Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich, która od
uchwalenia ustawy antydyskryminacyjnej przejęła część obowiązków wymaganego urzędu antydyskryminacyjnego,
nie ma pieniędzy na zajmowanie się ustawową równością - donosi dziś "Gazeta Wyborcza".
Przypomnijmy: uchwalona przez Sejm ustawa antydyskryminacyjna,
przygotowana przez biuro Elżbiety Radziszewskiej, kompetencje niezależnego urzędu antydyskryminacyjnego przypisała właśnie do Rzecznika Praw Obywatelskich. Według ustawy biuro RPO powinno się zajmować takimi zagadnieniami jak
pomaganie ofiarom dyskryminacji,
analizowanie,
monitorowanie i
wspieranie równego traktowania,
prowadzenie niezależnych badań dotyczących dyskryminacji,
przygotowywanie niezależnych sprawozdań i
wydawanie zaleceń dla władzy. Do pomysłu tego od powstania projektu ustawy
negatywnie odnosiły się organizacje pozarządowe.
"Jest to rozwiązanie złe. Podobne istnieje w Czechach, na Łotwie, Cyprze, w Grecji i doświadczenie pokazało, że nie działa najlepiej. Dla RPO to zadania dodatkowe, poboczne. W pozostałych krajach UE funkcjonują już niezależne urzędy antydyskryminacyjne" -
mówił w wywiadzie dla IS Krzysztof Śmiszek. Dziś okazuje się, że miał rację.
Śmiszek miał nadzieję na powołanie osobnego zespołu bądź zastępcy ds. równości.
"Nie dostałam pieniędzy na dodatkowe etaty, nie będzie więc nowego zespołu. Zadania rozdzieliłam pomiędzy już istniejące, przede wszystkim Zespół Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego. Jeszcze na etapie prac parlamentarnych alarmowałam, że nie mogę odpowiedzialnie podjąć się nowego zadania, jeśli nie dostanę na nie środków. Otrzymałam zapewnienie, że one będą. Nie ukrywam rozczarowania, że tak się nie stało. Teraz proszę mi powiedzieć, kosztem ochrony których praw konstytucyjnych mam wykonywać nowe zadania?" - powiedziała Lipowicz "Gazecie Wyborczej".
Okazało się także, że obowiązki, które przejęło biuro RPO wraz z wejściem w życie nowej ustawy, są... niezgodne z zadaniami Rzecznika zapisanymi w konstytucji (wg której RPO ma bronić obywateli przed naruszeniem ich praw przez władze publiczne). Lipowicz powiedziała, że zwróciła się do marszałka Sejmu o wstrzymanie wejścia w życie przepisów nakładających na RPO nowe obowiązki do czasu uzyskania na to środków.
Śmiszek podkreślił w rozmowie z gazetą, że pomimo uchwalenia wymaganej przez UE ustawy antydyskryminacyjnej - dyrektywy nie są wdrażane - co może przesądzić o tym, że i tak będziemy musieli zapłacić kary.
(md)
Aj martwisz się :D Przecież co za problem... Żaden! Polska zapłaci kary, a dziurę budżetową załatają podniesionym VATem albo w inny sposób ściągną z obywateli... Mają to w dupach, dlatego że politycy nie ponoszą zbytnio odpowiedzialności za to co robią - a jeśli już to nie z własnej kieszeni...