Firma ochroniarska, która
zwolniła Ariela Trząskiego po zobaczeniu go na krakowskim Marszu Równości, wysłała do mężczyzny pismo, w którym wymaga od niego ponownego podjęcia pracy na mocy wcześniejszej umowy.
"Firma niewątpliwie żąda powrotu do pracy, nie chce wywiązać się z obowiązku dostarczenia zwolnienia drogą pocztową, chociaż ono nastąpiło. Świadczy to o ewidentnej dezorganizacji pracy w firmie lub usiłującej się bronić spółce" - powiedział Trząski naszemu portalowi.
O sprawie
pisaliśmy pod koniec maja. Trząski przyjechał na krakowski Marsz Równości z Będzina. Podczas Marszu szedł obok Anny Grodzkiej i Janusza Palikota - mężczyznę prawdopodobnie w telewizji zobaczył jego przełożony - z firmy ochroniarskiej Globals II, gdzie Trząski pracował. ''Jutro masz wolne. Od dziś już nie pracujesz w naszej firmie. Sorry!'' - SMS-a o takiej treści Trząski otrzymał następnego dnia. Szef oznajmił chłopakowi, że widział go w telewizji na ''marszu pedałów''. Powiedział też, że ''ochroniarz nie może być pedałem, bo to burzy image firmy''. Mężczyzna podkreśla, że ma świadków rozmowy i faktu zwolnienia.
"Proszę o potwierdzenie, od kiedy może Pan rozpocząć świadczenie usługi ochrony osób i mienia, do której Pan jest zobowiązany na mocy umowy zawartej w kwietniu" - czytamy w piśmie od firmy ochroniarskiej, które otrzymał Ariel.
Dyskryminacja w pracy? Co robić?Ewa Kraińska-Dulić z
Głównego Inspektoratu Pracy w Warszawie powiedziała naszemu portalowi, że niestety najpierw sąd musi stwierdzić, że Ariel Trząski był pracownikiem firmy ochroniarskiej - chłopak nie miał umowy o pracę, tylko umowę zlecenie, tym samym był jedynie zleceniobiorcą.
"W obecnej sytuacji zostaje mu jedynie droga cywilna w dochodzeniu do swoich praw - jako zleceniobiorcę nie obejmował go kodeks pracy". Kraińska-Dulić zwraca uwagę, że umowy zlecenie są częste w firmach ochroniarskich - co działa na niekorzyść pracowników, którzy wykonują typową pracę: są zmiany, dyżury, grafiki.
Co jeżeli nie mamy umowy o pracę a staniemy się ofiarą dyskryminacji? Pozostaje nam sąd cywilny lub walka o uznanie zatrudnienia. Jeżeli sąd stwierdzi, że faktycznie w danym terminie to co wykonywaliśmy dla pracodawcy miało charakter pracy - potem możemy drugim pozwem dochodzić swoich praw na podstawie kodeksu pracy i domagać się odszkodowania. Pamiętajmy: kodeks pracy mówi wyraźnie: "Pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną".
Ariel Trząski
zapowiada dalszą walkę o odszkodowanie. Przyznaje też w rozmowie z nami, że zgłaszają się do niego osoby, które w ten sam sposób zwolniono z innych firm ochroniarskich.
(md)
Masz rację! Nie mówię, że takie umowy są złe, bo każdą można rozwiązać, a jeśli ktoś myśli, że umowa o pracę coś mu gwarantuje, to może się srodze zawieść (sam okres wypowiedzenia rzekomo trzymiesięczny można zmniejszyć do jednego dnia, likwidując stanowisko z dnia na dzień). Sam pracowałem na umowę o pracę i złodziejski ZUS zabierał mi sporą część wypłaty, a i tak nic od niego nie będę miał - a na pewno nie tyle, ile bym mu zapłacił. Teraz miałem do wyboru dzieło lub zlecenie. Wybrałem zlecenie, bo przy mojej działalności mam największe pieniądze na rękę i płacę najmniejszy podatek. I masz rację, że o przyszłość trzeba się zatroszczyć samemu, a nie liczyć na ZUS. :)
Problem w tym, że sytuacji, w której jest teraz Polska, nie jest możliwe zlikwidowanie tych umów, jak sądzę. Koszty pracownika są prawie zerowe, a w momencie, gdy nagle ktoś musiałby płacić za pracownika grube pieniądze oprócz pensji, to albo ktoś dostanie odpowiednio mniejsze wynagrodzenie, albo w ogóle nie będzie miał pracy. Smutna prawda.
Są tacy, którzy chcą pracować na takie umowy, np. ja. Pracuję na umowę o dzieło 5 lat, kocham tę umowę, unikam w ten sposób płacenia złodziejskiego ZUSu oraz płacę mniejszy podatek dochodowy. Podoba mi się to. A o swoją przyszłość potrafię zatroszczyć się sama.
Swiat budujemy malymi kroczkami ;o)
Pozdro
Problem w tym, że sytuacji, w której jest teraz Polska, nie jest możliwe zlikwidowanie tych umów, jak sądzę. Koszty pracownika są prawie zerowe, a w momencie, gdy nagle ktoś musiałby płacić za pracownika grube pieniądze oprócz pensji, to albo ktoś dostanie odpowiednio mniejsze wynagrodzenie, albo w ogóle nie będzie miał pracy. Smutna prawda.
To wiem, problem w tym, że gdzie w tym wszystkim człowiek? Ano nigdzie, jest całkowicie nieważny. W cywilizowanym kraju osoba odpowiedzialna za pierwotną decyzję wyrzucenia z pracy (nie żeby w ogóle miało dojść do takiej sytuacji) straciłaby posadę, a pan Trząski otrzymałby ładne odszkodowanie, jak wspomniał poniżej jeden z Użytkowników. Niestety, w Polsce niby mamy ten XXI wiek w centrum Europy, ale mentalnie stoimy nadal w średniowieczu.