Stanisław Podemski: "Za kraty ich!"
Kilka dni temu, w Gazecie Wyborczej ukazał się kolejny tekst w obronie polskich gejów i lesbijek. Jest to felieton znanego publicysty Stanisława Podemskiego pod tytułem "Za kraty ich!". Usilnie zalecamy lekturę!
"Pod koniec 1987 r. TVP emitowała sensacyjną na owe czasy rozmowę. Odwrócony tyłem do kamery młody człowiek zwierzał się ze swej miłości do mężczyzny ("Mam chłopaka. Pozostaję w pięknym i udanym związku"), wyrażał przekonanie, że już wkrótce nie będzie musiał ukrywać ani swej twarzy, ani nazwiska. Odnotowywał rosnącą stopniowo, na razie tylko w dużych miastach, tolerancję wobec homoseksualistów. Mówił jednak także, że władze nie zamierzają zgodzić się na powstanie stowarzyszenia reprezentującego interesy lesbijek i homoseksualistów ani nawet dyskotek i klubów, w których mogliby spotykać się, porozmawiać, spędzić razem czas bez obawy potępienia, strachu, szyderstwa. Interesujące jest, że kluby takie istniały w NRD, bardziej przecież policyjnej i totalitarnej niż PRL. Patronował im Kościół ewangelicki.
W tym samym czasie ukazała się w USA książka pt. "Co piąty", której już sam tytuł obrazował wielkość mniejszości seksualnych, a treść obalała niejeden mit - np. że skłonność do tej samej płci to właściwość zdarzająca się jedynie wśród środowisk intelektualnych i artystycznych (pisano tu na przykład, że pierwszymi klientami gejów-prostytutek są mleczarze tuż po porannej pracy).
Do końca PRL stosunek do homoseksualistów wyznaczały w głównej mierze poglądy Milicji Obywatelskiej. Uważano, że jest to środowisko, w którym znacznie częściej niż w innych rodzi się zbrodnia (zabójstwa, rabunki), wymaga więc stałej penetracji, szpiclowania, różnorakich nacisków. Policyjne zatrzymywanie, branie odcisków palców, robienie fotografii to była codzienność geja i rozmówca TVP padał nieraz sam ofiarą tych praktyk. Nawet ówczesny komendant główny MO generał Józef Bejm, z którym miałem okazję wówczas rozmawiać na ten temat, podzielał takie poglądy "kryminologiczne" i aprobował towarzyszące im postępowanie podległego aparatu. Nic więc dziwnego, że jeszcze w 1988 r. oficer gdańskiej milicji powiedział "Sztandarowi Młodych" otwarcie i z żalem: "Gdyby homoseksualizm był karany, wiedziałbym już, co z tym zrobić". Była to tęsknota za uchylonym w 1970 r. przepisem karnym z 1932 r. ustanawiającym odpowiedzialność karną (do trzech lat pozbawienia wolności) za tzw. prostytucję homoseksualną. Przypominano też przy każdej okazji głośne w latach 70. zabójstwo zamożnej starszej pani dokonane z inspiracji człowieka ze środowiska artystycznego przez jego młodocianego kochanka. Wynik był taki, że wiele wykształconych, młodych, zdolnych osób, wykorzystując możliwości wyjazdu w 1980 i 1981 r., opuściło na zawsze kraj.
Dwie okoliczności wymusiły zmianę w polityce władz prowadzonej wobec gejów i lesbijek. W kraju pojawiły się pierwsze przypadki zachorowań na AIDS, a i rozmiary narkomanii, dotąd wstydliwie skrywanej (pierwszy alarmujący raport jej poświęcony nie przebił się przez cenzurę) odwróciły nieco uwagę władz i opinii od życia "kochających inaczej". Jednocześnie stało się jasne, że prześladowanie homoseksualistów szczególnie zagrożonych tą chorobą, wpędzanie ich do podziemia nie będzie sprzyjać ujawnianiu i zwalczaniu AIDS, ale przeciwnie - utrudni pracę epidemiologów. Nie tyle więc uznanie dla praw człowieka ratyfikowanych przez Polskę w 1977 r. w wyniku konferencji helsińskiej, ile widmo zarazy wymusiło zmianę polityki z represyjnej na profilaktyczno-medyczną.
W lipcu 1987 r. Sąd Najwyższy wydał przełomowy dla ochrony prywatności (także gejów) werdykt, w którym czytamy: "Odciski palców, zdjęcia wolno robić tylko osobom podejrzanym o przestępstwo, a więc którym prokurator przedstawił już zarzuty popełnienia konkretnego przestępstwa".
Czy już wówczas padł cały mur uprzedzeń i pogardy odgradzający gejów i lesbijki od społeczności, w której żyją? Dziś mają swe stowarzyszenia i kluby, wydają pisma, policja nie depcze im po piętach i nie robi z nich kryminalistów, ale przecież wrześniowa dyskusja toczona w "Gazecie Wyborczej" wykazała, że niejedna jeszcze przetrwała w nim nieskruszona, twarda cegła."
Cytowany felieton Stanisława Podemskiego ukazał się w Gazecie Wyborczej 26/27 października 2002.
(red)