"Jawa czy sen"
Gazeta Wyborcza publikuje kolejny tekst polemiczny, poświęcony homoseksualistom. Tym razem jest to felieton Andrzeja Osęki z cyklu "Jawa czy sen". Osęka zajmuje w nim stanowisko zarówno terapii tzw. "leczenia gejów" jak i szumu prasowego, jaki powstał wokół tych wątpliwych badań.Oto tekst felietonu:
W najnowszym (30.) numerze pisma "Fronda" znalazł się wywiad z Gerardem van der Aardwegiem, holenderskim psychoterapeutą, który leczy gejów z ich - stale to podkreśla - "nienormalnych" skłonności. Rozmawiając z gejami, uświadamia im - jak to przedstawia - ich duchową pustkę, budzi skłonność do płci przeciwnej, przemienia znerwicowanych, egoistycznych homoseksualistów w opanowanych i czułych heteroseksualistów. Wszystkich gejów van der Aardweg postrzega tak samo - jako osobniki emocjonalnie niedojrzałe, bez reszty skupione na sobie, pozbawione poczucia humoru, niezdolne do uczuć. Nawet jeśli któremuś z nich wydaje się, że kogoś gorąco kocha - nie jest to "prawdziwa miłość". Ocalić gejów i lesbijki może dopiero "przejście na płaszczyznę religijną, moralną". Gerard van der Aardweg wie, jak owych nieszczęśników na tę płaszczyznę doprowadzić.Gazeta (z 29 października) przedstawia opublikowane przez Roberta L. Spitzera (w "Archives of Sexual Behaviour") dane na temat jego eksperymentu z terapią gejów. Znany psychiatra z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku podszedł do swego zadania całkiem inaczej niż jego holenderski kolega. Zajął się tylko tymi homoseksualistami, którzy już "w wyniku terapii przesunęli się choć trochę w kierunku heteroseksualności i wytrwali w tym stanie przez co najmniej pięć lat". Przyjęcie tak surowych wymagań oznacza, że dr Spitzer wie, iż nie wszystkim gejom, nawet jeśli sami pragną pozbyć się homoseksualnych pragnień, psychiatra jest w stanie pomóc. Po raz pierwszy wyniki swej pracy dr Spitzer przedstawił na zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego 9 maja 2001 r. Jego referat nosił wówczas tytuł "Czy niektórzy geje i lesbijki mogą zmienić swą orientację seksualną?" ("Can Some Gay Men and Lesbians Change Their Sexual Orientation?"). Wniosek uczonego brzmiał: "Niektórzy - tak". Dyskusja nad referatem szybko przeniosła się z sali zjazdu do mediów, gdzie nabrała charakteru politycznego. Aktywiści ruchów gejowskich zobaczyli w badaniach Spitzera perfidny atak na prawa mniejszości seksualnych, a działacze prawicy zrozumieli z całego eksperymentu to, co chcieli zrozumieć - że homoseksualizm można leczyć, a więc jest chorobą, oraz że można się go, jeśli się chce, wyrzec, kiedy się człowiek wyrzeka grzechu. Przyglądając się całemu temu zamieszaniu, Spitzer powiedział wtedy w jednym z wywiadów: "Ostrzegałem, że byłoby błędem wyciągać z moich badań wniosek, że każdy silnie uwarunkowany homoseksualista mógłby się zmienić, gdyby bardzo tego chciał. Przypuszczam, że znaczna większość gejów nie jest w stanie dokonać istotnych zmian w swych skłonnościach i fantazjach seksualnych. Ostrzegałem też przed używaniem wyników mych badań dla usprawiedliwienia prób przymusowego leczenia gejów. Najbardziej martwi mnie, że takie nadużycia już miały miejsce".Na próżno psychiatrzy przyjmujący zwykle badania Spitzera z respektem zwracają uwagę, że dotyczą one wyłącznie osób o rozchwianej orientacji seksualnej, w gejostwo lub lesbijstwo zaangażowanych częściowo lub epizodycznie. Jeśli takie zagubione osoby cierpią, psychiatra może im pomóc. Wówczas jednak - zauważył jeden z polskich terapeutów - uwalnia się człowieka od cierpienia, nie od homoseksualizmu. To jednak aktywistów (zarówno gejów, jak i ideologów prawicowych) nie interesuje. Mało troszczą się o ludzi - walczą o zasady. Jedni - o integralność, niepodważalność homoseksualizmu. Drudzy - o jego pognębienie, unicestwienie magiczną formułą: "To można leczyć!".
Coraz częściej jednak poważni badacze tematu wskazują na złożoność zjawiska, na różnorodność uwarunkowań (wciąż - niewiadomej natury) kryjących się pod słowem homoseksualizm". na to przede wszystkim, że osoby, których to wszystko dotyczy, mają w końcu prawo same o swoim życiu decydować, nie oczekując na takie lub inne wyroki dyplomowanych psychiatrów.
(Gazeta Wyborcza 08.11.03)
Oczywiście także dostrzegam to nieznośne wiązanie seksualności z moralnością i religią - to się nie sprawdza.
Do czego zmierzam - pozwólmy więc orientacji kształtować się samej. Żaden słuszny i właściwy kierunek zmiany pewnie nie istnieje.
Nie sądzę także, że heteroseksualiści sa tacy zrównoważeni - widziałem na własne oczy i słyszałem heteroseksualne histeryczne zachowania ... popatrzcie także na rozwody heteroseksualistów - bardzo lubia je prawnicy - bo w tej histerii da się pociągnąc trochę kasy :)