„Kultowa komedia romantyczna, która dzięki świetnej obsadzie i przełamaniu gatunkowych schematów zyskała status ponadczasowego klasyka kina rozrywkowego."
„Kultowa komedia romantyczna, która dzięki świetnej obsadzie i przełamaniu gatunkowych schematów zyskała status ponadczasowego klasyka kina rozrywkowego."
Netflix
Apple TV Store
Google Play Movies
YouTube
Amazon Video
Rakuten TV
Pilot WP
Apple TV Store
Amazon Video
Premiery Canal+
Rakuten TV
Pilot WP Krytyczka kulinarna Julianne Potter ma tylko cztery dni, by powstrzymać ślub swojego najlepszego przyjaciela, gdy nagle uświadamia sobie, że to jego kocha. Rozpoczyna desperacką i pełną intryg walkę o miłość, w której wszystkie chwyty są dozwolone.
Gdyby życie było komedią romantyczną, każda z nas miałaby pakt z najlepszym przyjacielem: jeśli do pewnego wieku będziemy singielkami, pobierzemy się. Taki właśnie układ ma Julianne „Jules” Potter (Julia Roberts) ze swoim wieloletnim powiernikiem, Michaelem (Dermot Mulroney). Kiedy na chwilę przed jej 28. urodzinami dzwoni telefon, Jules spodziewa się raczej żartobliwego przypomnienia o umowie niż wiadomości, która wywróci jej świat do góry nogami. Michael ogłasza, że bierze ślub – i to już za cztery dni. Jego wybranką jest urocza, młodsza i bajecznie bogata Kimmy (Cameron Diaz). Dopiero wtedy Jules uświadamia sobie, że przyjaźń była tylko przykrywką dla głębszego uczucia. Uzbrojona w sarkazm i determinację rusza do Chicago z jednym celem: nie dopuścić do tego ślubu.
Zobacz recenzje filmu „Mój chłopak się żeni" na YouTube
To, co wyróżnia Mój chłopak się żeni na tle dziesiątek podobnych produkcji z lat 90., to odważne postawienie w centrum historii bohaterki, która jest… po prostu wredna. Scenarzysta Ronald Bass (nagrodzony Oscarem za Rain Mana) świadomie stworzył postać antypatyczną, której egoistyczne intrygi z każdą minutą stają się coraz bardziej desperackie. Ten ryzykowny pomysł doskonale uchwycił reżyser P.J. Hogan, znany z kultowego Wesela Muriel. Australijski twórca nadał całości lekko ironiczny, niemal kampowy ton, który idealnie wybrzmiewa w zbiorowych, pełnych energii scenach. Film z miejsca stał się gigantycznym sukcesem – zarobił na całym świecie blisko 300 milionów dolarów przy zaledwie 38-milionowym budżecie i przypieczętował status Roberts jako królowej komedii romantycznej.
W misternym planie Julianne pomaga jej przyjaciel i redaktor, George Downes, w którego wcielił się Rupert Everett. Jego postać to prawdziwy złodziej scen – błyskotliwy, elegancki i obdarzony ciętą ripostą, która studzi zapędy głównej bohaterki. To właśnie on staje się gwiazdą najbardziej ikonicznej sekwencji filmu: wykonania „I Say a Little Prayer” w restauracji, podczas którego udaje narzeczonego Julianne i angażuje w śpiew całą rodzinę Kimmy. Rola George’a była przełomem dla Everetta, który jako jeden z nielicznych aktorów w tamtym czasie dokonał publicznego coming outu. Jego charyzmatyczny występ przyniósł mu nominację do Złotego Globu i na zawsze wpisał się w historię kina queerowego.
Krytyczki i krytycy chwalili film za odświeżające podejście do gatunku, energię obsady i ścieżkę dźwiękową Jamesa Newtona Howarda, która zdobyła nominację do Oscara. Jednak to, co dziś najciekawsze, to ewolucja jego odbioru. Początkowo publiczność testowa tak bardzo nie znosiła Julianne za jej manipulacje, że twórcy musieli dokręcić nowe zakończenie. Pierwotna wersja dawała jej „nagrodę pocieszenia” w postaci nowego mężczyzny (granego przez Johna Enosa III), ale widzowie domagali się dla niej kary. Ostatecznie finał, w którym to George dzwoni, by wesprzeć przyjaciółkę i zatańczyć z nią na weselu, okazał się strzałem w dziesiątkę, nadając historii słodko-gorzkie, ale satysfakcjonujące zamknięcie.
Dziś postać George’a jest podręcznikowym przykładem tropu „najlepszego przyjaciela geja” – postaci wspierającej heteroseksualną bohaterkę, ale pozbawionej własnego życia miłosnego. Mimo to Everett nadał mu tyle klasy i głębi, że wymykał się on prostej karykaturze. Co ciekawe, wielu widzów queerowych, jak zauważa eseista Manuel Betancourt w artykule dla magazynu Catapult, identyfikowało się nie z George’em, a z… Julianne. Jej poczucie bycia na uboczu, cynizm maskujący wrażliwość i doświadczenie jednostronnej, niespełnionej miłości rezonowały z ich wrażliwością o wiele mocniej niż stereotypowy wesoły kompan. Mój chłopak się żeni pozostaje więc filmem, który można odkrywać na nowo, dostrzegając w nim nie tylko brawurową komedię pomyłek, ale też zaskakująco przenikliwy portret skomplikowanych uczuć.