Już jutro,
15 lutego, o godz. 12, odbędzie się pierwsza rozprawa
Naszej Sprawy 2.
"Cieszymy się, że w symboliczny sposób sprawa nabiera rozpędu - mimo, że miesiące przed wyznaczeniem czasu rozprawy nie były bezczynne, bo reprezentujący nas mecenas Jacek Świeca intensywne wymieniał pisma z sądem, MSWiA oraz GIODO, opinia publiczna mogła mieć wrażenie, że nic się nie dzieje... Jesteśmy pełni wiary w to, że sąd uzna zasadność naszych argumentów" - powiedziała nam
Urszula Pawlik, jedna z powodów w sprawie.
Kozia wojnaPrzypomnijmy: wszystko zaczęło się od rysunku
Andrzeja Krauze, który w czerwcu w 2009 roku umieściła "Rzeczpospolita". Przedstawia on dwóch mężczyzn, którym urzędnik udziela ślubu, za nimi stoi mężczyzna z kozą, do której zwraca się ze słowami: "Jeszcze tylko ci panowie wezmą ślub, a zaraz potem my!". W środowisku zawrzało, tym bardziej, że
rysunek pojawił się niedługo po warszawskiej Paradzie Równości. Atmosferę podgrzała dodatkowo decyzja "Rzeczpospolitej" o publikacji artykułów Tomasza Terlikowskiego i nieżyjącego już dziś Macieja Rybińskiego. Rybiński napisał
swój felieton w formie listu kozy Mećki z Połoniny, która poczuła się oburzona z powodu przyrównania jej jak najbardziej heteroseksualnego związku z mężczyzna do związku jednopłciowego. Jeszcze dalej poszedł Terlikowski, który napisał
długi artykuł o niebezpieczeństwach rewolucji homoseksualnej. Opinia publiczna się podzieliła, jak i środowisko LGBT w Polsce. Jedni uważali, że trzeba do tego odnieść się z dystansem, drudzy, że dziennik przesadził. Działacze uznali porównanie ich orientacji do zoofilii za obrazę, zażądali sprostowania i przeprosin. "Rzeczpospolita" odmówiła. I się zaczęło. Prawie pół roku po publikacjach złożyli pozew przeciwko dziennikowi, oraz wyżej wspomnianym już dziennikarzom, powstała strona internetowa
Nasza Sprawa 2, na której na bieżąco mogliśmy się dowiadywać o działaniach związanych z protestem oraz z przygotowaniami do postępowania sądowego i wspomóc działaczy finansowo.
Obrażona kozaNa pozwie jednak się nie skończyło: pod koniec 2009 roku portal Gaylife opublikował artykuł
"Koza wielce obrażona", w którym skrytykował sam pozew oraz jego autorów.
Urszula Pawlik nie uważa, że Nasza Sprawa 2 poróżniła środowisko:
"Oczywiście są osoby, które z różnych powodów uważają, że rysunek z kozą nie nadaje się do sądu. Szanuję różnorodność poglądów i przypominam, że nie mamy ambicji występować w imieniu całej społeczności LGBT. Realnie występujemy we własnym imieniu, symbolicznie pragniemy reprezentować wszystkich tych, których publikacje Rzepy oburzyły i obraziły. Uzyskaliśmy wiele wsparcia od ludzi i organizacji myślących podobnie jak my. Bardzo nas to cieszy i bardzo jesteśmy dumni z takiej mobilizacji" - powiedziała naszemu portalowi, podkreślając równocześnie, że w 2011 roku coraz mniej rzeczy uchodzi w dyskursie publicznym - w porównaniu do 2009.
"Nie idziemy do sądu tylko za rysunek z kozą. Idziemy również za takie sformułowania w publikacji P.T. Terlikowskiego jak: 'Małżeństwo zrównane ma być [...] w dalszej perspektywie (wbrew pozorom, biorąc pod uwagę rosnący w siłę ruch przeciwko szowinizmowi gatunkowemu, wcale nie jest to niemożliwe) także z zoofilskim związkiem pana z kozą [...]. Taka jest logika postępu rewolucji homoseksualnej. Jeśli godzimy się na uznanie, że prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a jedynym celem jest zadowolenie uczestników tej relacji, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską'" - dodaje prezeska Stowarzyszenia Otwarte Forum.
(md)
Pod koniec grudnia 2009 roku
pytaliśmy się o Wasze zdanie dotyczące "koziej wojny".
52 proc. uznało, że "Rzeczpospolita" złamała prawo i powinna ponieść konsekwencje,
30 proc. wybrało odpowiedź, że rysunek był satyryczny, a wolność słowa jest wartością nadrzędną,
17 proc. natomiast uznało, że warto "wojować o kozę", ale nie za pomocą pozwu. Jak jest dzisiaj? Zapraszamy do dyskusji!
Ach ach. Nie watpie, ze gdyby muza spojrzala na ciebie przychylnie, to bys mi jeszcze pokazal. Retorycznie, oczyw. Ach, szkoda, ze muza dzis tak nielaskawa!
A z ciekawosci - znasz w ogole jakichs zeta?
;)
Sorry że dopiero teraz opowiadam :)
Nawet jeśli znam jakiś zeta (zoo?) to się z tym ukrywają, więc oficjalnie nie znam :)
Pozdrawiam :***
Zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy wypada niektórym moim znajomym z Farmville wysyłać kozy... bo jeszcze nie daj boże się obrażą.
5, will quote again.
Zgodnie z twoim rozumowaniem mnie- jako kobietę i feministkę- powinny szalenie obrażać i poniżać żarty z feministek. A są to żarty (słowne i rysunkowe) dość często popełniane przez konserwatystów. Niemniej, śmieszą mnie żarty o włochatych feministkach, złośliwych starych pannach, ćwierćinteligentnych kobietach i tym podobne. Trzeba umieć się z siebie śmiać. Trzeba mieć do siebie dystans.
Jakbyśmy w Polsce mieli równe prawa - małżeństwa jednopłciowe, możliwość adopcji, prawną ochronę przed dyskryminacją - to ok, uznałbym, że nieśmieszny rysunek, ale kiedy ta gazeta jest politycznym narzędziem, które ma na celu utrzymywać nas w pozycji obywateli drugiej kategorii to ja protestuję.
A to czy będzie się trąbić "ale te geje i lesbijki nawet poczucia humoru nie mają" - to ja w to nie wchodzę, bo wiem, że każde narzędzie homofobiczne jest dobre, kiedy jest skuteczne. Jeśli zamknie się nam po raz kolejny usta, tym razem "bo nie mamy poczucia humoru".