Współczesna literatura bogata jest w wątki przedstawiające tematy gejowskie czy lesbijskie. Motyw dorastania w świecie, który nie uznaje orientacji homoseksualnej, dla wielu osób jest po prostu elementem historii ich życia. Mogąc do niego wrócić, poprzez czytanie powieści poświęconej temu tematowi, pozwalamy sobie na pośrednie ponowne przeżywanie „własnych” wspomnień. Może także na przepracowanie ich psychologicznie? Tak samo, gdy czytamy o miłości, którą trzeba ukrywać przed światem. Dziś jest to nie to pomyślenia, ale jeszcze 3 dekady temu związki par jednopłciowych były owiane tajemnicą. Dodawało im to co prawda powabu i romantyzmu, ale też utrudniało zwykłe, codzienne życie. Które wciągające, realistyczne i dobre literacko powieści, poruszające takie historie, naprawdę warto przeczytać?
„Wierzyliśmy jak nikt”, Rebecca Makkai
Epidemia HIV i wywoływanego przez tego wirusa zespołu niedoboru odporności (AIDS) była opowiadana głównie z perspektywy bogatych miast i wpływowych ludzi. Stereotyp ten postanowiła przełamać pisarka Rebecca Makkai, która w niezwykle poruszający sposób opisała historię heteroseksualnej kobiety przez pryzmat jej przyjaźni z grupą gejów w mieście Chicago.
Powieść ma dwie warstwy czasowe. Jedna dzieje się w latach 80. XX wieku podczas epidemii HIV, kiedy kolejni bliscy Fiony odchodzą w zaświaty. Najpierw jest to jej starszy brat, Nico, ale wkrótce kolejni bohaterowie umierają w klimacie niezrozumienia tego, co odbiera im życie. Były to początki zarazy, kiedy lekarze nie wiedzieli jeszcze, co dokładnie za nią odpowiada. Nie istniały leki ani protokoły postępowania z pacjentami.
Druga, przeplatająca się co rozdział narracja tej książki, pochodzi z roku 2015, kiedy to Fiona próbuje na nowo nawiązać kontakt ze swoją córką, która wpadła w sidła sekty, a potem uciekła do Francji, gdzie w nie najlepszych warunkach bytowych wychowuje swoje dziecko – wnuka głównej bohaterki. Podczas poszukiwań tych niespełniona babcia odnajduje w swoich zachowaniach i stylu myślenia wpływ wydarzeń z lat 80., który ukształtował istotną część jej osobowości.
Opowieść o Fionie i gejach z Chicago ma charakter uniwersalny. Nie jest też nachalnie moralizująca, pomimo że niektóre – nieopisane wprost – wątki poszczególnych postaci mogą być oburzające. W jednym tylko momencie główna bohaterka na wątpliwości przyjaciela, co do powodu zarażenia się przez niego HIV, wyraża swoją myśl, sformułowaną jako subtelne pytanie, czy to nie przypadkiem zbytnia rozwiązłość nie jest pierwotną przyczyną problemu.
Podczas czytania książki „Wierzyliśmy jak nikt” trudno się oderwać od lektury. Momentami ciężko również oprzeć się uronieniu łzy, choć Rebecca Makkai nie stosuje żadnych literackich trików, sztucznie i na siłę dramatyzujących sytuację. Jej rzetelność oddaje jej postawa: podczas jednego z wywiadów autorka przyznała, że najpierw w opisie gejowskiego baru nie nawiązała do zasłoniętych okien i w trakcie recenzji zwrócono jej na to uwagę. Okna musiały być bowiem dokładnie w tamtych czasach zakryte, aby zminimalizować ryzyko wdarcia się do środka chuliganów lub policji. Pisarka przyznała też, że przeprowadziła liczne wywiady z osobami, których przyjaciele zachorowali na HIV i zmarli w latach 80. Chciała, aby historie i emocje, które zawarła w powieści, były jak najbardziej autentyczne i to jej się udało.
„Middlesex”, Jeffrey Eugenides
Tytuł książki „Middlesex” ma podwójne znaczenie. Z jednej strony nawiązuje do nazwy ulicy, gdzie w pewnym momencie sytuują się bohaterowie, ale z drugiej można odczytywać go bezpośrednio, jako „płeć pośrednią”. Dlaczego? Narrator tej powieści (chociaż ciężko powiedzieć, czy jej główny bohater) jest osobą interpłciową. Urodził się z chorobotwórczą mutacją genetyczną, w wyniku której rozwój jego płci został zaburzony i zamiast rozwinąć się w mężczyznę, jego ciało przypominało od urodzenia płeć żeńską, mimo iż jego płeć biologiczna-genetyczna była męska. Jest to więc historia opowiadana przez mężczyznę z bardzo rzadkim zaburzeniem rozwoju płciowego. To, co porywa w tej powieści, to zrządzenia losu wokół jego przodków.
Historia zaczyna się od mieszkających przy granicy Grecji i Turcji dziadków narratora, którzy mają problem ze znalezieniem partnerów i zawarciem małżeństwa. W końcu dochodzi do ich połączenia – co najmniej cielesnego – pomimo iż są… biologicznymi bratem i siostrą. Następnie muszą szybko uciekać ze swojego domu w wyniku wojny grecko-tureckiej, kiedy to Turcy napadli na Grecję. Sceny ewakuacji z napadniętej, spopielonej Smyrny (obecnie Izmir), opisane przez Eugenidesa, budzą podziw i są dowodem jego kunsztu literackiego.
„Middlesex” jest w istocie powieścią mocno historyczną. W tle wydarzeń osobistych ogromne znaczenie mają wątki faktograficzne. To nie tylko wojna Turcji i Grecji czy, znacznie później, Turcji oraz Cypru. Ponieważ dziadkowie narratora trafiają do USA, możemy prześledzić na kolejnych stronach książki, jak kraj ten integrował imigrantów czy jak z kolejnymi dekadami zmieniało się życie w owiniętym dzisiaj złą sławą Detroit. To niesamowite, móc prześledzić te epokowe przeobrażenia społeczno-polityczne z perspektywy, jaką zaoferował autor.
Trzeba także podkreślić, że „Middlesex” otrzymała wiele nagród. I tych lokalnych i centralnych, bardzo prestiżowych. W tym zdobyła Pulitzera. Kompletnie mnie to nie zaskoczyło. Tak dobra książka pod względem rysu charakterologicznego postaci, opisu wydarzeń fabularnych czy precyzyjnych nawiązań do historii musiała odnieść sukces.
„Shuggie Bain”, Douglas Stuart
Często obcuję z kulturą, w tym przede wszystkim z książkami, ale bardzo rzadko spotykam ich autorów. W przypadku twórcy „Shuggiego Baina” było inaczej, gdyż znalazł się on w Polsce na eleganckim spotkaniu z czytelnikami, w trakcie którego w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu przeprowadzony został z nim na żywo wywiad. Wydarzenie odbywało się w ramach Festiwalu Fabuły w Poznaniu, gdzie warto było przyjechać.
To, co pociąga w książce „Shuggie Bain” to klimat, w którym dorastał główny bohater – o czym właśnie jest ta powieść. Było to w Szkocji, w górniczym mieście Glasgow. Na skutek reform Margaret Thatcher całe rzesze ludzi tamtego regionu popadło w ubóstwo. Niemal z dnia na dzień ojcowie rodzin potracili pracę, a dla matek często w ogóle jej nie było. W dzielnicę zdominowaną przez takich właśnie zdegradowanych ekonomicznie i społecznie sąsiadów los rzuca Shuggiego Baina wraz z dwójką rodzeństwa (starszym bratem i starszą siostrą) oraz matką. Nastrój tamtych czasów w Szkocji bardzo przypomina lata 90. polskich, wielkomiejskich blokowisk. Każdy, kto się na takim wychował, z pewnością podczas czytania tej książki to odczuje.
Jednak jeszcze ważniejsze i ciekawsze jest dorastanie głównego bohatera. Tego, jak układa sobie relacje z bratem i siostrą oraz z matką i zmieniającymi się „ojcami”. Tego, jak nie radzi sobie w szkole, wyśmiewany jako „inny”. Nie wie, że to, co się w nim kształtuje, to orientacja homoseksualna, choć z perspektywy narracji fabularnej dość szybko staje się to jasne.
Rodzicielka Shuggiego Baina ma problem z uzależnieniem od alkoholu i to właśnie decyzja młodego Shuggiego zaważy na jej życiu. Dla sceny, która decyzję tę opisuje, a której nie będę tutaj zdradzał, trzeba przeczytać tę książkę. Tak samo jak dla jej puenty – dorastający bohater widzi później matkę swojej przyjaciółki w takim stanie, w jakim prawdopodobnie wkrótce spotkałby własną, gdyby nie ten brzemienny wybór, jakiego dokonał.
Ciekawy zabieg pisarski przedstawia się już na początku „Shuggiego Baina”. Autor we wstępie opisuje, chronologicznie rzecz biorąc, koniec tej historii. I nie kończy się ona dobrze – młody chłopak wydaje się pójść w kierunku prostytuowania się ze starszymi mężczyznami. A jednak znajomość „zakończenia” wcale nie odbiera przyjemności z czytania. Wręcz przeciwnie, bo z każdym kolejnym rozdziałem dowiadujemy się, co doprowadziło do tego, że chłopak znalazł się w tak beznadziejnym położeniu.
„Portret Doriana Graya”, Oscar Wilde
Na koniec przenieśmy się do XIX wieku. To właśnie w tych czasach dzieje się akcja klasycznego „Portretu Doriana Graya” (przez nie znających się na literaturze często mylonego, dość zabawnie, z „50 twarzami Graya”). Napisał ją biseksualista, Oscar Wilde, persona owiana specyficzną sławą już za swojego życia, które także toczyło się w wieku XIX. Twórcą jednej z najlepszych biografii Wilde’a jest, co ciekawe, polski autor – Jan Paradowski. Książka nosi tytuł „Król życia”.
Styl „Portretu Doriana Graya” jest archetypowy i mitologiczny, mimo iż fabuła dzieje się „po prostu” wśród wyższych sfer XIX-wiecznego Londynu. Tytułowy Dorian Gray to główny bohater tej powieści. Poznajemy go jako młodego, urokliwego mężczyznę, którego portret maluje jego przyjaciel (Basil Hallward). W pierwotnej wersji jest to zakochany w Dorianie malarz, ale w tej oficjalnej, ocenzurowanej, jest on „jedynie” bardzo bliskim znajomym ze specyficznymi ciągotami do mężczyzn. Jednak nawet pomimo zmian wprowadzonych na skutek nieakceptowania przez wydawcę motywów homoseksualnych/biseksualnych, wyraźnie się je w książce tej wyczuwa.
Dorian wyraża pragnienie, żeby to nie on sam się starzał, lecz namalowany przez Basilego Hallwarda portret. Jak się okazuje, tak właśnie się dzieje. Z każdym kolejnym złym uczynkiem Doriana – a tych jest coraz więcej – jego portret paskudnieje, on sam zaś mimo upływu dekad wygląda nieskazitelnie młodo. Fabuła książki nie do końca wskazuje, czy jest to fantastyczno-magiczny aspekt tej powieści, czy raczej psychoza głównego bohatera. A tej nie można wykluczyć, jako że Dorian Gray jest znakomitym przykładem osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości. Przypadłość ta z kolei doprowadza ludzi do urojeń. Całość jest jednak sprytnie przez Oscara Wilde’a opisana tak, że kwestią interpretacji czytelnika jest to, co się tak naprawdę wydarzyło: magia czy figle psychiki Doriana, którego sumienia nie da się już oczyścić.
Piątek, 28.08.2015 Kochać inaczej
Piątek, 25.11.2011 Listopadowo-grudniowa "Replika"
Piątek, 28.03.2008 Nowości wydawnicze: Excentrycy
Środa, 27.04.2022 Dorian Electra odwiedza Polskę: Płeć nie jest czymś, co mnie definiuje, ale lubię się tym bawić
Niedziela, 23.12.2018 Kim Lee o wątkach drag queen w literaturze polskiej
To z którego roku ta książka jest? z 1990? Bo w 1991 ukazała się sztuka "Aniołowie w Ameryce". Na podstawie której w 2003 powstał serial. Swoją drogą godny polecenia, zwłaszcza jeśli ktoś ma słabość do teatru. Naprawdę książka nie ma w sobie nic czym mogła by się sama pochwalić że trzeba wymyślać tego typu określenia? Sądząc po tym jakie książka ma oceny, to dałoby się napisać znacznie lepszą recenzje. Swoją drogą Aniołowie w Ameryce mają nieco szerszy przekrój społeczny. Co daje ciekawy kontrast między problemami bogatego, wpływowego polityka, a zwykłego chłopaka (dwaj główni bohaterowie).
Btw czy wy czytaliście tą książkę? W 1985 roku młody Yale Tishman, dyrektor rozwoju chicagowskiej galerii sztuki, zamierza namieszać w środowisku amerykańskiej bohemy, wprowadzając na wystawę zbiór nadzwyczaj udanych obrazów z lat 20. Jego kariera zdaje się kwitnąć, ale wokół AIDS zbiera okrutne żniwo To jest opis fabuły z lubimy czytać... Na pewno dyrektor rozwoju to biedna i całkowicie nie wpływowa postać :3
Opis strasznie mi przypomina Aniołów w Ameryce. Motyw kruchości życia, niedopuszczania do siebie świadomości, że pieniądze nie chronią przed śmiercią itp.
Bogowie...
Jak to ku*wa mogło przejść na stronie rzekomo LGBT... Tak w książce jest opisany prawdziwy przypadek zaburzenia genetycznego jeśli historia kończy się na wieku nastoletnim głównego bohatera. (Swoją srogą zastanawiam się czy ktoś czytając tę recenzje zastanawiał się czy skomentuje aspekt merytoryczny). Zaburzenie polegające na niedoborze 5-alfa-reduktazy faktycznie istnieje. Objawia się tym, że przy urodzeniu penis przypomina spuchniętą łechtaczkę. Tak wygląda do czasu dojrzewania. W tym czasie wykształca się normalny penis a dziecku zmienia się imię na męskie. Tożsamość płciowa jest męska, a pociąg zwykle heteroseksualny. Mózg został poddany działaniu testosteronu w życiu płodowym na podobnym/takim samym poziomie jak u przeciętnego cispłciowego mężczyzny. Nigdy też nie następuje wykształcenie się piersi czy zaokrąglenie bioder. Taki człowiek jest uznawany za dziewczynę do okresu dojrzewania czyli w czasie gdy parametry biologiczne dziewczynek i chłopców są bardzo zbliżone. O tyle o ile przed dojrzewaniem tacy chłopcy mogli wykazywać androgyniczne zachowania tak po dojrzewaniu to już po prostu zwykli mężczyźni. Zjawisko występuje głównie na Dominikanie (wyspa) oraz w Brazylii i Turcji w odizolowanych społecznościach.
Jeśli w książce co sugeruje recenzja jest opisany genetyczny (jak można było napisać biologiczny skoro ma mieć cechy 1 i 2 płci...) mężczyzna w ciele kobiety od urodzenia do dorosłości to jest to treść nienaukowa, niemerytoryczna, a co za tym idzie szkodliwa dla osób interpłciowych. Jeśli autor nie miał jaj żeby napisać wprost o transmężczyźnie urodzonym w ciele genetycznej/hormonalnej/fenotypowej kobiety tylko musiał na siłę szukać "biologicznej" legitymizacji to już nie moja wina.
W innych przypadkach androgynii przynajmniej w jakimś stopniu ciało jest męskie albo wykształca się kobieca tożsamość płciowa i te chromosomy XY nie mają nic do gadania.
Swoją drogą przeczyałxm sobie wywiad z autorem.
Czyli kolejne domysły cisfaceta jak to może wyglądać perspektywa kobiet... Wku*wiają mnie cispłciowi faceci mówiący jak to rzekomo wygląda punkt widzenia transów/osób interpłciowych/kobiet/lesbijek (kobietom jakoś lepiej wychodzi wcielanie się w męskie postacie). A książka najprawdopodobniej jest zbiorem stereotypów. W wywiadzie nigdzie nie mówi że konsultował treść z kimś z zaburzeniem genetycznym, interpłciowym czy kobietą. Domyślam się, że ten urodzony w USA pisarz po prostu słyszał ze względu na swoje greckie korzenie o takich ludziach i stąd pomysł na książkę. Jednak nie sprawdził jak to wygląda w praktyce... Może i konflikt Grecko-Turecki jest tam dobrze opisany ale to nie powód szczególny dla osób LGBT. Jeszcze z dowalonym wątkiem kazirodztwa... Za samo to już nie chce czytać tej książki. Tak samo jak nie czytam książek o gwałtach.
Swoją drogą często jak czytam opis lesbijskiego/transowego filmu to często już wiem że został wyreżyserowany przez mężczyzn. Jeszcze się nie zdarzyło żebym nie trafiłx. Te wszystkie wyobrażenia o transach, związkach homo tworzone przez ludzi którzy nie maja z tym nic wspólnego... jakie to częste.
Współcześnie książki się konsultuje. Dlatego książki np. Bondy tak dobrze się sprzedają bo są konsultowane z policjantami, a ona chyba nawet w międzyczasie kryminalistykę studiowała.
Dobra lecimy dalej...
Klasizm pierwszej wody. Coś czuje że snoblistkę też lubicie. Nie wiem czy jest dalej sens czytać te recenzje... Też często obcuję z kulturą, w tym przede wszystkim grami. Czy też growymi adaptacjami książek. Ale w życiu nie zaczxłxbym od tego recenzji książki... Stwierdzeniem że zasługuje na grową adaptacje żeby treść upowszechnić. Jeśli już wrzuciłxbym to na końcu. Książki lubię czytać tylko że w formie audiobooków bo mam dysleksje.
Historia walki z problemami i upadku przypomina mi nieco "My dzieci z dworca ZOO" gdzie SPOJLER: heteroseksualny chłopak się prostytuuje. Klimat smutnego PRL-u tylko, że w Niemczech. Książka opisuje prawdziwą historie (jest też film).
Swoją drogą zastanawiam się kogo tam czytacie. Spotkania autorów z fanami są coraz powszechniejsze łącznie ze wspólnym wychodzeniem na piwo.
Co do ostatniej recenzji spoko. Britanica podaje gatunek powieści jako moral fantasy novel więc raczej są tam po prostu elementy fantasy. Jest też podawany jako przykład magical realism . Z tego co pamiętam w polskim również występuje termin realizmu magicznego. To trochę jak z K-paxem, na oryginalnej wiki przeczytamy, że jest to sci-fi, a na polskiej że jest to dramat, a na filmwebie ludzie którzy trzymają się (zgodnie z książkowym pierwowzorem), że to interpretacja sci-fi jest właściwa są besztani :D
PS. Klasyk "Portret Doriana Grey'a" tak jak większość współczesnych klasyków(np. Sienkiewicz) ukazywał się w czasopismach ( "Portret Dioriana Greya" The story was first published in 1890 in Lippincott's Monthly Magazine. ) i był ówczesną literaturą popularną czyli był czymś co klasiści pogardliwie nazywają popkulturą. Myślę że warto to podkreślać na każdym kroku żeby ludzie chętniej sięgali po współczesną kulturę która za 100 lat stanie się klasykami sztuki.
W razie jakby mi znów usunięto komentarz to sobie go zapisze może kiedyś się przyda xD