Kontrowersje wokół równości małżeńskiej
Valérie Trierweiler, partnerka prezydenta Francji, Francoise Hollande'a, przyznała, że nie może doczekać się pierwszych małżeństw jednopłciowych, albowiem... będzie świadkiem na jednym z nich. Pomimo dużego sprzeciwu Kościoła oraz licznych protestów francuski rząd przyjął na początku listopada projekt ustawy, która umożliwi parom jednopłciowym małżeństwa oraz adopcję. Parlamentarna debata nad projektem w lutym.
Trierweiler jest znaną we Francji dziennikarką polityczną, od 7 lat partnerką życiową obecnego prezydenta Francji. Trierweiler i Hollande są pierwszą w historii Francji parą prezydencką bez ślubu. Po wygranej Hollande'a pojawiały się głosy, że ślub byłby dobrze widziany: Hollande powiedział jednak, że "prezydentura to nie powód by brać ślub". Warto dodać, że obecny prezydent przez 30 lat był w związku (ale także nieformalnym) z Segolene Royal, w 2007 roku kontrkandydatką Nicolasa Sarkozy'ego w wyborach prezydenckich. Hollande i Royal mają czwórkę dzieci.
Valérie Trierweiler przyznała, że przyjęła zaproszenie do bycia świadkiem na ślubie jej homoseksualnego przyjaciela. "Jestem dodatkowo poruszona faktem, że będę świadkiem na jednym z pierwszych jednopłciowych ślubów we Francji" - powiedziała pierwsza dama. Swoje poparcie dla równości małżeńskiej wyraziła też ostatnio Carla Bruni - aktorka, modelka, żona byłego prezydenta, Nicolasa Sarkozy'ego, przeciwnika małżeństw jednopłciowych. "Raczej popieram małżeństwa jednopłciowe i adopcję. Mam mnóstwo przyjaciół - kobiet i mężczyzn, którzy są w takiej sytuacji i nie widzę nic niestabilnego bądź perwersyjnego w rodzinach jednopłciowych" - powiedziała Bruni w wywiadzie dla "Vogue". W tym samym wywiadzie modelka stwierdziła, że miejsce kobiety jest w domu, czym naraziła się (nie tylko) francuskim feministkom. Bruni nie omieszkała też odnieść się do nieformalnego związku Trierweiler i Hollande'a mówiąc, że ona sama dużo lepiej poczuła się, gdy już była żoną Sarkozy'ego.
Równość na pół gwizdka?
Kwestie równości małżeńskiej i adopcja były punktami programu wyborczego Partii Socjalistycznej Hollande'a. Już na początku prezydentury Hollande podkreślił, że obietnic dotrzyma. Nie obyło się bez kontrowersji: okazało się, że projekt ustawy nie reguluje spraw związanych m.in. ze sztucznym zapłodnieniem. Pod koniec listopada Hollande zaliczył kolejną "wpadkę": podczas konferencji francuskich merów powiedział, że będzie respektowana ich "wolność sumienia" i będą mogli oddelegować urzędników do ślubów jednopłciowych, jeżeli będzie to niezgodne z ich przekonaniami. Ponad 1 tys. francuskich merów podpisało list przeciwko równości małżeńskiej i możliwości adopcji przez pary jednopłciowe. Po fali krytyki - Hollande wycofał się ze swoich słów, nazwał je "nieodpowiednimi" i podkreślił, że "prawo wszędzie powinno być takie samo".
Debata we francuskim parlamencie w lutym, przewiduje się, że ustawa wejdzie w życie w połowie przyszłego roku.
(md)
gdyby to zrobila pani komorowska to owszem raziloby komercja. ale jak homo popiera ktos kto zyje sam w nieformalnym zwiazku i to majac bardzo eksponowane stanowisko - to mnie to przekonuje.
Pozdrawiam