logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
22.11.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
10
0
0

Djamel

Fragment powstającej powieści, "Nirvaan"

Dodano: 27.10.2017, Aktualizacja: 28.10.2017

Kiedy spotkałem Djamela, który tak szeroko i szczerze się na mój widok uśmiechał, pomyślałem, że może właśnie dostałem swoją szansę na odkupienie tamtego grzechu. Tego, że pozwoliłem Karimowi odejść. Dziś zachęcamy Was do lektury fragmentu powstającej dopiero powieści Jarosława Pietrzaka!

Następnego dnia rano znalazłem się w kuchni na śniadaniu sam na sam z Djamelem. Ponieważ była niedziela, wszyscy pozostali – a w ten weekend na zamku było niewiele osób – pozwolili sobie spać dłużej. Nawet Martine jeszcze nie przyszła do pracy, a kucharz Pierrick upiekł croissanty i małe pains au chocolat i wrócił do swojego pokoju. Tak więc siedzieliśmy przy stole tylko my, Djamel i ja, twarzą w twarz, popijając gorącą kawę i jedząc te pyszne croissanty. Piliśmy też sok z grejpfrutów, który ja sam wycisnąłem poprzedniego wieczora, po kolacji. Na stole stał też, w drugim dzbanku, sok z pomarańczy, którego było więcej, bo w grejpfrutowym gustowało znacznie mniej osób.

Od dzisiaj będę się do ciebie zwracał per Casimir, zaczepiał mnie, zanosząc się śmiechem jak dziecko. No to ja będę cię nazywał Szwajcar, odpowiedziałem, również się śmiejąc. Słowo Szwajcar wypowiedziałem po polsku, stąd jego znaczenie było dla Djamela zagadką. Ça veut dire quoi, „Szwajcar”?, zapytał z zainteresowaniem. Co to znaczy? Ça veut dire Suisse, odpowiedziałem, ale to ma też inne znaczenie, to taki szyfr wśród polskich imigrantów w Paryżu. Polacy, których poznałem przez ów miesiąc spędzony w Paryżu i Aulney-sous-Bois, mówili tak między sobą o Arabach, zwłaszcza, gdy byli nie tylko we własnym gronie, na mieście, w metrze, w jakimś miejscu publicznym. Chodziło o to, żeby Arabowie, którzy akurat byli w okolicy, albo o których była mowa, nie słyszeli, że o nich mowa. Po polsku Arab brzmi dokładnie tak samo, jak po francusku, chodziło o słowo zastępcze, zupełnie niepodobne, żeby można było mówić o nich przy nich bez ich wiedzy. Tym bardziej, że Polacy często zamieszkiwali te same tańsze dzielnice, w których żyje także mnóstwo Arabów.

Djamela to bardzo rozbawiło. Powtórzył słowo ‘Szwajcar’ kilka razy, jakby jego język i usta się nim bawiły. Podniecało mnie to do bólu, chciałem, żeby pobawiły się tak mną. Zdumiewająco dobrze je wypowiadał, byłem pod wrażeniem. Wyjaśnił mi, że wymowa w obcych językach przychodzi mu bardzo łatwo, bo wychował się w trzech jednocześnie, francuskim, arabskim i kabilskim. Mają one różne systemy fonetyczne, w arabskim i kabilskim są głoski, których nie ma we francuskim, i na odwrót. Od dzieciństwa umiał więc wypowiadać dużo więcej głosek niż jest w jednym języku, to było jak pula, z której można było czerpać, wybierać, wyszukiwać, podchodząc do nauki kolejnych.

Kiedy wyglądało na to, że obaj skończyliśmy już śniadanie, podniosłem się i powiedziałem: OK, Szwajcar, muszę już iść, bo mam sporo pokojów do przygotowania na jutro. Zebrałem mój talerz, szklankę, filiżankę i sztućce, i chciałem sięgnąć po jego. Djamel jednak mnie powstrzymał i delikatnym ruchem odebrał mi wszystko z ręki. Pozwól mi dzisiaj posprzątać po tobie, powiedział z uśmiechem. Nie no, nie wygłupiaj się. Nie wygłupiam się, całymi dniami sprzątasz po wszystkich, ja mogę raz posprzątać po tobie. Zebrał wszystko. Chodziło tylko o włożenie tego do zmywarki do naczyń, ale spontaniczna szczerość tego gestu mnie rozbroiła. Podziękowałem mu i poszedłem na schody, żeby się zabrać za pokoje dla aktorów, którzy mieli przyjechać następnego dnia. Jednym z nich miał być sam Michael Lonsdale, który od jutra dołączał do ekipy zdjęciowej. Kiedy odchodziłem na te schody, czułem się, jakby połowa mojej krwi pulsowała w moim podbrzuszu, rwąc się pasją rozbudzoną tym niespodziewanie zachwycającym początkiem dnia, kilkoma chwilami, w których Djamel był cały tylko dla mnie i zachował się tak uroczo.

W ciągu dnia, kursując między donżonem a Petit Château z wymianą ręczników i prześcieradeł, zobaczyłem Djamela siedzącego przy stoliku w ogrodzie z Madame Zivi, rozmawiali o czymś. Już kilka razy widziałem ich w rozmowie, wyglądało na to, że Djamel zaprzyjaźnił się ze staruszką, którą jej własna rodzina uważała za bardzo trudną osobę. Chantal często się o coś na swoją matkę irytowała, Michel absolutnie jej nie znosił; przy obiadach i kolacjach ciągle jej czynił jakieś docinki i złośliwostki. W dni, kiedy był na zamku, poza dwiema porami dnia, gdy wszyscy musieli razem zasiąść do stołu, unikał jak ognia jej towarzystwa, po niejednej przyobiedniej wymianie zdań odchodził od stołu, przeklinając na nią pod nosem. Wnuczka i wnuczek, ona w moim wieku, on dwa lata starszy (jak dotąd widziałem ich tylko przez dwa weekendy), odnosili się do niej z uprzejmością i szacunkiem, możliwe, że cokolwiek wystudiowanym, ale widać było, że rozumieją powody nastawienia, jakie ma do niej Michel. Widać było, że towarzystwo Djamela sprawiało Mme Zivi ogromną radość, coś ją w nim niesłychanie intrygowało, coś ją do niego przyciągało – dało się to wyczytać z jej oczu za każdym razem, gdy Djamel był z nią przy stole, gdy się odezwał w jakiejkolwiek sprawie. Dla mnie z kolei ta jego zdolność do zaprzyjaźnienia się z tak trudną staruszką była kolejną rzadką perłą, którą odkrywałem w tym zachwycającym mężczyźnie.

Wieczorem tamtej niedzieli Chantal i Michel poszli po kolacji do salonu obejrzeć coś w telewizji. Gdy z Pierrickiem i Martine posprzątaliśmy po kolacji i przygotowaliśmy śniadanie na nazajutrz, zabrałem wielki worek z kuchennymi śmieciami i wyniosłem go na zewnątrz. Trzeba go było dotaszczyć aż na tyły Petit Château, skąd raz w tygodniu zabierane były ponownie przez Daniela i wystawiane za bramą, żeby zabrali je smieciarze. Zmierzając tam, musiałem obejść Petit Château, i idąc wzdłuż jego murów zobaczyłem światło w salonie zwanym barem, a w środku Djamela i Alexandre’a. Rozmawiali o czymś: Djamel żywo i energicznie, Alexandre, jak zawsze, trochę zgaszony. Kierowali się ku łaźni tureckiej, do której wchodziło się wąskim korytarzykiem, wejście do którego znajdowało się obok wielkiego na pół ściany kamiennego kominka. Zaniosłem śmieci tam, gdzie trzeba, odstraszając jakieś zwierzę, może lisa, może jakąś łasicę, która przez krzaki próbowała przesnuć się ku workom już tam wczoraj i przedwczoraj odstawionym. Szybkim krokiem wróciłem do donżonu, żeby sprawdzić, czy coś jeszcze zostało do zrobienia i powiedzieć dobranoc Martine, Chantal i Michelowi. Chciałem się uwinąć jak najszybciej, biegłem prawie, żeby zastać jeszcze Djamela w Petit Château. Byłem podekscytowany, bardziej niż się spodziewałem, bardziej niż byłem na to przygotowany – nie będzie to sam na sam, bo był tam z nim Alexandre, ale zawsze to jego towarzystwo, i wszystko będzie wyglądać najzupełniej naturalnie, bo przez salon zwany barem wiodła w końcu droga do mojego pokoju.

Kiedy tam dotarłem, Djamel i Alexandre byli w hammamie. Dobiegało stamtąd światło, nawet trochę pary wymykało się przez prowadzący tam korytarzyk, słyszałem ich głosy. Postanowiłem nalać sobie coś do picia i czekać, aż wyjdą. Zrobiłem sobie campari z tonikiem, moje odkrycie tamtego lata, zawdzięczałem je Michelowi. Nie czekałem na nich długo, Alexandre wyszedł z hammamu kilka minut później, w kąpielówkach. Na mój widok zapytał, czy pójdę z nimi na basen, chcą się wykąpać w świetle księżyca, powietrze na zewnątrz wciąż było przyjemnie ciepłe. To dlatego okno-drzwi jakieś półtora metra ode mnie było już otwarte: stanowiło najbliższą drogę prowadzącą na basen w ogrodzie; basen tego wieczora pozostał niezakryty. Nie chce mi się za bardzo, odpowiedziałem, późno już, nie będę siedział długo, muszę jutro wstać wcześnie rano. Tak naprawdę zdjął mnie lęk przed odsłonięciem mojego chudego, niewydarzonego ciała przed Djamelem, przed tym, że nie opanuję w jego obecności wzwodu, i że Alexandre będzie temu świadkiem, a ja najdosłowniej spalę się ze wstydu, nawet zanurzony w wodzie.

Alexandre wyszedł więc na zawnątrz i wskoczył do wody. Wtedy z hammamu wybiegł Djamel – był całkiem nagi. Moje gardło, serce i żołądek zdobyła gwałtowna, gorąca fala pożądania. Casimir! Viens avec nous!, krzyknął, śmiejąc się, przebiegł obok mnie i wybiegł na zewnątrz, wskakując z krzykiem do basenu. Jego nagie ciało było przepiękne – dyskretnie śniady kolor jego skóry, tak jednak ciemniejszy od smutnej bladości mojego, gładki brzuch, szeroka pierś, zaskakująco muskularne pośladki i uda. Widziałem nawet jego przyrodzenie, większe i piękniejsze od mojego. Jak to zrobić, co mogę zrobić, skąd wziąć odwagę, żeby poznać dotyk, uścisk tego ciała będącego nagim, et la façon de laquelle il fait l’amour? Zdjął mnie zachwyt i ścisnął mnie ból. Poczułem się przy nim zupełnie nieadekwatny, nieudany, jakby on miał wszystko, czego mi brakowało. Ja byłem blady i chudy, moje mizerne ciało ważyło pięćdziesiąt siedem kilogramów – nie lubiłem go odsłaniać, bo czułem się, jakbym wystawiał na pokaz wszystkie swoje słabości. Kolor skóry Djamela miał w sobie nutę cynamonu, był wysoki i pięknie smukły, a jego ramiona szerokie: był bez porównania silniejszy, bardziej wysportowany ode mnie i bez wstydu czy obaw rozebrał się przy nas do naga i kąpał się tak w odkrytym basenie. Pomyślałem o tym, jak chodzi nieraz boso po tych kamyczkach, którymi wysypane są drogi w ogrodzie, między donżonem a Petit Château, które mnie tak boleśnie wżynały się w stopy. Wydawał mi się bliższy naturze, w zgodzie z własnym ciałem, nad którym panował i które było znacznie bardziej męskie, tyleż piękniejsze niż moje. Jakżeż ja pragnąłem czuć się wreszcie tak dobrze i u siebie we własnym ciele – czy do tego można kiedyś dorosnąć, nauczyć się tego? Pomyślałem, że to właśnie ciało Djamela, jak nic innego, mogło mnie tego nauczyć, to w jego uścisku, w jego pieszczotach, w nieskończonej rozkoszy, jakiej wiedziałem, że doświadczyłbym za jego sprawą, gdyby tylko ten przepiękny francuski Kabil odwzajemnił moje pragnienie, mogło mnie tego nauczyć, sprawić, że stanąłbym wreszcie mocno na dwóch nogach i prosto przed siebie, wszystkim w oczy, jak mężczyzna, a nie jak jakaś łajza przepraszająca, że żyje.

Tej zgodzie z własnym ciałem, wygodzie we własnym ciele, które w nim widziałem, nie stał na przeszkodzie jego intelektualizm, jego oczytanie, jego studiowanie filozofii, wieczne towarzystwo książek. Podobnie jak nie stanowiły one przeszkody w błyskawicznym nawiązywaniu kontaktu z bardzo różnymi ludźmi, wszyscy od razu go lubili, Chantal, Michel, Madame Zivi, aktorzy, Martine. Z dystansu mojej własnej nieśmiałości, prześladującego mnie wrażenia, że jestem notorycznie przez otoczenie niezrozumiany, że nikomu specjalnie nie zależy na moim towarzystwie – zazdrościłem mu tego ogromnie. Kiedy byłem młodszy, miałem lat naście, zaszywałem się w kącie z książką lub filmem w mojej samotności, myślałem, że tak to już jest, kiedy się tak bardzo lubi książki i dziwne filmy, że to jest cena za przyjemności przez książki i dziwne filmy oferowane, że kto ma intelektualne tęsknoty zawsze jest trochę samotny, trochę nie przystaje. W Djamelu, jak nigdy wcześniej, widziałem, że to nieprawda, i płonąłem pożądaniem.

Wyszedłem za nimi z moim campari z tonikiem w ręce, żeby porozmawiać, ale tak naprawdę, żeby wykraść trochę więcej widoku nagości tego tak przeze mnie upragnionego ciała. Było ciemno, ale do basenu docierały smugi światła z kilku lamp wokół – łamiąc się na wzburzonej powierzchni wody, odsłaniały nagłymi błyskami fragmenty nagości Djamela, tu jego pośladki, tam udo, nagle łydkę, czasami nawet przyrodzenie. Jego ciało pokrywało niewiele włosów: trochę na przedramionach i łydkach, trójkąt nad przyrodzeniem i smużka biegnąca od podbrzusza ku pępkowi, ale wygasająca, zanim zdążyła dosięgnąć celu. Zapytałem, czy woda nie zrobiła się już zimna. Trochę się zrobiła, zaraz wychodzimy, zaśmiał się Djamel. Alexandre potwierdził i wyszedł z wody, kierując się z powrotem do baru.

Djamel podpłynął do brzegu basenu i oparł się łokciami o jego krawędź, wynurzając pierś. Musiał gdzieś zdjąć z włosów gumkę, albo zgubił ją w wodzie, bo jego mokre włosy były już rozpuszczone i lepiły się do jego szyi i pleców. Nie chcesz się wykąpać, Casimir?, śmiał się. Nie, Szwajcar, nie chcę, śmiałem się również. Pożądałem go w tamtym momencie bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Miałem wrażenie, że z tego niewyrażanego pożądania rozpadnę się zaraz w drżącą maź, która spłynie chaotycznie do tego basenu. Kiedy będę mógł mu powiedzieć, jak bardzo go pragnę? Djamel wynurzył się nagle całkiem z wody i wyskoczył na brzeg. Tym razem zasłonił obiema dłońmi swoje obrzezane przyrodzenie, gdy już stanął wyprostowany. Chodźmy do baru, Casimir, napijemy się jeszcze czegoś. I pobiegł do środka, ja poszedłem za nim, nie mogąc wzroku oderwać od jego jędrnych, gładkich, przepięknych pośladków.

Czego się napijesz, Szwajcar?, zapytałem, podczas gdy on pobiegł do hammamu, żeby wziąć stamtąd jakiś ręcznik. Jakiejś whisky, odpowiedział, bourbona. Alexandre tymczasem pił już piwo. Nalałem Djamelowi Four Roses i postawiłem szklankę na blacie baru. Djamel wrócił z hammamu z ręcznikiem zawiniętym wokół pasa. Z włosów kapała mu woda, której krople spływały po jego ramionach i klatce piersiowej. Jedna z nich zawisła na chwilę na jego sutku, wzbudzając we mnie kolejną falę pożądania. Jak ja chciałem ją stamtąd zetrzeć! Nogi wyrzucił do przodu, krzyżując łydki. Jakże piękne były to łydki! Można by pomyśleć, że był tancerzem, tak były piękne. Łydki należały do tych nielicznych części jego ciała, które były trochę owłosione. Były to włosy miękkie, niezbyt gęste, a gdy był mokry, woda sklejała je w małe strzałki podążające w dół, w stronę stóp, których przeguby były zachwycająco wąskie.

poprzednia
Jarosław Pietrzak Autor: Jarosław Pietrzak Wieloletni współpracownik miesięcznika "Le Monde diplomatique – edycja polska" Autor książki "Smutki tropików. Współczesne kino Ameryki Łacińskiej jako kino polityczne" (Warszawa: Książka i Prasa, 2016) i ebooka "Notes brazylijski" dostępnego na jego stronie jaroslawpietrzak.com. Jest także stałym współpracownikiem polskiej edycji międzynarodowego miesięcznika „Le Monde diplomatique” i portalu Strajk.eu, publikował też na wielu innych łamach, w tym także Queer.pl.

PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (0)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Omiiku (15) - 01.11.2017 18:45
Zaciekawiło mnie to okropnie.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
Djamel Fot. Jarosław Pietrzak
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku