Felieton Jacka Kochanowskiego
Robert Biedroń kończy lat 39. Sentymentalnie mi się zrobiło, bo poznaliśmy się jako w sumie "młodzi dorośli": on miał lat 25, ja 28. A teraz obaj przechodzimy przez "smugę cienia" bycia okołoczterdziestolatkiem. To moment, kiedy już trochę zaczyna się podsumowywać, ale zarazem pojawiają się zazwyczaj nowe możliwości działania wynikające z tego, co osiągnęło się dotychczas. I w jego, i w moim przypadku tak właśnie jest.
Gdy się poznaliśmy ja byłem doktorantem Instytutu Socjologii UW piszącym pierwszy w Polsce doktorat o tożsamości gejów, a Robert właśnie rozpoczął budowanie Kampanii Przeciw Homofobii. Przyłączyłem się do jego projektu, a nawet pierwsze zebrania KPH odbywały się m.in. w moim małym mieszkanku na warszawskim Muranowie.
Dość szybko jednak wycofałem się z tworzenia KPH. Robert jest rasowym politykiem: silnym przywódcą, który posiadał jasną wizję tworzonej przez siebie organizacji. Chciał KPH działającej przede wszystkim przez lobbing polityczny i akcje medialne, a ja miałem lewackie rojenia o sieciowej organizacji, działającej w większych i mniejszych miastach, "od podstaw" zmieniającej ludzkie uprzedzenia wobec osób niehetero. Poza tym on był i jest zdecydowanie politykiem, a mnie bardziej angażowało wyrąbywanie na uniwersytetach przestrzeni dla queer i gender studies.
Robert dzięki swojej konsekwencji i niebywałej pracowitości odniósł sukces. Poszczególne etapy jego politycznej kariery oznaczały ważne przełomy w polityce osób LGBTQ. Szef nowoczesnej i dynamicznej organizacji, która szybko dla wielu instytucji stała się ważnym partnerem dialogu. Poseł, który potrafił połączyć walkę o "nasze sprawy" w Sejmie z profesjonalną pracą parlamentarną, docenianą w Polsce (tygodnik "Polityka" uznał go za najlepszego posła tej kadencji) i za granicą (zrobił furorę w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy). Wreszcie ostatni sukces - prezydentura Słupska.
Jak każdy, kto próbuje coś robić miewał wpadki i bywał krytykowany, także przez środowiska LGBTQ. Można się zastanawiać, czy jako poseł nie mógł zrobić więcej dla tych środowisk, podejmując działania integracyjne, bardziej zdecydowanie wspierając różne organizacje i grupy nieformalne osób niehetero, odważniej nagłaśniając różne inicjatywy na rzecz równości seksualnej. Zawsze wobec osób działających publicznie mamy swoje oczekiwania i oceniamy je według własnych kryteriów.
W moim jednak przekonaniu największym sukcesem Roberta jest udowodnienie, że nawet w tak konserwatywnym kraju osoba nieheteroseksualna może odnieść sukces, o ile tego naprawdę chce. Udowodnił, że warto działać, zamiast narzekać i mieć za złe. Udowodnił, że nie jest najważniejszym, co o lesbijkach i gejach myślą i bredzą tacy ludzie, jak pani Wróbel czy inna Kempa. Ważne jest to, jak zmienia się i otwiera nasze społeczeństwo. Ważnym jest, by tę zmianę wspierać na różnych polach: w polityce, nauce, edukacji czy w sztuce.
Samo się nie zrobi. Trzeba zakasać rękawy i tyrać, by mimo tyrad ks. Oko i jemu podobnych osoby nieheteroseksualne zyskiwały równy status we wszystkich obszarach życia społecznego. To kawał ciężkiej i niewdzięcznej roboty. "Gej prezydentem Słupska" brzmi fajnie, ale obejrzyjcie na stronie Rady Miasta Słupska rejestrację wielogodzinnego posiedzenia tej rady. Widać zmęczenie Roberta, ale i jego profesjonalne przygotowanie - kompetentnie odpowiada na wszystkie zarzuty, postulaty, wnioski. Codzienność jego sukcesu tak właśnie wygląda. Tak wygląda codzienność realizowania marzeń i osiągania celów. Zatem - do roboty!
Na tyle na ile ja wiem, to KPH i inne organizacje gejowskie pomagały Glbt w byciu sobą. Poza tym nagłaśniały sprawę gejowską. Organizowały Paradę Równości. Ogólnie Biedronka zapewne w istotnym stopniu przyczyniła się do upublicznienia tego, że są geje i to jest normalne. Trudno jednak odróżnić w jakim stopniu to i tak samo do Polski przyszłoby, gdyby nawet nie było żadnej organizacji Glbt w Polsce, bo ruchy progejowskie to signum temporis.
To nie zasługa Biedronia, tylko zmian społeczno-kulturowych, internetu, słabnącego wpływu religii na życie Polaków itp. Każdy odpowiedzialny LGBT walczy z homofobią i nietolerancją na swoim podwórku, we własnym otoczeniu, jednocześnie promując równościowe idee, tolerancji, akceptacji dla róznorodoności. Proszę więc mnie nie obrażać i nie opowiadać, że to zasługa Biedronia. Zadaniem Biedronia jako polityka w Sejmie było prowadzenie prac nt. ustawy zrównującej prawa hetero i homo. Z tego zadania się nie wywiązał. Nie dlatego, że marne były szanse na powodzenie jakiegokolwiek projektu ustawy, lecz dlatego, że projekt, który zaproponował był ochłapami i potwarzą dla środowiska LGBT. A jeśli chodzi o Parady Równości to chyba nie będziesz nam wmawiać, że to one, a nie praca każdego z nas we własnym środowisku, przyczyniają się do wzrostu społecznego poparcia dla LGBT? Akurat Parady są temu przeciwskuteczne. Zapytaj statystycznego Kowalskiego co sądzi na ich temat.
Biedronia na portalach katoprawackich zawsze będę bronić, ale tutaj na naszym podwórku nie zamierzam udawać, że jest to jakiś nasz wielki lider z ogromem osiągnięć na rzecz LGBT.
Na tyle na ile ja wiem, to KPH i inne organizacje gejowskie pomagały Glbt w byciu sobą. Poza tym nagłaśniały sprawę gejowską. Organizowały Paradę Równości. Ogólnie Biedronka zapewne w istotnym stopniu przyczyniła się do upublicznienia tego, że są geje i to jest normalne. Trudno jednak odróżnić w jakim stopniu to i tak samo do Polski przyszłoby, gdyby nawet nie było żadnej organizacji Glbt w Polsce, bo ruchy progejowskie to signum temporis.
Podejrzewam, że nikt nie wie co zrobił Biedroń, bo też nic konkretnego dla LGBT nie uczynił. Gdyby było inaczej jego wielki przyjeciel Kochanowski nie omieszkałby go pochwalić tą litanią osiągnięć i zasług dla naszej społeczności. Osobiście nie mam nic do Biedronia, ale nie zamierzam wpisywać się w tę szopkę robienia z niego kultowej postaci wielkiego działacza - lidera polskiego środowiska LGBT. Biedroń nim nigdy nie był nie jest i już raczej nie będzie. Czekam na prawdziwych liderów, sprawców realnych zmian znanych z konkretnych osiągnięć, a nie tylko z tego, że jest się ujawnionym gejem w polityce.
Na tyle na ile ja wiem, to KPH i inne organizacje gejowskie pomagały Glbt w byciu sobą. Poza tym nagłaśniały sprawę gejowską. Organizowały Paradę Równości. Ogólnie Biedronka zapewne w istotnym stopniu przyczyniła się do upublicznienia tego, że są geje i to jest normalne. Trudno jednak odróżnić w jakim stopniu to i tak samo do Polski przyszłoby, gdyby nawet nie było żadnej organizacji Glbt w Polsce, bo ruchy progejowskie to signum temporis.
A już do reszty rozbawił mnie tekst o prezydenturze Biedronia. Tak się składa, że nie jest ona wynikiem ani pracowitości, ani osiągnięć tego pana, lecz klimatu politycznego w Słupsku, gdzie ludzie znienawidzili dotychczasową władzę i chcieli zmienić układ. Znikąd pojawił się Biedroń ktoś nowy ktoś znany na całą Polskę. No i wygrał, zresztą nie tak wielką przewagą głosów jako jedyna nowa twarz wśród kandydatur. Jego kompetencje na urząd prezydenta są nikomu nieznane. On sam jest za to bardzo znany, głównie z tego, że jest gejem, dostał się do partii Palikota bo jest gejem i w Sejmie też funkcjonowal jako gej, choć dla LGBT nic nie zrobił. Teraz też jako prezydent-gej też nie robi kompletnie nic dla LGBT. Dlatego raz jeszcze pytam co takiego ten pan osiągnął dla LGBT poza tym, że sam się ustawił na życie i jest głośno o nim, bo jest gejem funkcjonującym w życiu publiczno-politycznym?
Natomiast jeśli ktoś wykonuje swoje obowiązki i za to dostaje pieniądze, to ma już od nas zapłatę - kasa z naszych podatków trafiająca do jego kieszeni, zatem dostał już zapłatę i drugi raz płacić mu się nie powinno.
Zatem dziękujemy tylko wtedy, gdy ktoś zrobił coś dla nas z własnej inicjatywy i na własny rachunek a nie gdy robi toi w ramach obowiązków ( np. polityk ma psi obowiązek służyć obywatelowi ) i za kasę naszą ( politycy zbierają od nas podatki a potem te pieniądze rozdzielają jak chcą miedzy siebie wprost - jako pensja lub pośrednio jako np. zapłata za roboty wykonane przez kolegi firmę ).