Poznaniu uchylił decyzję prezydenta.
Było głośno i kolorowo, ale niestety nie zabrakło incydentów. Kilkuset kontrmanifestantów chciało zablokować wejście Marszu Równości na Rynek, musiała interweniować policja, w stronę której poleciały m.in. butelki i jajka. Służby mundurowe oddały ostrzegawczą salwę z broni. Zatrzymano 9 osób. "Osoby te odpowiedzą, w związku z próbą blokowania marszu i rzucaniem butelkami i jajkami w manifestujących na marszu równości, oraz w policjantów. Zatrzymani mężczyźni odpowiedzą za przestępstwa i wykroczenia, w tym za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy, a także za zakłócenie legalnego zgromadzenia. Dodatkowo jeden z zatrzymanych mężczyzn miał przy sobie środki odurzające, więc w tym przypadku odpowie on za przestępstwo z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii" - mówiła podinsp. Iwona Liszczyńska z wielkopolskiej policji.
Jak wydarzenie wspominają jego uczestnicy? "Idziemy jedną z głównych ulic na Rynek, skąd ma wyruszyć pierwszy gnieźnieński Marsz Równości. Irmina niesie kolorowe transparenty w kształcie serc, na pierwszym jest napisane: “Zawsze możesz na mnie liczyć - mama”. Przechodnie spoglądają zaciekawieni. Przy wejściu na rynek witają nas policjanci na koniach. Wokół Rynku ustawiło się sporo zaciekawionych przechodniów. Pośrodku zbiera się powoli kolorowy tłum. Pod jedną z pierzei też tłum - smutni panowie ubrani na czarno, w kapturach. Twarze wykrzywione w grymasach nienawiści. Olbrzymie banery komunikują nam wulgarnie, że nie jesteśmy tam mile widziani/-e. Krótko przed startem Marszu Równości “brunatni” wypuszczają czarne, śmierdzące dymy" - opowiada Wojciech Piątkowski, który na Marsz Równości w Gnieźnie przyjechał specjalnie z Krakowa z partnerem Michałem i przyjaciółmi.
"W końcu wyruszamy. Organizatorzy zadbali o pomysłową oprawę Marszu - wiele osób ma na głowach piękne, papierowe korony z tęczową symboliką - tego dnia na ulicach Gniezna króluje Równość. W oknach mieszkań sporo ludzi i sporo pozytywnych reakcji, uśmiechów, pozdrowień machaniem. Dla mnie to zaskoczenie, bo to w końcu niewielkie miasto - ok 70 tys. mieszkanek/-ńców, i mniej anonimowe. Po drodze przystanki na przemowy w miejscach symbolicznych - przed Urzędem Miasta i przed Kurią. Przemawiają osoby z NGOsów, politycy i polityczki z Nowoczesnej, Razem, Wiosny. Sylwia Spurek deklaruje, że “równość jest wpisana w DNA “Wiosny”. W pewnym momencie “brunatni” blokują nasz Marsz. Organizatorzy w porozumieniu z Policją decydują się na zmianę trasy. Pod koniec trasy kilka osób po naszej stronie zostaje obrzucona jajkami, ktoś rzucił też butelkę z jogurtem. Wracamy na Rynek, gdzie Marsz Równości dobiega końca. Wokół nas “brunatni” wykrzykują wulgarne, nienawistne hasła. Czujemy się osaczeni/one. Czuć, że tamta strona jest wyjątkowo rozzuchwalona. Czują wsparcie rządzących. Czują też poparcie Prezydenta Miasta z PO, który wydaniem zakazu Marszu Równości jasno zakomunikował, jakim hołduje wartościom. Organizatorzy apelują o rozchodzenie się w grupach. Wraz z osobami ze stowarzyszenia “My Rodzice” wycofujemy się jedną z bocznych ulic. Wchodzimy do knajpki, żeby odpocząć, coś zjeść i wypić. Wchodząc słyszymy zza pleców: “pedały, wypierdalajcie z tą swoją tęczą z Gniezna” - reasumuje swoją opowieść.
Jak powiedział nam rzecznik prasowy gnieźnieńskiego Marszu Równości, Maciej Januchowski: "Jeżeli chodzi o Marsz Równości w Gnieźnie to jesteśmy zadowoleni z tego, że się odbył mimo protestów prawicy i środowisk związanych z Młodzieżą Wszechpolską". Odnosząc się do wyroków sądu w sprawie zakazu wydarzenia Januchowski stwierdził, że "mimo wszystko pokazały one, że prawa obywatelskie są ważniejsze niż ulice jednokierunkowe czy sama architektura, która miała być uszkodzona. Miasto większych strat nie poniosła oprócz niewielkich uszkodzeń przy ratuszu. Marsz przeszedł pokojowo i żadnemu z uczestników nic się nie stało".
Marsz Równości w Gnieźnie był drugim, po Koszalinie, marszem w tym sezonie. Na kolejnym widzimy się w Łodzi - 27 kwietnia!
(red)
Nie powiedziałabym, że to Gniezno jest takie zacofane, bo zdecydowana większość przeciwników było spoza tego miasta i przyjechało tylko po to, by przerwać zgromadzenie lub zakłócać jego przebieg.
Jak na pierwszy raz nie było najgorzej.