Od lat trudno wyobrazić sobie popularny serial amerykański, w którym choćby na drugim planie nie pojawialiby się geje i lesbijki. Nie mówiąc o ściśle branżowych pozycjach, jak "The L Word", "Queer as Folk" czy znakomitych produkcjach HBO - "Sześć stóp pod ziemią" i "Anioły w Ameryce", które dorobiły się już statusu pozycji kultowych. W momencie, gdy zawieszono produkcję "Queer Family", mającego być pierwszym serialem o całej społeczności LGBT w Polsce, warto zadać pytanie, jak dotychczas ta tematyka była traktowana przez polskie tasiemce przyciągające przed telewizory miliony widzów...
- Krzysztof Tomasik -
Od lat trudno wyobrazić sobie popularny serial amerykański, w którym choćby na drugim planie nie pojawialiby się geje i lesbijki. Nie mówiąc o ściśle branżowych pozycjach, jak "The L Word", "Queer as Folk" czy znakomitych produkcjach HBO - "Sześć stóp pod ziemią" i "Anioły w Ameryce", które dorobiły się już statusu pozycji kultowych. W momencie, gdy zawieszono produkcję "Queer Family", mającego być pierwszym serialem o całej społeczności LGBT w Polsce, warto zadać pytanie, jak dotychczas ta tematyka była traktowana przez polskie tasiemce przyciągające przed telewizory miliony widzów.
Już w pierwszej polskiej telenoweli "W labiryncie", która biła rekordy popularności na przełomie lat 80. i 90., pojawiła się negatywna postać - antykwariusz Myszorek (Andrzej Mrowiec). Jedna z bohaterek - Renata (Anna Chodakowska) - była poważnie zaniepokojona, gdy jej nastoletni podopieczny Igor (Karol Bulenda) zaczął obracać się w towarzystwie Myszorka, a już szczególnie, gdy okazało się, że spędził u niego noc. Nie było wątpliwości, że choć chodziło o pasera, który zlecał pobicia, najbardziej zagrażał jego homoseksualizm. Jakby tego było mało, Myszorek zginął tragicznie - inny bohater serialu Maciek (Cezary Domagała) znalazł go z nożem w plecach. Był też głównym podejrzanym o zabójstwo, bo, jak powszechnie wiadomo, czarny charakter potrafi narobić kłopotów nawet zza grobu. Niewielka w sumie postać antykwariusza stanowi dobry przykład modelu, który w przypadku osób homoseksualnych jest wciąż realizowany w kolejnych telewizyjnych produkcjach.
Wyrzuceni z Klanu
Dziesięciolecie istnienia obchodzi w tym roku najstarszy z wciąż emitowanych seriali - "Klan" - produkowany w dużej mierze przez ekipę, która robiła "W labiryncie". Przez te dziesięć lat kilka osób z rodziny Lubiczów miało nieszczęście spotkać na swojej drodze gejów i lesbijki, bo ich pojawienie się nigdy nie przynosiło niczego dobrego. Pierwszy był Rafał (Jacek Rozenek), młody i atrakcyjny szef agencji reklamowej, w której zatrudniła się Agnieszka (Paulina Holtz). Niewiele było wiadomo o jego życiu osobistym i ewentualnych związkach, ale kilka razy zostało wprost wyartykułowane: Rafał jest gejem. Jego pojawienie się w serialu zwiastowało rozwód Agnieszki, która właśnie z nim zamieszkała po rozstaniu z mężem. Rodzice Agnieszki początkowo podejrzewali, że córka ma romans z szefem, ale prawdziwy szok przeżyli dopiero, dowiadując się o jego homoseksualizmie. Krystyna (Agnieszka Kotulanka) i Paweł (Tomasz Stockinger) byli zdecydowanie zniesmaczeni "środowiskiem", w jakim obraca się ich córka. Ich reakcja była o tyle zaskakująca, że mieliśmy w tym wypadku do czynienia z wykładowczynią uniwersytecką i lekarzem, swoistą elitą intelektualną serialu, którzy byli przedstawiani jako osoby racjonalne i dość tolerancyjne.
Po odfajkowaniu geja przyszła pora na lesbijkę. Tym razem los zetknął Monikę (Izabela Trojanowska) z "najlepszym fotografem w spódnicy", czyli Mają Barcz (Joanna Benda). Majka pojawiła się w serialu, by pojechać z Moniką do Afryki na sesję zdjęciową w zastępstwie fotografa, który złamał obojczyk. Czy coś dobrego mogło z tego wyniknąć? Rozbicie samolotu, którym początkowo miała lecieć ekipa, wydaje się tylko przygrywką do czegoś naprawdę strasznego. Po powrocie Monika długo ociągała się, ale w końcu drżącym głosem wyznała szefowej, że fotografka próbowała ją podrywać. Traumatyczne przeżycie miało zresztą swoisty ciąg dalszy, po jakimś czasie w serialu pojawił się bowiem kolejny czarny charakter - Ilona Gorska (Anna Korcz), była kochanka Majki, która próbowała zniszczyć świetnie rozpoczynającą się karierę Moniki. Także i te przeszkody zostały pokonane, a z całego wątku niewiele wynikło. Kolejny intruz zniknął z serialu, a widzowie pozostali z pytaniem, jak to się dzieje, że w rodzinie Lubiczów może znaleźć się zakonnica, dziecko z zespołem Downa, chory na AIDS czy narkomanka, ale gej czy lesbijka już nie.
Na złe i na jeszcze gorsze
"Klan" bardzo długo był najpopularniejszym polskim tasiemcem, w pewnym momencie musiał jednak oddać palmę pierwszeństwa swojemu młodszemu koledze - "Na dobre i na złe". Ta opowieść o perypetiach lekarzy z Leśnej Góry szybko podbiła serca widzów. Szybko wprowadzono też wątek gejowski. Znów nie obyło się bez dramatu - tym razem to Zosia (Małgorzata Foremniak) odkryła, że jej narzeczony Mikołaj (Robert Janowski) tuż przed samym ślubem zdradził ją z architektem Danielem (Jacek Boruch). To bezprecedensowe wydarzenie odcisnęło oczywiście piętno na wszystkich bohaterach dramatu - do ślubu nie doszło, Mikołaj się stoczył, a Zosia podejrzewała, że jest nosicielką wirusa HIV. A Daniel? Co z niego za człowiek, można się było jeszcze przekonać, gdy w szpitalu wylądował chory na AIDS jego kolejny facet (Artur Krajewski). Daniel nie tylko opuścił go w tej trudnej chwili, ale też więcej się nie pojawił. Przez jakiś czas kontynuowany był za to wątek Mikołaja, który próbował nawet romansować z kolejną lekarką szpitala w Leśnej Górze - Moniką (Jolanta Fraszyńska), czemu oczywiście zdecydowanie przeciwny był jej ojciec (Marian Opania). Generalnie jednak po tak traumatycznym doświadczeniu jak seks z mężczyzną Mikołaj już się nie podniósł, a po pewnym czasie zniknął. Realizatorzy serialu zdradzili, że sam Robert Janowski nie chciał tej roli ze względu na nieprzyjemności, które spotykały jego... mamę.
N jak nieobecność
W pewnym momencie także "Na dobre i na złe" przestało być najchętniej oglądanym serialem w Polsce, bo coraz większą popularność zyskiwało "M jak miłość". I tu nie obyło się bez demonicznego geja, a niewiele brakowało, i byłaby też lesbijka. Wątek lesbijski miał był poruszony już na samym początku, ale ostatecznie nie ujrzał światła dziennego. Scenarzystka serialu Ilona Łepkowska wielokrotnie w wywiadach mówiła, że Iza (Maja Hirsch), przyjaciółka Małgosi (Joanna Koroniewska), miała okazać się zakochaną w najmłodszej córce Mostowiaków lesbijką. Proces uwodzenia i zniechęcania Małgosi do mężczyzn został zresztą po części pokazany, postawieniu kropki nad "i" sprzeciwiła się ponoć aktorka grająca postać Izy, która nie chciała odtwarzać roli lesbijki i wymusiła na scenarzystach zmiany. "Powiedziała, że może zagrać wielokrotną morderczynię, narkomankę, ale lesbijkę w żadnym razie, bo nie chce być wytykana i potępiana przez ludzi, którzy utożsamiają ją z graną postacią". - "Musiałam coś zrobić. - tłumaczy Łepkowska. - Postać bohaterki nosiła w sobie jakąś tajemnicę i miała kłopoty z mężczyznami. Jej odmienna orientacja seksualna miała to wyjaśnić. Ale wobec protestu przewekslowałam wątek w stronę jej traumatycznego dzieciństwa i molestowania seksualnego przez ojca." - wyjaśniano w "Polityce". Ostatni akt całej sytuacji odegrał się już poza serialem. Okazało się bowiem, że polskie lesbijki są tak spragnione własnej przedstawicielki, że Maja Hirsch jako potencjalna homoseksualistka w serialu zdobyła w środowisku sporą popularność. Aktorka przez pewien czas figurowała nawet w rankingu "80 kobiet" portalu Kobiety Kobietom, gdzie co roku wybierane są NAJ, NAJ, NAJ kobiety z całego świata.
"M jak miłość" to także serial, który przyniósł masową popularność Jackowi Poniedziałkowi, jednemu z niewielu polskich aktorów, który ma za sobą coming out. On także w wywiadach zapewniał, że mógłby zagrać geja, a nawet proponował to realizatorom telenoweli o życiu Mostowiaków: "Rozmawiałem o tym dwu-, trzykrotnie ze scenarzystami. Za każdym razem pada odpowiedź, że społeczeństwo tego nie zrozumie" - mówił dla "Filmu". A jednak wątek homoseksualny pojawił się w serialu za sprawą Grzegorza Górskiego (Marek Probosz), który przyjechał ze Stanów Zjednoczonych, by zabiegać o względy Michała (Paweł Okraska), męża Małgosi. Jak wiemy z "Klanu", geje są szczególnie dobrzy w rozbijaniu małżeństw, więc i tym razem się udaje, po groźbach i szantażach, a przede wszystkim ujawnieniu przez Grzegorza, że Michał, zamiast robić w Stanach karierę, pracował w pornobiznesie. Gej uwodzący heteryka to w polskim serialu także dobry sposób, by pozbyć się tego drugiego. Podobnie jak Robert Janowski z "Na dobre i na złe", Paweł Okraska szybko zniknął z "M jak miłość" po całym wydarzeniu.
Pozorne zmiany
Wreszcie najnowszy przebój stacji TVN - serial "Magda M". Wiele napisano już na temat Sebastiana (Bartłomiej Świderski), zdolnego fotografika i najlepszego przyjaciela tytułowej bohaterki (Joanna Brodzik). O jego homoseksualizmie nie mówi się wprost, jest wstydliwie przemilczany, choć jednocześnie daje się widzom do zrozumienia, że ten temat wszyscy mają już przerobiony i obce są im wszelkie uprzedzenia. W drugiej serii Sebastian dorobił się nawet absztyfikanta - Grzegorza (Łukasz Nowicki), ale z dobrze zapowiadającego się związku nic nie wyszło. W końcu jednak także jemu znaleziono partnera - Marcina (Tomasz Mandes), nawet wspólnie zamieszkali, ale próżno szukać w serialu informacji na temat poznania czy ewolucji ich znajomości. O ile o miłościach nawet trzecioplanowych bohaterek wiemy bardzo dużo, bo nie tylko jest to pokazywane, ale one same sporo na ten temat mówią, o tyle Sebastian służy jedynie jako pocieszacz czy kompan do wypadów na spacer, jego samotność, zawiedzione miłości czy potrzeby seksualne nikogo nie interesują. Samuel Jonatan Nowak w tekście z "Ha!artu" analizującym przekaz "Magdy M." pisał: "Serial jest konserwatywny w tym sensie, że projektuje widza idealnego, który przyjmie prezentowaną rzeczywistość jako swoją. Jeśli twórcy decydują się ukryć postać geja, oznacza to tyle, że oczekuje się od widza zgody na taką postawę. Nieszczęsny Sebastian nie wybierze się nigdy na Marsz Równości, a co najwyżej poprowadzi Magdę przed ślubny ołtarz".
A jednak nawet schematyczny Sebastian w naszej rzeczywistości telewizyjnej jest swoistym postępem, to przecież pierwsza pozytywna postać homoseksualna w popularnym serialu. Oby wraz z kolejnymi produkcjami było coraz lepiej. Zresztą coraz więcej jest także publiczności gotowej na przyjęcie dużo odważniejszych wątków gejowskich i lesbijskich. W dodatku telewizyjnym jednej z gazet opublikowano swego czasu list stałej czytelniczki, która pisała: "Wspaniały był wątek miłości Grzegorza do Michała w serialu "M jak miłość". To jedyny temat, który zainteresował mnie w tym filmie od początku jego emisji. Bo się wyróżniał. Jest tylko jeden szkopuł. Michał powinien odwzajemnić uczucie Grzegorza. Skoro scenarzyści umieścili w serialu taki wątek, to powinni go bardziej rozwinąć, a nie tak beznadziejnie zakończyć. Czy warto było wprowadzać nową postać tylko na kilka odcinków? Między tymi mężczyznami powinno być coś więcej!".

Artykuł ukazał się w 7. numerze wydawanego przez KPH
magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski.
Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
Przecież to najprzystojniejszy facet w tym kraju, mówię wam! Czarny brunecik.. i te oczy?
Niech tam sobie kłamią! Marzę o nim!
Telewizja państwowa ma tak zwaną (tfu, tfu!) misję... Ale okazuje się supermarketem pełnym promocji towarów właśnie, nie wartości LUDZKICH (czemu nie napisałam: homoseksualnych?).
Na marginesie: polskie lesbijki są SPRAGNIONE telewizyjnej przedstawicielki? >_< To przykre...
Zreszta to jest bolączka polskich filmów i seriali - jeszcze 40-sto latku Pszoniak grał umalowanego pedała z koralami o wyuzdanym spojrzeniu :):):)
Od tamtego czasu nic się nie zmieniło.
Wyrejestrujmy odbiorniki TV, wyrzućmy na śmietkik telewizory.
Niech zarząd TVP i producenci filmów sami sobie konsumują reklamowane produkty - albo niech sie dostosowują do współczesnego świata!
Won z takimi serialami!
2. Nie zgadzam się ze stawianiem Sebastiana (Magda M.) na prawie tej samej płaszczyźnie co wcześniejsi bohaterowie. To ogromna zmiana! Opowieść o nim ma charakter "koncentryczny" - w kolejnych odcinkach dowiadujemy się czegoś nowego. Może to właśnie ma sens? Bo z jednej strony mamy "statystycznego" widza, który nagle zaczyna odkrywać, że ten sympatyczny facet to chyba gej (a przecież coming outy są ciągle rzadkością!), a z drugiej ten sam "statystyczny" widz, w chwili gdy już ma na ustach hasło "to pedał i ciota", zauważa że otoczenie absolutnie "tego pedała" akceptuje i traktuje jako "swojego".
Wydaje mi się, że wątek ten jest właśnie bardzo przemyślany i z premedytacją pokazany w ten sposób.
Trudno wypowiadać ostateczne sądy o czymś, co znamy zaledwie w 3/4, więc doczekajmy do końca z ocenami. Ja w każdym razie nie byłbym tak pewny, jak Samuel, że Sebastian nie pójdzie na Marsz Tolerancji. Ta postać na tyle się rozwija, że może jeszcze nas zaskoczy, czego nam wszystkim życzę.