"Wydawało mi się, że temat wykluczenia mnie nie dotyczy. Gdy dostałam rolę Róży w "Barwach Szczęścia", nagle zrozumiałam, że dotyczy i to bardzo osobiście. Mam syna w pana wieku i musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ja jako matka godzę się z tym, że mój syn mógłby być gejem" - powiedziała w rozmowie z serwisem NaTemat Anna Gornostaj, aktorka teatralna i filmowa, dyrektorka warszawskiego Teatru Capitol.
Gornostaj wciela się w "Barwach Szczęścia" w Różę, matkę Władka-geja, który ma syna Kajtka. Wątek
opisywał na naszym portalu Krzysztof Tomasik, podkreślając jednak, że „w polskich serialach mniejszości seksualne zaludniają drugi, a nie pierwszy plan i zyskują na znaczeniu raczej ewolucyjnie niż rewolucyjnie”.
"Wydawało mi się, że temat wykluczenia mnie nie dotyczy. Gdy dostałam rolę Róży w “Barwach Szczęścia”, nagle zrozumiałam, że dotyczy i to bardzo osobiście. Mam syna w pana wieku i musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ja jako matka godzę się z tym, że mój syn mógłby być gejem. Musiałam odpowiedzieć na bardzo trudne pytania sama przed sobą. Czy w takiej sytuacji godzę się na to, że nie będę miała na przykład wnuków. Bardzo to trudne pytania" - powiedziała aktorka w rozmowie z dziennikarzem z NaTemat, dodając, że
"To był dla mnie bardzo duży problem, bowiem nie potrafiłam tego zagrać. Moja postać się z tym godziła, a ja nie. Do jakiegoś momentu ja Różę tylko odtwarzałam".
Gornostaj podkreśliła jednak, że
"Ostatecznie powstał bardzo ważny wątek. Ważny społecznie".Przypomnijmy, że
w 2013 roku w USA przeprowadzono badanie, z którego wynikało, że pozytywne portretowanie ludzi LGBT w telewizji miało wpływ na poglądy widzów co do równości małżeńskiej.
(red)