Z artystami środowisko ma problem. Zazwyczaj są silnymi indywidualnościami, wyrastającymi ponad otoczenie, a co za tym idzie, niesamowitymi egocentrykami, dbającymi o własną niezależność i oryginalność poglądów. Równocześnie często łudzą się, że nawet gdy zostaną gwiazdami, uda im się właśnie ową niezależność zachować (choć w istocie stają się zakładnikami swych fanów), a nawet całkowitą prywatność, co jest dziecinną wprost naiwnością. Być może właśnie owa urocza naiwność sprawia, że ogół społeczeństwa nie traktuje ich zbyt poważnie i skłonna jest wybaczyć im rozmaite wybryki.
- Witold Jabłoński -Tworzą dzieła wyjątkowe, unikatowe, dostarczające wielu ludziom niepowtarzalnej przyjemności, dlatego często toleruje się ich brak pokory i nonkonformizm. Kiedy jednak palną lub zrobią publicznie coś dla danego środowiska niewygodnego, biada im. Ci sami ludzie, którzy jeszcze przed chwilą się nimi bezkrytycznie zachwycali, gotowi są w jednej chwili zmieszać ich z błotem, stłamsić i wdeptać medialnie w ziemię. Cóż, artysta jest jak kobieta publiczna: sprzedaje obcym ludziom najintymniejsze tajniki swego wnętrza, działa więc bezustannie na granicy takiego ryzyka. Trzeba wyhodować sobie grubą skórę i stłumić wrodzoną wrażliwość, a także czasem, zanim powie się coś niepopularnego,
dobrze się zastanowić i najlepiej ugryźć w język albo nauczyć się trzymać go za zębami, pamiętając, że w razie czego każde słowo może być użyte przeciwko nam.Taka właśnie sytuacja przydarzyła się ostatnio
Renacie Przemyk, która w wywiadzie dla kobiecego portalu ośmieliła się skrytykować Parady Równości, używając przy tym dosadnych określeń. Jej zdaniem, większość kobiet i mężczyzn o orientacji homoseksualnej chciałaby żyć sobie spokojnie, nikomu nie wadząc, natomiast działacze LGTB (nazwani „pieniaczami”) wszystko psują, wywołując takimi ulicznymi prowokacjami tylko niepotrzebną agresję albo przynajmniej niechęć konserwatywnej części społeczeństwa. Wyznaję, że w tym co mówi znakomita i w moim odczuciu bardzo niedoceniona piosenkarka jest przecież jakieś ziarno prawdy. Przyznam, że widok wymalowanych facetów w szpilkach i rewiowych kostiumach wywołuje mocno mieszane odczucia i skłania do zastanowienia, czy takie publiczne występy drag queens pod hasłami wolności, równości itd. nie wyrządzają w gruncie rzeczy niedźwiedziej przysługi wyżej wspomnianym ideom. Powiedzmy bowiem całkiem otwarcie: który, nawet rozumny i światły, lecz heteroseksualny prawodawca przyzna prawo do adopcji dzieci facetom latającym po ulicy w sukienkach i publicznie obcałowujących się z innymi facetami? Oczywiste w tym wypadku skojarzenie homoseksualizmu z transwestytyzmem i transseksualizmem nie tylko potwierdza najbardziej wulgarne stereotypy, (typowe w naszym społeczeństwie mylenie pojęć rozpowszechnione nie tylko wśród „moherów”, ale także niestety, wielu ludzi po wyższych studiach), lecz bywa klasycznym strzałem we własną stopę i nie sprzyja wcale zwiększeniu tolerancji dla mniejszości seksualnych.
Podobnie mieszane odczucia miałem oglądając filmową biografię
„Wielki Liberace” („Behind the Candelabra”) ze znakomitymi rolami Michaela Douglasa i Matta Damona. Nieszczęsny Władziu (z matki Polki nb.) był niewątpliwym wirtuozem, a jednak jego porażająco zły gust (bardzo w duchu amerykańskim zresztą), wstrząsająco kiczowate kostiumy, pretensjonalne peruczki, mocno „przegięty” styl bycia połączone z niesamowitym wprost narcyzmem i megalomanią stanowią mieszankę dziś mało strawną, budzącą duży niesmak. Artysta ten jakby uparł się, by całą swoją postawą, zarówno życiową jak i artystyczną, potwierdzać najgorsze stereotypy funkcjonujące wśród homofobów. Jeśli bowiem do wyżej wymienionych „grzechów” dodamy korzystanie z usług młodocianych męskich dziwek, jawne w gruncie rzeczy utrzymywanie kolejnych utrzymanków, a do tego jeszcze ponury cień AIDS nad grobem, mamy praktycznie pełen katalog negatywnych cech tradycyjnie przypisywanych homoseksualistom. Z dzisiejszego punktu widzenia, jako gejowska ikona powinien być w zasadzie postacią, hm, nieco kompromitującą, do której lepiej się nie odwoływać. Artyści jednak, o czym pisałem wcześniej, funkcjonują na nieco odmiennych prawach niż zwykli ludzie. Przypomina się w tym momencie stary rosyjski dowcip: „Czy to prawda, że Czajkowski był homoseksualistą? Tak, ale nie tylko za to go cenimy”.
Z drugiej strony warto jednak zauważyć, że właśnie takie działania, często drastyczne i szokujące dla zacofanej konserwy, zmusiły elity wielu krajów do skorygowania przepisów prawnych w duchu postępowym i dzięki nim tak wiele już się zmieniło, nawet w naszym zapóźnionym kulturowo i mocno drobnomieszczańskim społeczeństwie. Dobrze pamiętam czasy, gdy o problemach homoseksualistów można było tylko szeptać w zamkniętych kręgach, nie istniały bowiem w oficjalnym obiegu politycznym ani nawet literackim. Obecnie o takich sprawach mówi i pisze się wprost.
To niewątpliwe osiągnięcie m.in. tak krytykowanych przez Renatę Przemyk „pieniaczy”. W końcu gdyby nie agresywne akcje „oszalałych” sufrażystek z przełomu XIX i XX w., w wielu krajach być może nadal nie przyznano by kobietom prawa wyborczego. Ludzie bowiem w większości wolą kroczyć utartymi ścieżkami i aby zmienić świat trzeba czasem nimi potrząsnąć, zmusić, by spojrzeli na samych siebie w inny sposób, odrzucili utarte stereotypy, jakie wtłoczono im do głów w procesie zachowawczej edukacji i takiej czy innej religijnej indoktrynacji.
W życiu artysty, zwłaszcza estradowego, ważny jest też nieustanny rozgłos, bezustanny lans, bo zapomnienie i obojętność to śmierć dla każdego twórcy. Wszystko jedno, jak to osiągniesz, byle o tobie jak najwięcej mówili. Niech potem piszą, co chcą, byle nie przekręcili nazwiska. Zawsze bardzo lubiłem piosenki Renaty Przemyk, ale pewnie nie napisałbym o niej felietonu, gdyby nie ta niefortunna wypowiedź. Nazwiska nie przekręciłem i wymieniłem je w tekście trzykrotnie, cel zatem został osiągnięty. Brawo, Pani Renato!
Jak strasznie naiwni są ludzie, którzy myślą, że równość społeczna się dzieje sama, że można w domu siedzieć i któregoś dnia sama się zrobi.
"Ludzie bowiem w większości wolą kroczyć utartymi ścieżkami i aby zmienić świat trzeba czasem nimi potrząsnąć, zmusić, by spojrzeli na samych siebie w inny sposób, odrzucili utarte stereotypy,..."
Chyba trzeba wstrząsnąć i zmusić pana Witolda to zaprzestania szerzenia stereotypów dotyczących artystów. Bo albo pan pisze o artystach albo o sprzedajnych show-robolach którzy wyrastaja jak grzyby po deszczu do których raczej Pani Renata się nie zalicza.
Aaaa żygać mi się che takim światem. Najlepiej komentują to słowa Andrzeja Dziuka
„Żyjemy w czasach , w których właściwie wszystko zostało zakwestionowane – nie ma już żadnej wartości, która by się ostała. Każda idiotka i każdy idiota mówią o tym, że oni się kochają, każda piosenka jest o miłości… Wszystko zostało zdegradowane… Właściwie już nie bardzo wiadomo, jak na taki świat reagować.”
Pan Jabłoński pisze o liberace jak sfrustrowana heteryczka nie czująca
magii kina i jego przesłania.Film ten daje dużo do myslenia i jest bardzo mądry.
Retryk
I też za pokazywanie gołych tyłków na paradach? (w Polsce oczywiście, nie w Berlinie - żeby nie było!)
,,W życiu artysty(..)ważny jest też nieustanny rozgłos, bezustanny lans, bo zapomnienie i obojętność to śmierć dla każdego twórcy.''
Nie wiedziałam, że taka osoba jak Pan Witold Jabłoński istnieje. Zaistniał Pan. Brawo. ;)
,,Artysta jest jak kobieta publiczna'' A pisarz nie zalicza się do grona twórców, artystów? ;)
po pierwszym zdaniu wiedziałem co będzie w kontynuacji
też nie lubię 'pieniaczy' :)