W odpowiedzi na złożony w zeszłym tygodniu pozew przeciwko Kai Godek za nazwanie osób homoseksualnych "zboczonymi" na antenie telewizji Polsat News, prawicowa działaczka oświadczyła: "Nie będę przepraszać za mówienie prawdy i dalej będą stawać w obronie ludzkiego życia i rodziny. Wolę iść do więzienia niż zrobić to, czego chcą ode mnie homoaktywiści".Według niej pozew jest "zemstą środowiska LGBT za mówienie prawdy i skuteczne działanie".
W zeszłym tygodniu
pisaliśmy o zbiorowym pozwie, jaki został złożony w Sądzie Okręgowym w Warszawie przeciwko Kai Godek - radykalnej prawicowej działaczce odpowiedzialnej za projekt ustawy "Zatrzymaj aborcję" i współautorce wystawy pt. "
Homoseksualizm poważnie szkodzi życiu i zdrowiu". Pozew złożyło 16 osób LGBTQ wraz z kilkoma organizacjami pozarządowymi z powodu naruszenia godności i dóbr osobistych - chodzi o nazwanie osób homoseksualnych "zboczonymi" na antenie Polsat News. W rozmowie z "Niedzielą" Godek wyznała, że woli iść do więzienia niż "przepraszać za mówienie prawdy".
Godek przyznała, że sprawę zna tylko z mediów: "Żadnego pozwu nie otrzymałam. Trudno więc mi się odnieść do tego, co szeroko komentowane jest przez dziennikarzy". Według niej osobom, które złożyły przeciw niej pozew, chodzi o jej aktywność "na rzecz obrony życia": "Osoby, które będą wskazywać na mechanizmy w Irlandii i przestrzegać przed powtórzeniem tamtych schematów w naszym kraju, będą brutalnie atakowane i niszczone. Powinniśmy patrzeć na to, co stało się na Zielonej Wyspie i działać dokładnie przeciwnie do tego, co dyktują nam środowiska lewicowe wspierane przez międzynarodowe organizacje".
Przypominamy, że prawicowa działaczka w maju tego roku w programie "Tak czy nie" o ujawnionym premierze Irlandii i wyniku referendum dotyczącego liberalizacji restrykcyjnego prawa aborcyjnego powiedziała: "Jeżeli premier Irlandii obnosi się ze swoją dziwną orientacją, deklaruje w mediach, że ma partnera homoseksualnego, jeżeli jest to przyjmowane jako normalne, to dla mnie jest potworne, że taki kraj określa się mianem katolickiego" dodając, że Varadkar jest "zboczony".
Godek twierdzi, że pozew jest "zemstą środowiska LGBT za mówienie prawdy i skuteczne działanie". Jak donosi "Niedziela", w pozwie znajduje się żądanie emisji na antenie telewizji Polsat News przeprosin za wypowiedziane przez Godek słowa w formie trwającego 30 sekund spotu, który emitowany byłby 50 razy. Według portalu koszt takiego przedsięwzięcia sięga kilkuset tysięcy złotych.
Według prawicowej działaczki: "To sposób na wykończenie finansowo mnie osobiście i całej Fundacji Życie i Rodzina". Godek dodała: "Już dziś oświadczam, że
nie będę przepraszać za mówienie prawdy i dalej będą stawać w obronie ludzkiego życia i rodziny.
Wolę iść do więzienia niż zrobić to, czego chcą ode mnie homoaktywiści".
Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Jerzy Kwaśniewski, na którego opinię powołuje się "Niedziela", napisał na Twitterze: "Pozew w imieniu rzekomych 2 mln homoseksualistów za 'zboczonych'?
Trolling prawniczy LGBT. Kaja Godek może spać spokojnie. Akcja skazana na porażkę, bo dobra osobiste narusza się tylko indywidualnie. Inaczej
Ordo Iuris już dawno pozwałoby w imieniu 38 mln katolików za 'Kler'".
(ab)