logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
18.11.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
179
2
27

Wychowują dwie córki - teraz się pobrali

Rozmowa z nowożeńcami, Piotrem i Krystianem

Dodano: 02.11.2016, Aktualizacja: 23.10.2017

Pod koniec października zawarli małżeństwo w Londynie, w listopadzie urządzają wesele w Warszawie, wspólnie wychowują dwójkę dzieci – z Krystianem i Piotrem rozmawialiśmy o tym, jak wstąpić w związek małżeński w Wielkiej Brytanii, jak czują się przed weselem i jak w Warszawie żyje się tęczowej rodzinie.

Jak się poznaliście?
Piotr: Poznaliśmy się niecałe cztery lata temu przez aplikację dla misiów, zaczęliśmy do siebie pisać i jakoś tak to się potoczyło. Ja przyjechałem do Krystiana, do Konina, bo on pochodzi z Wielkopolski, półtora roku potem razem zamieszkaliśmy i już mieszkamy tak dwa lata.

A teraz wzięliście za granicą ślub, to było dla Was ważne?
Piotr: Półtora roku temu stwierdziliśmy, że chcemy stworzyć jakąś namiastkę związku u nas w Polsce. Nie interesowało nas jednak humanistyczne podejście do tematu, czy wizyta u notariusza. Przeczytaliśmy sobie ustawę o zmianie nazwiska i okazuje się, że jest taki paragraf, który zezwala na wnoszenie o jego zmianę, powołując się na związek emocjonalny. Zapłaciliśmy 37 złotych, złożyliśmy wniosek w Urzędzie Stanu Cywilnego i Krystian zmienił nazwisko na moje.

Nie było problemów?
Piotr: Odpowiedź pozytywna przyszła po dwóch tygodniach, nikt o nic się nie pytał, jedynie urząd poprosił mnie – jako osobę noszącą już to nazwisko – o oświadczenie, że nie mam nic przeciwko. Czy to kwestia dużego miasta, czy dobrych ludzi? Nie wiem, ale nic się nie wydarzyło, nie było problemów. Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że dla nas to jednak za mało i zaczęliśmy myśleć o ślubie. Nie mieliśmy jeszcze pomysłu co do miejsca, ale zbiegło się to z planowaniem takiej naszej małej rocznicy, przypadającej na koniec października. Zastanawialiśmy się gdzie pojechać i padło na Londyn. Nie zabrakło też oświadczyn i ten Londyn już na dobre zaczął kiełkować w naszej głowie.

Opowiedzcie o przygotowaniach do ślubu w Londynie, także od strony formalnej.
Piotr: Procedura jest następująca:

żeby zawrzeć związek małżeński, póki jeszcze istnieje Unia Europejska, trzeba być fizycznie na terenie Zjednoczonego Królestwa przez okres 9 dni. Wtedy deklaruje się podczas spotkania w Urzędzie Stanu Cywilnego tzw. declaration of residence, czyli – na ową chwilę deklaruję, że wybieram Wielką Brytanię jako moją rezydencję.
Żeby udowodnić te 9 dni, można, chociaż oczywiście nie trzeba, przedstawić rachunki za prąd, za wodę, za gaz, za hotel, wynajem pokoju, ale także oświadczenie przyjaciół, którzy tam na stałe mieszkają i u których jesteśmy gośćmi – i tak było w naszym przypadku.

Pierwsze co trzeba zrobić to wykonać telefon do Urzędu Stanu Cywilnego, który jest rejonowy w związku z miejscem, gdzie się przebywało. Więc najpierw trzeba umówić termin ceremonii, bo z tym są często problemy. Można telefonicznie lub przez Internet. My akurat zadzwoniliśmy i

powiedzieliśmy prawdę: że jesteśmy Polakami, że chcemy zawrzeć związek małżeński w Wielkiej Brytanii i że chcemy przejść całą procedurę nie dlatego, że chcemy się przenieść, tam pracować i żyć, ale dlatego, że chcemy legalnie zawrzeć związek.
Państwo nam bardzo pomogli i ustaliliśmy termin, zaproponowali salę i godzinę. Z tymi informacjami trzeba zalogować się na stronie urzędu i umówić się na tzw. notice of intended marriage, czyli zawiadomienie o zamiarze zawarcia związku małżeńskiego, coś jak katolickie zapowiedzi. I tu trzeba się umówić co najmniej 28 dni przed planowanym ślubem, maksymalnie 2 lata. Wyznaczonego na wspomniane wcześniej spotkanie dnia pojawiamy się w urzędzie, nas przyjęła przemiła urzędniczka, zebrała i spisała nasze dane, potem poprosiła, żebym ja został w pokoju, Krystiana wyprosiła i nastąpiło przesłuchanie. Brzmi to strasznie, ale byłem pytany o rodziców, ich prace, moje wykształcenie i na te same pytania odpowiadał Krystian. Po co? Bo podobno w Wielkiej Brytanii jest dużo fałszywych małżeństw i to ma pomóc urzędnikom sprawdzić parę. Od momentu, gdy notice jest przyjęty (a kosztuje 70 funtów od pary, co warto dodać), po 28 dniach można już zawrzeć małżeństwo. Trzeba mieć dwóch świadków, muszą być pełnoletni i muszą rozumieć co się dzieje, więc powinni chociaż trochę znać język.

Sala w urzędzie kosztuje mniej więcej od 104 funtów (mniejsza) do 1200 funtów w przypadku sali na ponad 400 osób. Od momentu zawiadomienia można legalnie wyjechać z Wielkiej Brytanii. Aha, żeby nie było, że technicznie podchodzę do ślubu – przygotowałem się do rozmowy! (śmiech)

Potrzebne dokumenty?
Piotr: Jeżeli ma się za sobą rozwody to trzeba mieć przetłumaczone wyroki, natomiast jeżeli nie ma się za sobą bagażu doświadczeń to wystarczy dowód osobisty. W Wielkiej Brytanii wszystko jest na oświadczenia, więc człowiek jest informowany, że jeżeli skłamał to małżeństwo jest nieważne.

Jak reakcja Waszych rodzin na wieść, że szykujecie taką niespodziankę?
Krystian: Jeśli chodzi o rodzinę to na początku było różnie: a po co wam to, a dlaczego, a to niepotrzebne, nie może zostać jak jest? Moja mama to nawet powiedziała: wydajcie sobie te pieniądze na coś innego! (śmiech)

Podejście z czasem zmieniło się?
Piotr: Tak, tak, co do teściowej: pytaliśmy się nawet, czy będzie chciała nam dać na przykład jakieś błogosławieństwo, na co stwierdziła, że mamy do niej nie podchodzić bo będzie ryczeć. A już bardziej serio:

była taka rozmowa, gdy na pytanie „a po co wam to” odpowiedziałem: po to, że jak się obudzę to zawsze zobaczę tę samą gębę, że jak mnie będzie coś bolało to będę miał się komu wypłakać. Zaczęła wtedy ryczeć i powiedziała, że teraz rozumie.
Moja mama natomiast przez pewien czas uważała, że to… fanaberia, ale zmiana podejścia była szybka. Jeśli chodzi o ślub to nie było negatywnych reakcji, chociaż mam wrażenie, że gdyby to był ślub heteroseksualny to nie byłoby uwag takich jak „a po co”.

Jesteście ujawnieni w swoich miejscach pracy? Informowaliście o ślubie? W końcu należą się Wam wolne dni!
Piotr: Mało, że informowaliśmy, zapraszaliśmy! Będą delegacje. U mnie była taka sytuacja, że jak się szef dowiedział, a pracuję w korporacji, to biegał po firmie i pytał kto będzie w firmowej delegacji, bo on sobie rezerwuje miejsce. Nie ma żadnego kłopotu, problemu, ale wiem też, że pracuję w polskim oddziale amerykańskiej firmy, gdzie niedozwolona jest dyskryminacja i są wewnętrzne procedury.

To nie jest też takie oczywiste, że w polskich oddziałach otwartość firmy jest taka sama, jak za granicą.
Piotr: To prawda, ja akurat pracuję w dobrym miejscu. I u nas jest też wielu ujawnionych gejów. W poprzedniej firmie, dużo mniejszej, w której pracowaliśmy we dwoje też nie było z tym problemu.

Wesele: jak przygotowania?
Piotr: Nasz ubiór na przykład to niespodzianka, więc nie chcemy za dużo zdradzić.

Krystian: Ale będziemy podobni. Koszule kupione, muszki, specjalne z Nowej Zelandii, paski kupione, dziewczynki mają już też sukienki.

Piotr: Wesele jest w Warszawie, ale o tym powie więcej Krystian, bo to on wszystko załatwiał i za to go kocham, bo ja jestem straszna ciamajda.

Krystian: To prawda, ja rozsyłałem maile, szukałem ofert. Pisząc maile zawsze zaznaczałem, że to będzie nietypowe wesele, ale nie zdarzyło się, by to był dla kogokolwiek problem. A same przygotowania do wesela zaczęły się od znalezienia sali.

Piotrek: Ale, muszę się wtrącić, bo to ciekawe, że właściciel sali dowiedziawszy się o naszym weselu powiedział, że zrobił setki, czy tysiące wesel, w tym wielu celebrytów, polityków, ale takiego jeszcze nie miał i… zredukował cenę od osoby o 30 zł. Ja wiem, że ludzie w naszej sytuacji spotykają się czasem z niechęcią, ale przepraszam bardzo, nas nic takiego nie spotkało!

Krystian: No więc sala, potem od razu posadziłem gości przy okrągłych stolikach, chociaż co chwilę kogoś przesadzam (śmiech). Potem DJ…

Piotr: Dodam, chociaż nie wiem czy to istotne z perspektywy wesela dwóch facetów, czy dwóch kobiet, ale staramy się żyć uczciwie i umówiliśmy się z DJ-em tak, że opłaciłem nawet licencję ZAIKS.

Krystian: Potem tort. Tu była chwila zastanowienia, jakie kolory, wielkość, ale doszliśmy do porozumienia. Jeszcze odbiór garniturów, fryzjer już też umówiony, dla dziewczynek także i wszystko gotowe.

Piotr: Nie możemy się doczekać.

Muszę Was zatem zapytać o wspominane dziewczynki, wychowujecie dwie córki?
Piotr: Dzieci zawsze były moim marzeniem, zawsze chciałem je mieć, także w związku z zawodem, bo jestem z wykształcenia pielęgniarzem, ale problemem było to jak je posiadać. Uprzedzając pytania: moja najlepsza i najbliższa przyjaciółka, w sumie już rodzina, zaoferowała się, że te dzieci mi urodzi i zadeklarowała w sądzie, że dzieci będą przy mnie. Ja je bardzo długo chroniłem, by informacje, zwłaszcza w szkole, o niestandardowej rodzinie, którą posiadają, nie wpłynęły negatywnie. To się jednak zmieniło, gdy młodsza, Ada, poszła do zerówki (teraz ma 10 lat) i zrobiła nam niechcący coming out. Ada wbiegła do sali i podekscytowana krzyknęła, przy wychowawczyni: słuchajcie, drugi tata się wprowadza! Niektóre dzieci, nie wiem ile ich było, stwierdziły, że to jest jakieś nienormalne. I pani nauczycielka, z którą nigdy wcześniej nie rozmawiałem, wzięła dzieci na dywan i powiedziała im: nie życzę sobie dzieci byście tak mówiły.

Macie dwoje rodziców? I Adusia także, ją też kocha dwoje rodziców, i to najbardziej na świecie. I nie ma w tym nic dziwnego: niektórzy mają dwie mamusie, niektórzy dwóch tatusiów, inni mamusię i tatusia i takich jest najwięcej, ale nie ma w tym nic dziwnego. I od tego momentu staliśmy się na jakiś czas bardzo popularni!
Koleżanki starszej córki, Oli, a to przecież dojrzewająca dziewucha, bardzo często wpadały do nas w odwiedziny, żeby zobaczyć czy to normalny dom, czy normalnie je się gołąbki, normalnie wstawia pranie. Od tego momentu nie ma jednak problemu, to przeszło zupełnie naturalnie za sprawą młodszej córki. I przestaliśmy się też ukrywać z Krystianem.

A jak w ogóle dziewczynki podchodzą do Waszego wesela?
Krystian: Cieszą się bardzo.

Piotr: I są bardzo zaangażowane, będą podawać obrączki, odbierać prezenty, tańczyć, itd. Ze starszą nawet negocjowaliśmy, żeby zaprosiła swoją sympatię, ale to chyba jeszcze nie ten moment, poza serduszkami na Facebooku (śmiech).

Krystian: No ale są też negatywy.

Co masz na myśli?
Krystian: PMS… Dojrzewanie nas dopadło (śmiech)

Czyli mogę napisać, że najtrudniejsze dla Was jako tęczowej rodziny jest dojrzewanie dzieci?
Piotr: To chyba wszystkich rodzin jednak (śmiech)

Czego Wam życzyć?
Piotr: Żeby Krystian mnie nie zostawił, bo nie umiem bez niego żyć!

Krystian: Ale to miały być życzenia dla nas, a nie dla ciebie tylko!

Piotr: Ja powiem coś okropnego teraz: nam w życiu niczego nie brakuje, więc przede wszystkim zdrowia i żebyśmy wytrwali.

Krystian: I jak najmniej kłótni.
Magda Dropek Autor: Magda Dropek Redaktorka portalu Queer.pl, członkini zarządu Fundacji Równość.org.pl Współtwórczyni krakowskiego cyklu spotkań dyskusyjnych Klub Queer.pl, od 2012 roku zaangażowana w organizację festiwalu Queerowy Maj i krakowskiego Marszu Równości. Interesuje się kwestiami związanymi z feminizmem i teorią queer

PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (27)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Jass   dodane przez Facebooka 20.11.2016 22:20
Szczęścia i miłości
Kami   dodane przez Facebooka 19.11.2016 21:59
Wzruszyłam się :') Powodzenia kochani! Cudowna rodzinka!
atuxe (29) Opole 19.11.2016 11:31
Pewnego razu dostaliśmy ofertę pokazu na weselu partnerskim. Bardzo podobna sytuacja: ślub w innym kraju, a wesele w Polsce.
Oczywiście wystąpiliśmy. Od panów młodych dowiedzieliśmy się, że z powodu homofobii mieli duże problemy ze znalezieniem sali, florystki czy właśnie z wynajęciem grupy fireshow. Byli miło zaskoczeni, że ktoś się zgodził. A my byliśmy wielce zaskoczeni, że ktokolwiek odmówił.
Wesele odbywało się w małej miejscowości. Musieliśmy trochę popytać miejscowych, aby znaleźć adres:
- Przepraszam, gdzie tu jest dom weselny?
- Wy na wesele pe-da-łów? To tam."
Potem widzieliśmy, jak miejscowi błądzili koło bramy wjazdowej, wypatrując dziwów, które się nie wydarzyły.

Dlatego tym bardziej miło czytać, że udaje się zrobić parom homo wesela w Polsce bez większych problemów.
Cody   dodane przez Facebooka 19.11.2016 11:20
Super się czyta takie wywiady :)) Aż się łezka w oku kręci. Powodzenia życzę dla całe rodziny :))))
Monika   dodane przez Facebooka 18.11.2016 20:56
^ same rzetelne źródła ♥
Katarzyna   dodane przez Facebooka 18.11.2016 20:37
Łoooj, wesele wesele, po weselu smutek,
Bo żadnemu z młodych nie chce stanąć fiutek!
Oj dana, oj dana...

Mówiła mu matuś, coby był klerykiem,
A on za chłopcami, jak kotek za mlikiem!
Oj dana, oj dana... :D

(Życzyłabym sobie kiedyś w przyszłości wiejskich wesel z takimi przyśpiewki, błogosławieństwem rodziców i tradycyjnym polskim sojowym z kapustą)
Krystian   dodane przez Facebooka 18.11.2016 19:18
Żeby to jedno zdjęcie
Catherine   dodane przez Facebooka 18.11.2016 18:57
Félicitations à eux. Bonjour à la famille.
Adrian   dodane przez Facebooka 18.11.2016 17:20
Miłej, wspaniałej i udanej zabawy weselnej jutro w Warszawie życzę Piotrze i Krystianie i pozytywnych wrażeń podczas niej!!! Macie dwie wspaniałe córki i jestem bardzo dumny z tego, że je pięknie wychowujecie i udowadniacie, że tęczowe rodziny to coś pięknego i dzięki rodzicom tej samej płci dzieci wychowane przez tych rodziców mają szczęśliwe dzieciństwo, ciepło, dom, mają bardzo dobre warunki i nie dzieje się krzywda, są pozytywnie nastawieni, rozwijają się prawidłowo a umiejętności w wychowaniu dzieci przez pary homoseksualne są takie same jak wśród pary heteroseksualne a nawet wyższe!!! :) (Y)
Piotr   dodane przez Facebooka 18.11.2016 17:17
Pozwolimy :-)

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku