„Magia Bollywood plus współczesny, szczery queerowy romans"
„Magia Bollywood plus współczesny, szczery queerowy romans"
Karan Soni i Jonathan Groff w uroczej komedii o zderzeniu kultur i wygórowanych oczekiwaniach. Co się stanie, gdy nieśmiały lekarz przedstawi tradycyjnej rodzinie swojego białego chłopaka?
Naveen to wycofany, nieśmiały lekarz, który od lat bezskutecznie szuka miłości, ku wielkiemu rozczarowaniu swojej tradycyjnej, hinduskiej rodziny. Wszystko zmienia się w świątyni, gdzie chłopak wpada na Jaya – przebojowego białego fotografa. Szybko okazuje się, że łączy ich więcej, niż mogłoby się wydawać. Jay został wychowany przez hinduskich imigrantów, doskonale zna tamtejszą kulturę i, podobnie jak Naveen, uwielbia klasyczne bollywoodzkie produkcje. Ich relacja rozwija się błyskawicznie, a niewinne rozmowy o wielkim weselu niechcący zamieniają się w oświadczyny. Prawdziwy test dla ich związku nadchodzi jednak w momencie, gdy Naveen musi w końcu zabrać ukochanego do domu rodzinnego. Zestresowany lekarz zaczyna ubarwiać rzeczywistość drobnymi kłamstwami, a narastające napięcie doprowadza Jaya do krawędzi – i do zapalenia jointa w łazience przyszłych teściów.
Zobacz recenzje filmu „A Nice Indian Boy" na YouTube
Najciekawsze w A Nice Indian Boy jest to, jak reżyser Roshan Sethi bawi się naszymi oczekiwaniami. Skoro mamy queerową parę i perspektywę konfrontacji z konserwatywną rodziną, podświadomie szykujemy się na ciężki dramat i bolesny coming out. Tymczasem twórcy, opierając się na sztuce teatralnej Madhuri Shekar, całkowicie odrzucają cierpienie jako główny napęd historii. Dostajemy ciepłą, bezpretensjonalną komedię romantyczną, w której homofobia otoczenia schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca neurotycznym lękom głównego bohatera przed byciem niewystarczającym.
Sethi kapitalnie odwraca też kulturowe stereotypy, wprowadzając do fabuły fascynujący dysonans. To biały Jay (w tej roli świetny Jonathan Groff) okazuje się tutaj ostoją hinduskiej tradycji. Jako sierota wychowana przez imigrantów, jest facetem przesiąkniętym tamtejszą kulturą i zafascynowanym orientem. Z kolei Naveen (Karan Soni) to ucieleśnienie zachodnich kompleksów – facet, który na każdym kroku cenzuruje samego siebie i dusi się pod ciężarem wyimaginowanych oczekiwań.
Z tego nieoczywistego kontrastu rodzi się mnóstwo inteligentnego humoru, który rezonuje głównie dzięki kapitalnie poprowadzonej obsadzie. Jak słusznie zauważyła Angie Han na łamach The Hollywood Reporter, prawdziwa siła tej produkcji leży w jej "wrażliwości na te wszystkie nieuporządkowane uczucia, drobne gesty oraz platoniczne i rodzinne więzi". Widać to zwłaszcza na drugim planie, gdzie Zarna Garg i Harish Patel tworzą przezabawny, kradnący każdą scenę duet rodziców. Ich komediowa, lekko przerysowana dynamika idealnie kontruje rozedrganie Naveena, przypominając nam z ogromną czułością, że najwięcej barier w relacjach zazwyczaj budujemy sobie sami.