Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Wtorek, 08.11.2016, Aktualizacja: Środa, 01.04.2026

Sołtys, który wyszedł za mąż!

Podziel się Tweetnij Skomentuj (34)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (34)

Przedstawiamy kolejnych nowożeńców!

W październiku wstąpili w związek małżeński w Edynburgu, parę dni później urządzili wesele w Bobrownikach, gdzie jeden z Łukaszów jest… sołtysem. Rozmawialiśmy z nim o przygotowaniach do ślubu, ceremonii w Edynburgu i o reakcjach we wsi na gejowskie wesele.

Standardowo muszę zapytać o to, jak się poznaliście?
Poznaliśmy się podobnie tak jak większość, czyli przez Internet - na forum dotyczącym spraw LGBT. Zagadaliśmy do siebie z powodu naszych imion, pamiętam, że to Łukasz pierwszy do mnie napisał wiadomość o treści: „fajnie poznać i wiedzieć, że na forum jest też drugi Łukasz”. Korespondowaliśmy ze sobą przez dłuższy czas internetowo, a ponieważ dzieliło nas około 800 km (Tarnów i okolice Słupska) - face to face postanowiliśmy się spotkać w środku, czyli w Warszawie. Później były spotkania we Wrocławiu, w Lublinie i po kilku miesiącach stwierdziliśmy, że Łukasz przyjedzie do mnie na próbę… Próba się skończyła i mieszkamy w dalszym ciągu razem.

Opowiedz coś o Was, czym się zajmujecie?
Z wykształcenia jestem biologiem i ekologiem roślin, technikiem BHP, technikiem masażystą, audytorem ekologicznym. Od dzieciństwa jestem maniakiem roślin i ogólnie przyrody, a moją pasją są przede wszystkim ogrody. Uwielbiam podróżować, zwiedzać, poznawać nowych ludzi, kulturę i chwytać każde miejsce jak tylko się da. Od połowy sierpnia tego roku jestem sołtysem wsi Bobrowniki w gminie Damnica na Pomorzu. Mój mąż, czyli drugi Łukasz, z wykształcenia jest technikiem agrobiznesu i także technikiem masażystą. Łukasz uwielbia zwierzęta i prowadzi działalność gospodarczą, polegającą na pielęgnacji terenów zielonych. Jego największym hobby są gry komputerowe, muzyka, a także poznawanie nowych ludzi i zwiedzanie.

Jesteśmy małżeństwem i mogę oficjalnie nazywać Łukasza moim mężem i jestem z tego dumny.

Czyli można powiedzieć, że połączyła Was też miłość do przyrody! Kiedy zdecydowaliście się na ślub?
Decyzja o ślubie nie zapadła z dnia na dzień. Rozmawialiśmy o tym od dłuższego czasu i dojrzewaliśmy do tego. Żyjemy w polskiej rzeczywistości i każdy kto zna nasze problemy wie jak to jest z legalizacją związków. Wiosną udało się nam załatwić praktycznie wszystkie możliwe notarialne upoważnienia, a także testamenty. Żyjąc w związku, który w Polsce nazywa się „konkubinatem” i dodatkowo będąc gejami, mieliśmy wrażenie, że dużo ludzi, w tym także rodzina, nie traktowała nas serio. Chodzi mi tutaj o podejście do naszego związku oraz jego nazewnictwo. Usłyszałem kiedyś od obcych ludzi, że mam kochanka! Zrobiło się nam bardzo przykro. Czasami też dawało się odczuć, że nasz związek był traktowany na zasadzie: „pewnie za chwilę i tak się rozstaną, minie im”. Poza tym ciężko zawsze było się tłumaczyć ludziom – „to jest mój partner życiowy” itd. Wydawało nam się to niewystarczające. Uznaliśmy, że chcielibyśmy usankcjonować nasz związek mimo tego, że w Polsce będzie to nieważne.Teraz jesteśmy małżeństwem i mogę oficjalnie nazywać Łukasza moim mężem i jestem z tego dumny. Z drugiej strony mamy teraz na palcach obrączki, które oczywiście są kawałkiem metalu „złota”, ale jest to bardzo ważny symbol dla nas. Symbol, który umacnia nasz związek, symbol, który przypomina cały czas o najbliższej osobie.

Jak reakcja najbliższych na wieść o planowanym ślubie?
Jesteśmy ujawnioną parą od kilku lat, więc dla naszych znajomych, czy rodziny nie było jakimś zaskoczeniem, że chcemy zalegalizować związek. Myślę, że większym zaskoczeniem, tak jak i dla nas, było to, że w ogóle udało się to zrobić! Nasi bliżsi i dalsi znajomi bardzo nam kibicowali, wspierali nas, pytali, jak idzie załatwianie spraw i pomagali w wielu kwestiach. Po prostu nie spodziewaliśmy się takiej reakcji! Podobnie było z rodziną, ale tutaj pojawiły się małe problemy z moją mamą. Natomiast reszta naszych rodzin była faktem naszego ślubu bardzo uradowana. Świadczyć mogą o tym komentarze z gratulacjami mojej rodziny z całego świata, od Kanady po Niemcy, jak i z całej Polski. Również od osób, od których bym się nie spodziewał! Bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło.

Pojawiły się głosy, że fajnie, że się nie ukrywamy i że mieliśmy odwagę… To naprawdę było i jest bardzo budujące.

A jak reakcja w Bobrownikach?
Mieszkamy w małej miejscowości 25 kilometrów od Słupska. Są to tzw. tereny popegeerowskie, gdzie w latach 90. były dosyć duże problemy m.in. z bezrobociem. Ludzie mieszkający tutaj, jak i również w ościennych miejscowościach, oczywiście wiedzą, że jesteśmy razem. Nie spotkaliśmy się nigdy z jakimś objawem dyskryminacji, żyjemy tutaj, pracujemy, zatrudniamy także ludzi z tej miejscowości, chodzimy na spacery, do sklepu. Rozmawiamy, witamy się i wydaje mi się, że aż żyjemy za normalnie. Po naszym wspólnym zamieszkaniu nie zauważyłem jakiejś niechęci. Dlatego tym bardziej byłem bardzo pozytywnie zaskoczony gratulacjami tuż po ślubie właśnie od mieszkańców, najpierw na portalu społecznościowym, a później w realu. Było to naprawdę bardzo budujące, kiedy sąsiadka „zza ściany” gratulowała, czy pani sprzedająca w sklepie również głośno krzyknęła – gratuluje! Co ciekawe, to dowiedziałem się od moich znajomych o dyskusjach w sklepie (czyli takim naszym mini centrum kultury) o naszym ślubie. Pojawiły się głosy, że fajnie, że się nie ukrywamy i że mieliśmy odwagę… To naprawdę było i jest bardzo budujące.

Mówisz, że Bobrowniki są blisko Słupska, może to „efekt Biedronia”?
Czasami zastanawiam się nad tym czytając różne artykuły o aktach homofobii. Dlaczego żyjemy tutaj aż tak „normalnie”?
Być może społeczeństwo jest trochę inne, może to właśnie bliskość Biedronia w mieście obok, a być może właśnie to, że mieliśmy odwagę spowodowało szacunek u ludzi. Pokazujemy, że żyjemy tak samo jak inni – pracujemy, mamy ogródek, mamy kury i swoje jajka, ale też i wypijemy z tutejszą ludnością piwo na wsi. Być może to, że biegam często w okolicy po lasach i polach oraz to, że wyremontowaliśmy nasz dom, zbudowaliśmy altankę itp. Być może to, że pokazujemy, iż ciężką pracą na wsi daleko od miasta można coś osiągnąć. Być może to, że większość bliskich ludzi z naszej miejscowości pracuje za granicą, gdzie para gejów nie jest niczym nadzwyczajnym? Lub to, że mieszkańcy Bobrownik od kilkunastu lat stykają się z ludźmi zza granicy – głównie z Holandii i Niemiec – i nauczyli się, że nie wolno nikomu przypinać etykietek… Tak naprawdę nie wiem i nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Może ktoś pokusi się napisać jakąś pracę magisterską? Z chęcią pomogę.

Wróćmy do ślubu w Edynburgu. Nasi czytelnicy i czytelniczki dopytują zawsze o formalności. Jak wyglądało załatwianie wszystkiego, co było dla Was najtrudniejsze?
Ogólnie wszystko na początku wydawało się bardzo trudne i niezrozumiałe. Dopiero kiedy zaczęliśmy korespondować z urzędem wiele spraw zaczęło się klarować, większość formalności nie było dla nas problemem. Niestety urzędowy język angielski okazał się w wielu miejscach dość trudny do zrozumienia, ale poradziliśmy sobie i z tym. Korespondowaliśmy z urzędem w Edynburgu wyłącznie mailowo, więc nie było stresu, że możemy czegoś nie zrozumieć. We wszystkim pomagał nam mieszkający w Edynburgu Robert Motyka, za co serdecznie mu dziękujemy. Problemem było dla nas dokonanie opłaty za ślub, co może wydawać się głupie. Płacić za ceremonię można przez telefon lub na miejscu, chociaż znamy angielski w stopniu komunikatywnym, to jednak rozmowa z urzędnikiem operującym językiem angielskim ze szkockim akcentem mogła być trudna do przeprowadzenia. I tu też pomógł nam Robert. Resztę spraw związanych z dokumentacją załatwiliśmy sami. Urząd w Edynburgu wymaga oryginalnych dokumentów, ale nie było większego problemu z przesłaniem ich pocztą. Urząd nie robił praktycznie żadnych trudności związanych z całą dokumentacją, najważniejszy był termin dostarczenia dokumentów, czyli 29 dni przed datą ślubu. Równie ważne było załatwianie spraw w polskim urzędzie – akty urodzenia i zaświadczenie o stanie cywilnym. Tutaj byliśmy pod wrażeniem, bo okazało się, że od roku nie ma rejonizacji i można pobrać akt urodzenia i zaświadczenie w każdym urzędzie w Polsce. W ciągu jednego dnia mieliśmy wszystkie dokumenty, za co z całego serca dziękujemy pani Halinie z Urzędu Gminy! Tłumaczenia przysięgłe były już tylko formalnością. Ostatnią kwestią po potwierdzeniu terminu ślubu i przesłaniu dokumentów było oczywiście kupienie biletów na samolot… Dopiero w tym momencie dotarło do nas, że nasz wspólny ślub to chyba naprawdę jest możliwy!



Domyślam się, że wiele osób jest ciekawych jak wyglądają szczegółowo wszystkie formalności. Byłem dość zdziwiony kiedy okazało się, że wiele par homo było zaskoczonych, że zawarcie ślubu (a nawet nie związku partnerskiego) jest możliwe w Europie przez dwóch obywateli Polski, którzy nie mieszkają w danym kraju. Z czego to wynika? Może z tego, że do opinii publicznej docierają informacje o tym, że większość krajów w Unii Europejskiej wymaga pozwolenia na ślub za granicą, których polskie urzędy nie chcą wydawać. W Wielkiej Brytanii wymagane jest zaświadczenie o stanie cywilnym – dokładnie takie same jakie pobieramy starając się o kredyt w banku. Dodatkowo w Szkocji nie trzeba być zameldowanym, czy mieszkać wcześniej np. w Edynburgu. Ponieważ bardzo dużo ludzi jest zainteresowanych tym, jak wyglądają formalności, planuję napisać miniprzewodnik – jak wziąć ślub w Szkocji.

A teraz możecie się pocałować!

Co dla Was było podczas ceremonii w Edynburgu najbardziej poruszające?
Z naszego ślubu w Szkocji zapamiętamy wiele. Oczywiście sama ceremonia była dosyć stresująca. W końcu to ważne wydarzenie w życiu każdego człowieka. Najbardziej stresowaliśmy się przebiegiem samej ceremonii i zrozumieniem słów. Oczywiście całą regułkę mieliśmy przećwiczoną, a ceremonia przebiegła w języku angielskim. Pomimo naszych obaw wszystko się udało, chociaż pani urzędnik mówiła z silnym szkockim akcentem i niektóre słowa okazały się być całkiem inne w wymowie. Oczywiście moment mówienia przez nas najważniejszych słów był bardzo wzruszający, jak i później zakładanie na palce obrączek. Dla mnie chyba w tym wszystkim najważniejsze były ostatnie słowa naszej pani urzędnik, Jacqueline M Keay, w których nazwała nas mężami – pierwszy raz ktoś powiedział, że jesteśmy mężami, rodziną, jesteśmy w związku! I to wydało się tam takie normalne, że aż dziwne, wręcz głupie i niewyobrażalne. Stało się to, co wcześniej wydawało się niemożliwe w naszej polskiej rzeczywistości. Oczywiście zapamiętamy też ostatnie trzy słowa pani urzędnik: You may kiss! Możecie się pocałować! Cała uroczystość przebiegła w bardzo przyjemnej i wręcz wesołej atmosferze. Pani urzędnik od początku żartowała sobie z nami, oczywiście jednym z największych problemów była dla niej wymowa nazwiska Łukasza. Bardzo się tym stresowała. Ale jej aparycja i optymizm, jaki rozsiewała wokół spowodował, że cały czas się śmialiśmy. W Polsce w taki sam sposób ślubów udziela Robert Biedroń w moim rodzinnym mieście, Słupsku. Dzięki tej pani zapamiętamy moment ślubu, jako chwilę naprawdę wesołą i pełną radości.

A jak przygotowania do wesela?
Przygotowania do wesela zaczęliśmy w sumie niedługo przed tym wydarzeniem. Wynikało to głównie z faktu, że dopóki urząd w Edynburgu nie przysłał mi potwierdzenia z ustaloną datą ślubu oraz zapłatą, nie mogliśmy być pewni czy wszystko dojdzie do skutku.



Oczywiście początkowo myśleliśmy tylko o spotkaniu znajomych, zrobieniu typowej imprezy. Jednak udało się wynająć salę wraz z obsługą i jedzonkiem w klubie Milano u nas na wsi. Dosyć szybko ustaliliśmy menu i przebieg wesela. W tym samym czasie zarezerwowaliśmy sobie DJ-ów – 2 chłopaków od nas ze wsi. Później musieliśmy załatwić szereg spraw związanych z zakupem napojów, czy tortu weselnego. Ciasta były robione przez wspaniałą gospodynię również z naszej miejscowości. Udało nam się zamówić przez Internet figurkę dwóch panów w garniturach, która posłużyła nam jako ozdoba na torcie. Co ciekawe, to bardzo miło wspominam załatwianie wszelkich spraw związanych z weselem. Pani w cukierni w Słupsku bardzo się ucieszyła, kiedy usłyszała, że ma być napis „Łukasz i Łukasz”. To samo było z grawerem na obrączki... Na wesele, jak i wcześniejszą uroczystość w Edynburgu, byliśmy ubrani w garnitury uszyte na wymiar w jednej ze słupskich firm.

Na początku wesela wymyśliłem prezentacje zdjęć z naszej uroczystości w Edynburgu. Udało się mi wypożyczyć rzutnik ze Szkoły w Damnicy (za co dziękuję panu dyrektorowi) i pokazaliśmy wszystkim gościom jak przebiegała uroczystość. Był to dosyć fajny wstęp do wesela. Później było już dosyć standardowo: szampan, sto lat, o północy oczepiny, tańce.

Pani z cukierni ucieszyła się z weselnego tortu z napisem "Łukasz i Łukasz"

Jakie wrażenia z imprezy? Udała się?
Na pewno się udała! Łącznie było około 40 osób i myślimy, że wszyscy bardzo fajnie się bawili. Goście chwalili nas za organizację imprezy. Rodzina Łukasza z południa nocowała u nas w domu, inni goście musieli nocować w pobliskiej agroturystyce Damno Młyn, umiejscowionej w starym młynie tuż przy brzegu naszej pomorskiej rzeki Łupawy. Bardzo urokliwe miejsce… Przed weselem udało się nam zrobić wypad nad morze, do Ustki. Celem było pokazanie mamie Łukasza polskiego morza, którego nigdy wcześniej nie widziała! Mimo wiatru i chłodu wypad udał się bardzo.

Wracając do samego wesela to szczególne podziękowania należą się pani Eli i jej córce Magdzie z klubu Milano, które przygotowały chyba najpyszniejsze potrawy na świecie! Krem z dyni był po prostu boski! A wesele było dzień przed Halloween. Zresztą to samo było z faszerowanymi pieczarkami, przez które pani Ela była przymuszona ujawnić swój przepis. Inne potrawy nie były wcale gorsze. Zachwalany był również nasz tort z bitej śmietany i bezy z wiśniami z jednej ze słupskich cukierni. Cudo.

Może jednak przejdźmy do następnego pytania, bo głodny się robię…

Ja też! Jakie macie plany na przyszłość?
Hmm, aktualnie musimy dojść do siebie po ślubie i weselu. A później przejdziemy do rutyny dnia codziennego, czyli praca i dom. Oczywiście mamy plany na przyszłość, związane głównie z podróżami, czy chociaż drobnymi remontami w domu i wokół. Ja zamierzam doprowadzić do końca mój doktorat, który trochę utknął w miejscu, Łukasz myśli znowu o studiach… Ale wszystko okaże się później, a czas zweryfikuje. Zamierzamy także walczyć o prawa LGBT w naszej pięknej Polsce, w której jesteśmy w dalszym ciągu uważani za osoby dla siebie całkowicie obce. Jest to bardzo smutne, ale prawdziwe. Ja jestem jednak wielkim optymistą i mam nadzieję, że normalność w naszym kraju nastąpi i mam nadzieję, że szybciej niż niektórym się wydaje. Najważniejsi są w tym wszystkim zwykli ludzie, a ci wyprzedzają większość rządzących o lata świetlne, czego jesteśmy świetnym przykładem.
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (120)
augustek btssb sapiophile jierda bana-n looking4love90 jan_s man22 twing dominis1995
Nie podoba mi się (3)
mari-ka therearerules eivor
Komentarze (34)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
annaaniucha
29.11.2016 23:24 annaaniucha
I dobrze, tzeba mieć odwagę
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
21.11.2016 18:47 Piotr Baranski
Świetne ,życzę Wam z całego serca dobrego i wspaniałego życia. Niech Wam się wszystko uda tak jak sobie wymarzyliscie.Piotr
cytuj zgłoś 0 0
Bartek0991
21.11.2016 0:17 Bartek0991 (36) BARCIN
Tyle się mówi o nietolerancyjności polskiej wsi. Że geje w miastach mają łatwiej. Łatwiej, to może, ze znalezieniem kogoś, z klubami... Ale co do ludzi... Nie jest tak, źle! Przekonałem sie o tym sam. Przed C.O. słyszałem wiele razy słowo pedał, jako obelga (nie w odniesieniu do mnie). A gdy ludzie się dowiedzieli, gdy przyjechał mój chłopak (były już, ale a radość wyoutowania to jego zasługa) byłem chyba w większym szoku niż reszta. Tylu słów wsparcia, tylu postawionych piw, to nie miałem przez całe dotychczasowe życie. Ciekawość ludzi zżera, pytają, ale boją się nieznanego.. W tym przypadku zobaczyli coś innego, że gejem, może być ktoś kogo nie podejrzewają, że jest normalnym człowiekiem żyjącym wśród nich. Może i mi było łatwiej o akceptację jak Sołtysowi Łukaszowi, bo działam dla tego środowiska, stowarzyszenie.. osp.. Po wszystkim znów wybrano mnie do Rady Sołeckiej. Żyję normalnie, w końcu jak się pytają czy kogoś mam, to mogę odpowiedzieć zgodnie z prawdą. Mogę opowiadać kawały o gejach i mogę je słuchać, bo, co najlepsze, jest to dla nich teraz tak naturalne, jak dowcipy o teściowej. Tak więc geje polskiej wsi, nie bójce się, nie trzeba uciekać :)
cytuj zgłoś 0 0
kurczak_z_rozna
15.11.2016 14:02 kurczak_z_rozna (36) Kraków
Robert Motyka:
O, ciekawe. Bylem przekonany, że tylko w Szkocji tak łatwo można przeprowadzić cały proces. Czyli przy ślubie w Danii żaden z parterów/ek nie musi mieszkać, ani przebywać jakiegoś czasu w Danii?


Absolutnie żaden. Przynajmniej jeden z partnerów/ek musi mieć obywatelstwo któregokolwiek z krajów UE.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
15.11.2016 9:26 Robert Motyka
O, ciekawe. Bylem przekonany, że tylko w Szkocji tak łatwo można przeprowadzić cały proces. Czyli przy ślubie w Danii żaden z parterów/ek nie musi mieszkać, ani przebywać jakiegoś czasu w Danii?
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
14.11.2016 22:34 Podpis
Gratulacje z Czech :)
cytuj zgłoś 0 0
Julia-Renata
13.11.2016 21:51 Julia-Renata
Gratuluję ! :-)
cytuj zgłoś 1 0
kurczak_z_rozna
13.11.2016 19:21 kurczak_z_rozna (36) Kraków
Gratulujemy! I polecamy Danię - tam zdaje się być nawet prościej, bo zamiast dostarczać oryginały dokumentów na 29 dni przed, wystarczy przesłać ksero mailowo, a oryginały pokazać dzień przed ceremonią, czyli zwyczajnie przyjechać nieco wcześniej.
Nasz ślub już za niecałe dwa tygodnie.
cytuj zgłoś 2 0
DJ_
13.11.2016 17:01 DJ_ (38) B-c
Tylko, po co to? Przecież ten papierek w Polsce, gdzie rządzi pan sołtys, nie ma żadnego znaczenia a będą padały argumenty, że po co im śluby w Polsce skoro mogą sobie odstawić za granicą przedstawienie pozbawione skutków prawnych w tym kraju.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
13.11.2016 0:28 Nieetyczna
Gratuluję. To piękne! ;)
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • ...
  • 4
Magda Dropek
Autor
Magda Dropek
Redaktorka portalu Queer.pl, członkini zarządu Fundacji Równość.org.pl
Absolwentka filologii polskiej i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, przez 10 lat redaktorka największego i najstarszego w Polsce portalu dla ludzi LGBT, Queer.pl, od 2012 roku zaangażowana w organizację festiwalu Queerowy Maj i krakowskiego Marszu Równości.

Od 2013 roku członkini zarządu Fundacji Równość.org.pl, zajmującej się sytuacją społeczności LGBT i działaniami antydyskryminacyjnymi w mniejszych miastach na południu Polski. Członkini powołanej w maju 2019 roku przez prezydenta Krakowa, Jacka Majchrowskiego, Rady ds. Równego Traktowania.

https://twitter.com/magdadropek
queer.pl/user/wish
TAGIWięcej
Edynburg Jacqueline M Keay Lifestyle małżeństwo Polityka Polska Robert Biedroń Ślub dwóch Łukaszy w Edynburgu sołtys Społeczeństwo Szkocja Słupsk Warszawa Wielka Brytania związek partnerski życie na wsi Łukasz
Powiązane
Obraz Piątek, 02.06.2023 Trzy ważne marsze w pierwszy weekend Miesiąca Dumy Obraz Środa, 08.01.2020 Od założyciela KPH do pierwszego ujawnionego prezydenta Polski? Obraz Wtorek, 05.02.2019 Biedroń lakmusowy Obraz Poniedziałek, 04.02.2019 Niech szczęściem miłości dzielą się wszyscy, a nie tylko wybrani! Obraz Środa, 19.12.2018 Bycie gejem, czy lesbijką to nie pogląd polityczny
Inne tematy
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się