Krzysztof i Mateusz to kolejna polska para jednopłciowa, która zdecydowała się na zawarcie związku małżeńskiego za granicą. Panowie postawili na Danię – jak wyglądało załatwianie formalności, co na to bliscy oraz rodzina, jak przygotowania do ślubu i czy chcą założyć rodzinę? Zapraszamy do lektury naszej rozmowy z małżonkami.
Chcecie podzielić się własną historią?
PISZCIE DO NAS! Dlaczego akurat Kopenhaga?Krzysztof: Dowiedzieliśmy, że w Danii nie trzeba być rezydentem, nie trzeba ani na dzień przyjeżdżać, żeby móc zawrzeć związek małżeński. Po przeczytaniu wszystkich wskazówek na stronie Urzędu Stanu Cywilnego w Kopenhadze, które są obszernie opisane także po angielsku, po sprawdzeniu potrzebnych dokumentów, procedur załatwiania ślubu, zdecydowaliśmy się na stolicę Danii.
Mateusz: A nie potrzeba dużo. Jest jeden formularz, który należy wypełnić i który jest dostępny także w języku angielskim. Dotyczy każdego obywatela Unii Europejskiej, więc wystarczy, że jedna osoba, która chce zawrzeć związek małżeński mieszka na terenie UE. Wypełnia się go bardzo szybko, dodatkowo trzeba dostać z polskiego Urzędu Stanu Cywilnego zaświadczenie o stanie cywilnym, ale to nie jest to zaświadczenie, którego wszyscy się boją, z imieniem i nazwiskiem partnera, tylko takie zwykłe, które załatwia się w przypadku informacji o stanie cywilnym w miejscu pracy. W którym zapisują, że jesteś kawalerem, wdowcem, czy w związku małżeńskim.
Krzysztof: Jak się okazało – my byliśmy kawalerami
(śmiech). Odebraliśmy te zaświadczenia.
I nie było nie problemu?Mateusz: Nie było żadnego problemu. To się załatwia w miejscu zamieszkania, niedawno się to zmieniło. To nic nie kosztuje, może też dojść pocztą.
Krzysztof: Czyli podsumowując co jest potrzebne: formularz, zaświadczenie z USC i tzw. opłata egzaminacyjna. To nie jest żaden egzamin oczywiście, tylko płaci się, by urzędnicy przejrzeli nasze dokumenty. To kosztowało nas 70 euro. Dokumenty tożsamości, paszporty lub dowody i oczywiście wszystko trzeba przetłumaczyć na język angielski u tłumacza przysięgłego, nie musi być duński. Potwierdzenie przelewu, to musi być SWIFT, także przetłumaczone na język angielski. I tyle.
Mateusz: Wszystkie dokumenty można zeskanować i wysłać mailowo. Na 24 godziny przed ślubem trzeba pokazać oryginały, nie trzeba jechać dwa razy. Można zabrać swoich świadków, ale zawsze w pogotowiu są ich świadkowie, więc nie ma problemu gdy ich nie mamy. Nie ma się czym martwić.
Będę wchodzić w techniczne szczegóły: jak wygląda rezerwowanie terminu?Krzysztof: Można wpisać we wspomnianym formularzu preferowaną datę, my wpisaliśmy "soon as possible". I przysłali nam wiadomość kiedy mają wolny termin. Co ciekawe, po wysłaniu dokumentów otrzymuje się informację, że czas oczekiwania może wynosić do 3-4 miesięcy. W naszym przypadku było to 3 tygodnie. Więc pewnego dnia otrzymaliśmy maila, że za 3 tygodnie bierzemy ślub!
Mateusz: Spodziewaliśmy się czterech miesięcy, więc to był szał.
Krzysztof: Szybka rezerwacja, pojechaliśmy, przyszliśmy do ratusza w Kopenhadze, który jest blisko dworca. W ratuszu wszyscy są mili, sympatyczni i uprzejmi.
I mówią po angielsku?Krzysztof: I mówią po angielsku.
Mateusz: Sama ceremonia trwa krótko, bo 5 minut. Mimo tego, że jest to krótkie to jest jednak bardzo wzniosłe i uroczyste. Było bardzo miło. My się popłakaliśmy, mamy to na video!
Uroczystość może odbyć się po angielsku, może też po polsku, ale to wiąże się z dodatkowymi opłatami – wynajęcie tłumacza. Tak samo miejsce: ceremonia może odbyć się w plenerze, ale to też są dodatkowe opłaty. Najbardziej ekonomiczna wersja to ratusz, po angielsku – co łącznie wychodzi ok. 70 euro. Certyfikat małżeństwa dostaje się od razu po ceremonii, dwie kopie, w pięciu językach. Mają praktyczne podejście do sprawy.
Krzysztof: A warto dodać, że ratusz jest piękny.
A jak w ogóle do tego ślubu doszło?Krzysztof: Myślę, że to jest tak wyjątkowa chwila, że jeżeli ma się osobę, z którą chce się wziąć ślub – to każdy powinien móc to przeżyć.
Mateusz: No tak, my jesteśmy ze sobą 5 i pół roku i od początku myśleliśmy o ślubie. W końcu się zebraliśmy w sobie. I wiem, że pewnie będzie gadanie jak zawsze – że w Polsce to nic nie znaczy itd., ale Polska to nie cały świat. Zawsze możemy wyjechać i wszędzie na zachodzie będziemy traktowani normalnie. Po drugie w Polsce też mamy zamiar sobie załatwić formalności w ten inny sposób u notariusza, ale odczuwaliśmy wewnętrzną potrzebę przeżycia ceremonii, dla siebie.
Jak reakcja bliskich?Mateusz: W większości przypadków pozytywna, my nie mamy z tym w naszych rodzinach większego problemu. Moja babcia nazywa Krzyśka wnukiem, jest też zięciem, ja też. Wszyscy więc bardzo się cieszyli i mamy nadzieję, że stawią się na weselu.
Właśnie, ślub za granicą, wesele w Polsce, prawda? Jak przygotowania?Krzysztof: Mamy ciekawe doświadczenia z targów ślubnych, na które się wybraliśmy z naszą świadkową na początku października.
Oooo!Krzysztof: Tak. Nie znaliśmy jeszcze daty ślubu, ale chcieliśmy zobaczyć co jest do wyboru, przymierzyć garnitury, kupić obrączki. I za każdym razem, gdy mówiliśmy, że to my bierzemy ślub, czyli ja i Mateusz, to była reakcja: o, w tym samym dniu?
Mateusz: Nie zawsze to docierało, musieliśmy wyprowadzać z błędu, ale jak już się dowiadywali to nikt nie miał z tym problemu. Najbardziej zadowolona była pani od garniturów, bo mogła sprzedać od razu dwa na jedną ceremonię.
Czyli przy okazji edukacja?Mateusz: Byliśmy chyba jedyną parą jednopłciową na tych targach. Co do wesela jeszcze: będzie się odbywało później, bo data ślubu nas zaskoczyła, ale tak samo, wszystkie lokale, gdzie rozmawialiśmy, były otwarte na nas, więc możemy kilka w Krakowie polecić.
Jakie plany na przyszłość?Mateusz: Jeszcze przed ślubem planowaliśmy dwuletnią wyprawę, więc gdy do niej dojdzie, potraktujemy ją jako podróż poślubną.
Krzysztof: Jedziemy do krajów, gdzie nasze małżeństwo będzie uznawane, więc na pewno też będzie nam łatwiej w razie wypadku, czy jakiejkolwiek podobnej sytuacji.
Mateusz: To była też taka wartość dodana do ślubu w Danii.
Chcecie wrócić do Polski?Krzysztof: Z chęcią wrócimy, żeby sformalizować nasze małżeństwo, gdy będzie ono już uznawane.
Mateusz: Bardzo chcemy wrócić do Polski, gdy Polska będzie chciała nas. Rządzącym ciągle brakuje takiej świadomości, że emigruje się nie tylko w celach ekonomicznych, że można być ekonomicznie całkiem dobrze sytuowanym, a wyjechać za normalnością, za swobodą.
Krzysztof: Za serdecznymi ludźmi.
Namawialibyście innych do wzięcia ślubu za granicą?Krzysztof: Jest to coś tak wyjątkowego, że każdy powinien móc to przeżyć. To dla mnie jest najważniejsze, żeby potencjalni małżonkowie nie krępowali się, tylko to zrobili.
Mateusz: I choć na początku może się to wydawać strasznie trudne, to jest w rzeczywistości bardzo proste. Tym bardziej, że w takiej Danii można liczyć na wsparcie ze strony urzędników. To nie jest jak u nas, że jak coś się źle zrobi to pani w okienku powie – nie da się. Odezwą się, pomogą, podpowiedzą. I wszystko można załatwić przez Internet, mailowo.
Planujecie założyć rodzinę?Mateusz: Absolutnie.
Krzysztof: Ja mam, myślę, że my mamy takie poczucie, że wychowanie dzieci to społeczny obowiązek i dlaczego my mamy się z tego uchylać?
Mateusz: Oczywiście nie narzucamy tego innym, ale dla nas to jest bardzo ważne. Chcemy zostać ojcami w pewnym momencie i na pewno do tego dojdzie.
Czy to się może wydarzyć w Polsce?Mateusz: Raczej nastawiamy się na to, że to się wydarzy za granicą, ale na pewno zostaniemy rodzicami.
Krzysztof: Można przyjąć strategię, że może poczekamy, prawo się zmieni, no ale człowiek nie stoi w miejscu z wiekiem i trzeba myśleć o tym teraz. Mam oczywiście nadzieję, że to się w Polsce wydarzy, ale nie zamierzamy czekać.
Mateusz: I jeszcze jedna rzecz. My biorąc ślub za granicą – uważamy, że bardziej prawdopodobne jest wprowadzenie takiego prawa w Polsce, jak w Izraelu: akceptowanie i uznawanie prawne związków zawartych za granicą, niż same związki. Wydaje się mi, że bliżej nam do tego.