Wybitna postać, znakomita dziennikarka. Jako pierwsza tak obszernie pisała o transpłciowości, m.in. w klasycznym reportażu „Kobieta w męskim ciele” (1983). Jak to się stało, że jej ogromny dorobek został zupełnie zapomniany?
- Krzysztof Tomasik - W styczniu minęła kolejna rocznica jej urodzin, rok temu bez echa przeszło dwudziestolecie jej śmierci.
Wanda Falkowska nie ma nawet swojego biogramu w wikipedii, co obecnie jest najlepszym świadectwem zapomnienia. A przecież przez lata była czytana, publikowała w najpopularniejszych tytułach, wyróżniono ją licznymi nagrodami, znalazła się nawet w „Alfabecie Urbana”. Jej nazwisko powinno być także
ważne dla społeczności LGBT. Prawo i ŻycieUrodziła się 16 stycznia 1924 r. w Łodzi, ale szybko znalazła się w Warszawie. Tutaj w latach 1947-49 była dziennikarką „Rzeczpospolitej”, jednocześnie studiowała w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, potem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Właśnie z tematyką prawniczą związała swoje dalsze losy, stała się specjalistką w tej dziedzinie. Największą popularność przyniosła jej
autorska rubryka w „Przekroju”, którą prowadziła od końca lat 50. do 1980 r. Opisywała tam najciekawsze czy precedensowe procesy sądowe, a znaczące były już same tytuły:
„Prywatka”, „Pech”, „Samotna starość”.
Teksty omawiające prawo z bardziej teoretycznej strony publikowała w
„Polityce”, z którą była związana do 1981 roku. Historie z którymi stykała się w sądach wykorzystywała na różnych polach działalności, była współautorką komedii teatralnej
„Gorący uczynek” (1964) i sztuki radiowej
„Żądam satysfakcji” (1972), dla Teatru Telewizji napisała kryminał
„Nie mam nic do powiedzenia” (1973), a dla kina scenariusz dramatu psychologicznego o życiu gitowców
„Nie zaznasz spokoju” (1976) w reż. Mieczysława Waśkowskiego.
Prawo i bezprawieAnalizując jej biografię widać, że okres największej aktywności to lata 70. Poza artykułami dla „Przekroju”, „Polityki” i wymienionymi wyżej tytułami, opublikowała wówczas także trzy powieści kryminalne. Wiecznie zajęta sprawami zawodowymi i życiem towarzyskim, nie miała wiele czasu dla męża, architekta Feliksa Szymańskiego, który mawiał:
„Wandusiu, nam to by się żona zdała...”. Wraz z ogłoszeniem stanu wojennego Falkowska zniknęła z „Polityki”, pod licznymi pseudonimami (m.in. Adam Brodycz, Henryk Rot, Leszek Wyrwa) publikowała w pismach drugiego obiegu, a sama redagowała jeden z najważniejszych nielegalnych tytułów – miesięcznik „Prawo i bezprawie” dokumentujący
przypadki łamania praw człowieka w ówczesnej rzeczywistości.
Opowiedzenie się po stronie opozycji nie zmieniło przyzwyczajeń Falkowskiej. Wciąż prowadziła dom otwarty, który opisywał po jej śmierci Stefan Bratkowski:
„Ona, tak lubiąca życie towarzyskie, prowadząca swój "salon", jeden z naprawdę liczących się "salonów" Warszawy lat 80., gdzie spotykali się ambasadorowie i dyplomaci państw zachodnich, najlepsi prawnicy polscy, intelektualiści, pisarze, czołowi dziennikarze, artyści, lekarze, politycy Solidarności, i to nie na towarzyskie pogwarki. Ten dom przyciągał urokiem, bezpretensjonalnością i dobrocią Pani Domu; uwielbiali Wandę Daviscy, czyli niezapomniany ambasador USA, John Davis i jego Helen, i uwielbiali ją nawet ambicjonerzy polityczni, którzy przez Nią szukali kontaktu z elitą umysłową kraju”. Po '89 roku wraz z wieloma kolegami i koleżankami z opozycji trafiła do „Gazety Wyborczej”, gdzie pracowała do śmierci.
Prawo Elżbiety LubarczykW latach 80. Falkowska praktycznie nie publikowała w prasie oficjalnej, zrobiła jednak znaczący wyjątek. Tuż po zniesieniu stanu wojennego w 1983 r. w „Ekspresie Reporterów” ukazał się jej reportaż
„Kobieta w męskim ciele” opisujący historię transseksualistki
Elżbiety Lubarczyk. Do dziś jest to tekst nie mający precedensu w polskiej prasie ze względu na swoją długość (blisko 50 stron) i wnikliwość. Na jednostkowym przykładzie autorka przedstawiła sytuację osób transpłciowych, gehennę jaką przechodzą i kompletną nieumiejętność radzenia sobie z takimi przypadkami i porażającą niewiedzę wśród lekarzy, prawników i milicjantów. Jednocześnie z pola widzenia nie traci się Elżbiety Lubarczyk, która często sama opowiada o swojej niedoli, a swoistym mottem jest jedna z pierwszych wypowiedzi w której mówi po prostu:
„kobietą byłam zawsze”. Niestety nie wiadomo co stało się z bohaterką reportażu, operację korekty płci przeszła w drugiej połowie lat 70., tekst kończy się informacją, że Elżbieta Lubarczyk wyjechała z Polski. Trudno ją zlokalizować tym bardziej, że nazwisko, którym posługuje się autorka jest prawdopodobnie zmyślone, a prawdziwe zostało ukryte ze względu na intymny charakter opisywanej historii.
Nadużywane prawo do ślubuCo jednak najbardziej znaczące nie był to jedyny tekst Falkowskiej w którym podjęła kwestię transpłciowości. O ile „Kobieta w męskim ciele” opisuje historię transseksualistki M/K, o tyle w dwóch innych artykułach przedstawiła sytuację osób K/M.
„Pies ogrodnika” dotyczy interseksualisty, wychowywanego jako dziewczynka, który w dorosłym życiu postanawia funkcjonować jako mężczyzna i przyjmuje imię Jan. Problemy zaczynają się, gdy zostaje zachęcony do zawarcia ślubu (!) z daleką krewną, garbatą Teodorą. „Małżeństwo z rozsądku” nie okazało się dobrym pomysłem, a zazdrość i wzajemne animozje doprowadzają do morderstwa, Jan zabija żonę w czasie jednej z kłótni. Jego transpłciwość okazuje się okolicznością łagodzącą: „Sąd okazał wiele zrozumienia dla oskarżonego, bez własnej woli i winy znajdującego się od najmłodszych lat życia poza społecznością normalnych ludzi”. W efekcie wyrok to tylko cztery lata więzienia.
Na szczęście mniej dramatyczna jest historia z
„Trzeciej płci” – Wojciecha Bąka. Tym razem Falkowska opisuje życie transseksualisty, który nie przeszedł operacji korekty płci, ale od zawsze funkcjonował w otoczeniu jako mężczyzna. Problemy zaczęły się, gdy zachęcony przez szefa ożenił się z Marią. Skromna dziewczyna ze wsi nie miała pojęcia o „sekrecie” Bąka i po ślubie chciała szybko skonsumować małżeństwo, a gdy okazało się to niemożliwe – wystąpiła o rozwód. Na sali rozpraw bohater opowiedział o swojej sytuacji: „W rzeczywistości był kobietą i posiadał wszystkie cechy fizyczne swojej płci. Natomiast
psychicznie czuł się mężczyzną i tak w jego życiu było zawsze. Nie chciał też sprostowania zapisu w aktach stanu cywilnego. Nie odnosiły skutku nalegania ani perswazje. Wojciech Bąk postanowił wieść swój dalszy żywot jako mężczyzna”.
Prawa do twórczościNawet te trzy artykuły nie wyczerpują tematyki LGBT występującej w tekstach Wandy Falkowskiej. W 1979 r. w reportażu
„Nadwiślańska madame Butterfly” opisała biografię Elizy Pytlak, biseksualistki, która popełniła samobójstwo w wieku 28 lat. Ciekawego materiału do analizy dostarczają też powieści kryminalnych Falkowskiej: „Kim jesteś?” (1971), „I kłamstwo zabija” (1973) i „Pół prawdy” (1976). We wszystkich pojawia się motyw tworzenia nowej tożsamości i udawania kogoś kim się nie jest.
W
„I kłamstwo zabija” młoda dziewczyna podszywa się pod znaną aktorkę, żeby urozmaicić swoje życie, a w
„Pół prawdy” inspirowanym głośną historią zabójstwa Jana Gerharda główny bohater, aby utrzymać status społeczny, udaje przed otoczeniem studenta, choć został wyrzucony ze studiów, a także narzeczonego dziewczyny, która już z nim zerwała. Wreszcie -
„Kim jesteś?”, tutaj tożsamościowy jest już sam tytuł, a dodatkowo mamy motyw przebieranki - w finale jedna z bohaterek okazuje się mężczyzną wcielającym się jedynie w rolę kobiety. Wcześniej czytelnik lub czytelniczka raczej nie ma szansy na zorientowanie się z kim mamy do czynienia: „Gdy usiadła naprzeciwko, przyjrzał się jej uważnie. Była kobietą dorodną, umalowaną z wielką starannością.
Niebieskie oczy zdobiły przyklejone rzęsy, włosy spływały do ramion ze swobodą wymagającą długich zabiegów, policzki pokrywała równa warstwa make up, który jednak nie był w stanie przesłonić bladości. […] Ubrana była skromnie: w beżowy płaszcz, spod rękawa którego wymykała się gruba, złota bransoleta”.
Twórczość Wandy Falkowskiej kryje zapewne jeszcze wiele wątków związanych z tematyką nienormatywności płciowej i seksualnej. Przez kilkadziesiąt lat pracy opublikowała w końcu kilkaset tekstów, jak wspominała Wilhelmina Skulska właśnie dla Falkowskiej zostawiano najciekawsze historie: „Ledwo pokazywała się w sądzie na przepastnych, długich korytarzach, zaczepiali Ją sędziowie, sekretarki, -
Czekamy na panią. Mamy odłożoną dla "Przekroju" bardzo ciekawą sprawę!”.
Reportaż „Kobieta w męskim ciele” Wandy Falkowskiej został w całości przedrukowany w zbiorze „Mulat w pegeerze” (Krytyka Polityczna 2011). Jego obszerny fragment na queer.pl.