„Komedia pomyłek z lat 90., trochę schematyczna."
„Komedia pomyłek z lat 90., trochę schematyczna."
Apple TV Store
Apple TV Store W komedii Marka Illsleya dwójka zbiegłych więźniów trafia do małego miasteczka w Teksasie, gdzie przez pomyłkę muszą udawać parę gejów i zorganizować lokalny konkurs piękności dla dziewczynek.
Ucieczka z więziennego konwoju rzadko kiedy prowadzi na scenę dziecięcego konkursu piękności. A jednak właśnie taki los spotyka Harry'ego Sawyera (Jeremy Northam) i Wayne'a Wayne'a Wayne'a Jr. (Steve Zahn), dwóch skazańców, którym udaje się zbiec z robót przymusowych. Kradnąc kampera, nie mają pojęcia, że należy on do pary gejów zajmujących się organizacją tego typu wydarzeń. Gdy pojazd psuje się w sercu Teksasu, w uroczym miasteczku o nazwie Happy, lokalna społeczność bierze ich za długo wyczekiwanych ekspertów. Zanim zdążą cokolwiek wyjaśnić, Harry i Wayne muszą wcielić się w role profesjonalistów od cekinów i układów choreograficznych, jednocześnie planując skok na miejscowy bank.
Zobacz recenzje filmu „Happy Texas" na YouTube
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w grę wchodzą sercowe perypetie. Szeryf Chappy Dent (William H. Macy), który okazuje się być gejem, z miejsca zakochuje się w czarującym Harrym. Ten z kolei ma oko na Josephine (Ally Walker), która prowadzi miejscowy bank, podczas gdy wrażliwy Wayne nawiązuje nić porozumienia z Doreen (Illeana Douglas), właścicielką lokalnego warsztatu. Ta przezabawna komedia omyłek, wyreżyserowana przez debiutującego wówczas Marka Illsleya na podstawie scenariusza Marka Illsleya, Eda Stone’a i Phila Reevesa, czerpie garściami z klasyków gatunku, takich jak Pół żartem, pół serio. Chemia między Zahnem a Northamem jest fantastyczna, a ich próby odnalezienia się w nowej, queerowej tożsamości prowadzą do serii komicznych nieporozumień.
Film, zrealizowany za niewielki budżet głównie w Kalifornii, w lokacjach udających teksańskie miasteczko, stał się jednym z ulubieńców kina niezależnego końca lat 90. Krytyczki i krytycy chwalili lekkość scenariusza i brawurowe aktorstwo, zwłaszcza kreację Williama H. Macy'ego, który za rolę szeryfa Chappy'ego otrzymał nominację do nagrody Independent Spirit Awards. Podobno wiele ze scen zalotów do Harry'ego było jego własną improwizacją, co tylko dodaje postaci autentyczności. Choć niektórzy zarzucali filmowi stereotypowe przedstawienie małomiasteczkowej społeczności, większość widowni i recenzentek doceniła jego bezpretensjonalny humor i ciepło.
To właśnie postać szeryfa Chappy'ego sprawia, że Happy, Texas do dziś pozostaje perełką dla queerowej publiczności. W czasach, gdy reprezentacja osób LGBT w kinie głównego nurtu była znikoma lub problematyczna, film Illsleya przedstawił otwartego, pewnego siebie geja, który nie jest ani obiektem drwin, ani tragiczną figurą. Jest po prostu szeryfem małego miasteczka, który się zakochuje. Co więcej, Harry, mimo początkowego szoku i faktu, że jest hetero, z czasem zaczyna reagować na zaloty szeryfa z większym zrozumieniem i empatią, unikając agresywnej homofobii. Ta subtelna, ale niezwykle ważna dynamika, podkreślona choćby w scenie wspólnego tańca, buduje atmosferę akceptacji, która wyróżniała ten film na tle innych produkcji z tamtej dekady.