Projekt ustawy jest już w Riksdagu
Już 1 maja pary homoseksualne w Szwecji uzyskają możliwość zawierania małżeństw homoseksualnych na równi z heteroseksualnymi. Projekt ustawy o małżeństwach osób tej samej płci złożono w środę w szwedzkim parlamencie.
Dokument zakłada przede wszystkim zniesienie ustanowionego w 1987 roku przepisu, definiującego małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. To m.in. z jego powodu wprowadzone w 1995 roku rozwiązania prawne dla gejów i lesbijek nazwano tylko "związkami cywilnymi", choć zapewniały identyczny status prawny jak małżeństwa heteroseksualne, łącznie z prawem do adopcji.
Kwestia homo małżeństw na podjęcie przez parlament czekała dobre kilka lat - dotychczas blokowały ją dwie z czterech największych partii politycznych. Nieoczekiwanie, w październiku ubiegłego roku z antygejowskiego sojuszu wyłamała się rządząca Umiarkowana Partia Koalicyjna. Jej lider i obecny premier Szwecji, Fredrik Reinfeldt, od wielu lat gorąco popierał zrównywanie praw osób homoseksualnych, głosując nawet, wbrew stanowisku partii, za przyjęciem związków partnerskich w 1995 roku.
-Cel jest taki, by płeć dwóch osób przestała mieć przełożenie na to, czy nazywać je związkiem cywilnym, czy małżeństwem - tłumaczył ideę projektu premier Reinfeld.
Przepis niemal na pewno otrzyma wymaganą ilość głosów poparcia w Riksdagu. Z badań opinii publicznej wynika, że popiera go również zdecydowana większość (71%) Szwedów.
Zgodnie z przyjętym harmonogramem prac, ustawa ma wejść w życie już 1 maja. Jeśli tak się stanie, Szwecja stanie się czwartym państwem w Europie i siódmym w świecie, które zalegalizuje małżeństwa osób homoseksualnych.
(mk)
Patrząc z tego punktu widzenia, słowo "legalizacja" doskonale tu pasuje, ponieważ jest to upoważnienie organu administracji państwowej (a dokładniej urzędu) do wprowadzania w życie instytucji jaką jest związek partnerski (posługując się skrótem myślowym - związek homoseksualny), poprzez umożliwianie zawarcia go dwóm osobom tej samej płci.
Podsumowując, w tym kontekście słowo "legalizacja" określiłbym jako nadanie organom administracji państwowej władzy do udzielania "ślubów" parom homoseksualnym.
Swoją drogą: Polska nadal tkwi w średniowieczu.
Martwi mnie rzecz nie związan z meritum: info podaje portal branżowy, redagowany przez osoby, które nadto dobrze powinny wiedzieć, jakiego języka używać w przekazywaniu wiadomości: języka precyzyjnego, a nie języka "skrótów myślowych".
Nie "małżeństwa homoseksualne" tylko - jeśli już koniecznie trzeba uwypuklać orientację psychoseksualną jakichś osób - "małżeństwo zawierane/zawarte przez osoby homoseksualne". Ten skrót myślowy jest szkodliwy z dwóch powodów:
- eksponuje osoby homoseksualne - zupełnie jakby nowe regulacje prawne nie dotyczyły osób o innych niż homoseksualna orientacjach,
- sprawia wrażenie, że powstaje jakaś nowa instytucja prawna "specjalnie" dla osób homoseksualnych, co jest nieprawdą - to już istniejąca instytucja (małżeństwo) zostaje "otwarta" na osoby TEJ SAMEJ PŁCI, tak naprawdę niezależnie od ich orientacji psychoseksualnej (bo tej żaden organ publiczny - w Szwecji czy innym kraju - nie da rady skutecznie zweryfikować).
Drugi "skrót myślowy", który boli mnie za każdym razem, gdy się z nim spotykam: "legalizacja" czegośtam. Legalizacja oznacza, że coś było nielegalne, a zatem ZABRONIONE przez prawo, a nagle stało się DOPUSZCZONE przez prawo. Zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci nie było w ogóle przewidziane, nie było w ogóle regulowane przez prawo - ani w kategorii przyzwolenia na to, ani w kategorii zakazu tego. O jakiej "legalizacji" można zatem mówić? To nie legalizacja, ale instytucjonalizacja, czyli wprowadzenie do prawa nowej instytycji lub modyfikacja (np. rozszerzenie podmiotowe) już istniejącej. Bronię się tak przez ową "legalizacją", bo w powszechnym odbiorze prowadzi ona do utrwalenia przekonania, że prawo jako takie ZABRANIA czegoś osobom tej samej płci - podczas gdy nie zabrania, a po prostu nie umożliwia. To spora różnica - zakaz czegoś daje solidniejsze oparcie homofobii, podczas gdy brak uregulowania jest argumentem także dla "naszej" strony - dana sprawa jest przez prawo nie ruszona, pozostawia nas w gorszym położeniu, nie daje możliwości korzystania z czegoś, co mają osoby różnych płci, a to "tylko" dlatego, że nie napisano odpowiedniego przepisu.