„Przeciętna hiszpańska farsa, która mimo szlachetnego przesłania o miłości seniorów, tonie w morzu schematów, słabych żartów i niskich ocen."
„Przeciętna hiszpańska farsa, która mimo szlachetnego przesłania o miłości seniorów, tonie w morzu schematów, słabych żartów i niskich ocen."
Netflix W debiutanckiej komedii Ángeles Reiné młoda prawniczka próbuje powstrzymać ślub swojej babci, która po latach postanawia poślubić swoją wieloletnią partnerkę. Jej misja wywołuje lawinę rodzinnych komplikacji na słonecznej Lanzarote.
Wyobraźcie sobie dwie kobiety po siedemdziesiątce, Sofíę i Rosę, które od dekad tworzą związek na malowniczej wyspie Lanzarote. Ich miłość, tłumiona przez lata dyktatury Franco i społeczne normy, wreszcie ma szansę rozkwitnąć w pełni – kobiety postanawiają wziąć ślub. Ta radosna nowina spada jak grom z jasnego nieba na wnuczkę Sofii, Evę. Młoda prawniczka z Edynburga jest zaręczona z konserwatywnym szkockim arystokratą i panicznie boi się, że ślub babci z inną kobietą zrujnuje jej reputację w oczach przyszłych teściów. Zdeterminowana, by nie dopuścić do ceremonii, leci na Wyspy Kanaryjskie. W misji sabotowania ślubu nieoczekiwanie znajduje sojusznika w osobie Jorge, syna Rosy, który również ma swoje powody, by sprzeciwiać się małżeństwu.
Zobacz recenzje filmu „Moja babcia jest lesbijką" na YouTube
Tę historię o miłości, tolerancji i rodzinnych sekretach opowiedziała w swoim debiucie fabularnym hiszpańska reżyserka i scenarzystka Ángeles Reiné. Jak sama przyznała na festiwalu w Valladolid, praca nad filmem zajęła jej cztery lata, a celem było stworzenie opowieści „o szacunku i o tych, którzy są inni”. Produkcja, zrealizowana przy wsparciu m.in. publicznej telewizji RTVE oraz wytwórni Yaiza Films i Take 2000, w pełni wykorzystuje plenery Lanzarote, które stają się niemal osobnym bohaterem opowieści. Zdjęcia skąpane w słońcu podkreślają ciepły, komediowy ton filmu, choć pod powierzchnią kryją się znacznie poważniejsze tematy.
Sercem opowieści jest jednak duet aktorski: Verónica Forqué w roli Rosy i legendarna Rosa María Sardà jako Sofía. Dla tej drugiej była to jedna z ostatnich ról w karierze, co dodaje seansowi szczególnego, wzruszającego wymiaru. Hiszpańskie recenzentki i recenzenci byli zgodni, że to właśnie chemia między aktorkami stanowi najmocniejszy punkt filmu, rekompensując scenariuszowe nierówności. Krytykowano bowiem, że fabuła zbyt często przenosi ciężar na perypetie heteroseksualnej wnuczki, spychając historię seniorek na drugi plan i momentami wpadając w tony przewidywalnej farsy. Film spotkał się z umiarkowanym przyjęciem, zdobywając etykietę sympatycznej, choć niezbyt odkrywczej komedii.
Mimo tych scenariuszowych potknięć, Moja babcia jest lesbijką to tytuł ważny i potrzebny. Już sam oryginalny tytuł, Salir del ropero, jest znaczącą grą słów nawiązującą do „wyjścia z szafy” i stanowi klamrę dla historii kobiet, które przez dekady musiały ukrywać swoją miłość. Jak zauważyła polska edycja magazynu Elle, film z humorem i lekkością łamie stereotypy dotyczące seksualności osób starszych, przypominając, że pragnienie bliskości i prawo do życia w zgodzie ze sobą nie mają daty ważności. To nie polityczny manifest, lecz ciepła, słodko-gorzka opowieść o tym, że na prawdziwą miłość i bycie sobą nigdy nie jest za późno, nawet jeśli trzeba przez to wywołać małą rodzinną rewolucję.