Przyglądamy się karierze politycznej Roberta Biedronia
Gdyby Robert Biedroń został wybrany na prezydenta Polski, jego zwycięstwo na stałe zapisałoby się jako przełomowy moment w historii naszego kraju. Ujawniony gej na najwyższym stanowisku państwowym, w momencie, gdy kraj zalewa fala homofobii - stanowiłby symbol walki i nadziei, nie tylko dla społeczności LGBT+, ale i wszystkich dyskryminowanych grup. Postanowiliśmy zatem przyjrzeć się bliżej jego dotychczasowej karierze.
Prawdopodobnie sukces prezydentury w Słupsku skłonił Biedronia do podjęcia dalszych działań. O reelekcję się nie ubiegał. Zamiast tego w 2018 r. została zarejestrowana partia Kocham Polskę, a on sam zaangażował się w cykl 40 spotkań pt. "Burza mózgów", w trakcie których rozmawiał z mieszkańcami i mieszkankami miast o ich oczekiwaniach wobec władzy. Zdobyta w trakcie wiedza posłużyła mu za podwaliny do stworzenia jego własnej partii.
Wiosna została zaprezentowana 3 lutego 2019 na warszawskim Torwarze. Liberalna partia narobiła dużo szumu i stanowiła wyczekiwaną odpowiedź na rozproszoną w Polsce lewicę. Biedroń ruszył ugrupowanie i szturmem wbił się w kampanię wyborczą do europarlamentu, zgarniając po drodze wiele obiecujących nazwisk. Sama kampania szerokim echem odbiła się w mediach społecznościowych, jednak trudno było pozbyć się wrażenia niedosytu. Wiosna w tych wyborach zdobyła nieco ponad 6%, co przełożyło się na 3 mandaty poselskie.
Objęcie przez lidera Wiosny mandatu europosła wywołało duży zgrzyt w opinii publicznej. Biedroń pierwotnie deklarował, że stanowiska nie przyjmie, a jego kandydatura miała na celu podniesienie prestiżu i osiągnięcie zadowalającego wyniku Niewywiązanie się z tej obietnicy rzuciło się cieniem na wizerunek, który polityk budował w trakcie kampanii.
Kolejnym wyzwaniem, jakie stanęło przed nową partią, stały się wybory parlamentarne. Ponownie, wbrew pierwotnym ustaleniom, które głosiły, że Wiosna wystartuje w nich samodzielnie, jej lider nie wywiązał się z tego założenia. Trzeba przyznać, że ta decyzja, chociaż pierwotnie kontrowersyjna, znalazła odzwierciedlenie w wynikach. Koalicja Wiosna-Razem-SLD zaowocowała skonsolidowaniem się lewicowych ugrupowań i zapoczątkowaniem wspólnego frontu.
Kiedy lewicowa koalicja wprowadziła do sejmu 49 posłów i posłanek, zaczęło się oczekiwanie na to, co dalej z Wiosną. Naturalną koleją rzeczy było pojawienie się plotek o potencjalnym połączeniu koalicji w jedno ugrupowanie. Plotki z czasem zostały potwierdzone przez polityków Wiosny. Maciej Gdula, poseł Lewicy twierdził w wywiedzie, że dokładnie tego oczekują wyborcy.
Wydawać się mogło, że Biedroń będzie dążył do całkowitego połączenia trzech ugrupowań. Tak się jednak nie stało, a w połowie grudnia Polskę obiegła wieść, że Wiosna połączy siły z SLD i razem utworzą Nową Lewicę, których liderami zostali Biedroń wraz z Czarzastym. Partia Zandberga pozostanie w koalicji, jednak zachowa swoją odrębność.
Przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, aby ocenić skutki połączenia się tych dwóch struktur. Przed nimi wielkie wyzwanie - zbliżające się wybory prezydenckie. Przez partyjne rotacje bardzo długo przyszło nam czekać aż Nowa Lewica zaprezentuje nam osobę, na którą postawią w wyścigu o fotel prezydencki. Tajemnica była ściśle chroniona, pomówienia i nieoficjalne plotki wręcz się mnożyły, aż w końcu Czarzasty przełamał milczenie i oficjalnie przyznał, że poprzez kandydaturę lidera Wiosny.
Aby spekulować, czy Biedroń ma lub nie ma szansy na wejście do drugiej tury wyborów należałoby poczekać na pełen rozwój kampanii wyborczych. Póki co, możemy optymistycznie zacząć rozważać, czy Biedroń dobrym prezydentem by był? Polityk z pewnością ma odpowiednie zaplecze, żeby poradzić sobie z tak wielką odpowiedzialnością. Jako prezydent Słupska udowodnił, że nie powiela schematów starej polityki. Jako społeczność LGBT+ trzymamy kciuki.
Ale zagłosowałabym, gdyby startował. Choćby tylko po to, żeby odebrać głosy dla PiS i PO.
No i stało się. Startuje ♥
Ale zagłosowałabym, gdyby startował. Choćby tylko po to, żeby odebrać głosy dla PiS i PO.