1944-1995
Był celebrytą w czasach, gdy tego pojęcia jeszcze nie było. Uznanie przyniosło mu tańczenie w Teatrze Wielkim, niezwykłą popularność – występy w telewizji i filmie, wyjazd do Paryża i tańczenie u Bejarta to spełnienie „amerykańskiego snu” o karierze. W Polsce szybko zapomniano o Gerardzie Wilku, jego przedwczesna śmierć właściwie nie została odnotowana.
- Krzysztof Tomasik -
Homoseksualizm wśród tancerzy był zawsze bardziej tolerowany niż w przypadku mężczyzn wykonujących inne zawody. Funkcjonowało to trochę na zasadzie „jawnej tajemnicy” o której się wiedziało, ale nie należało mówić. Witold Gruza, Stanisław Szymański, Wojciech Wiesiołłowski czy Gerard Wilk swego czasu cieszyli się uznaniem i popularnością, ale dziś ich nazwiska są w dużej mierze zapomniane. Niezauważone przechodzą kolejne rocznice ich śmierci, niewiele jest wspomnień. Nawet ogromne zainteresowanie mediów, którym od jakiegoś czasu cieszy się Krystyna Mazurówna, czołowa partnerka sceniczna Wilka, nie spowodowało renesansu jego osoby.
Podróż magiczna
Urodził się 12 stycznia 1944 w Gliwicach. W dzieciństwie jego pasją był rysowanie. Jak sam mówił, właściwie przez przypadek trafił do Szkoły Baletowej w Bytomiu, ale taniec szybko stał się jego pasją. Rodzice początkowo nie byli tym zachwyceni, pragnęli dla syna „prawdziwego” zawodu. Zdanie zmienili dopiero, gdy po raz pierwszy zobaczyli go na scenie.
W 1963 r. Gerard Wilk wystąpił na scenie Teatru Wielkiego w „Dafnis i Chloe” Ravela, dwa lata później tańczył w „Strasznym dworze” i „Halce” Moniuszki oraz jako Satyr w „Panu Twardowskim” Różyckiego. Od 1966 r. był już tam solistą baletu. Nikt nie miał wątpliwości, że objawił się wielki talent. Przez następne cztery lata zdobył pozycję prawdziwie gwiazdorską, tańczył partie solowe m.in. w „Jeziorze łabędzim” Czajkowskiego, „Don Kichocie” Minkusa, „Kopciuszku” Prokofiewa, „Hrabinie” Moniuszki. Swoistym uwieńczeniem jego polskiej kariery był Romeo w „Romeo i Julii”, którego zatańczył tylko na premierze.
Przekładaniec
Wyjątkowość Wilka polegała nie tylko na znakomitej technice i maestrii wykonania. Zwracał uwagę także wyglądem, nie przypominał dotychczasowych tancerzy, nie był zwiewnym efebem, tylko solidnie zbudowanym, owłosionym facetem z mocno zarysowaną szczęką. Nie ograniczał się do klasyki, mimo krytyki swoich pedagogów brał udział w licznych programach telewizyjnych i ówczesnych teledyskach, gdzie razem z Krystyną Mazurówną tańczył do takich przebojów jak „Kochać” Piotra Szczepanika.
Był wówczas na szczycie. Miał swoją publiczność, która przychodziła oglądać właśnie jego, a jednocześnie masową popularność zapewnioną przez telewizję. Grywał zarówno w krótkometrażowych filmach baletowych, jak i kinowych komediach. Można go zobaczyć jak tańczy z Mazurówną w dwóch filmach Stanisława Barei: „Małżeństwo z rozsądku” (1966) i „Przygoda z piosenką” (1968). W roli czysto aktorskiej wystąpił natomiast u Andrzeja Wajdy w „Przekładańcu” (1968).
Wilk i Mazurówna - „Przygoda z piosenką”:
Dalej, coraz dalej
Kochały się w nim nastolatki, ale zapewne także ówcześni geje. Wobec niewielu wspomnień - nie wiadomo na ile pod koniec 60. akceptował swoją orientację seksualną, czy miał partnera. Z kolegami homoseksualistami z baletu i teatru kilka razy spędził wakacje w Bułgarii, być może tworzyli coś w rodzaju grupy wsparcia. Aktor Witold Sadowy pisał o nim: „dowcipny, inteligentny, cieszący się życiem i duszący w ówczesnej rzeczywistości”. Czy wpływ na emigrację miał także przymus ukrywania homoseksualności, czy tylko potrzeba rozwoju artystycznego i przekonanie, że w Polsce osiągnął już wszystko?
Wyjechał w 1970 r., tuż po zakończeniu sezonu. Szybko dostał angaż u Maurice'a Bejarta (1927-2007), wówczas absolutnego guru światowego baletu. Został solistą Baletu XX wieku, którego siedziba mieściła się w Brukseli, tańczył w „Romeo i Julii”, „Święcie wiosny”, „Ognistym ptaku”, z tymi spektaklami jeździli po całym świecie. Bejart, sam homoseksualny, niezwykle kapryśny, często zmieniał tancerzy w swoim balecie, przy przyjmowaniu kierując się zresztą nie tylko talentem, ale także urodą. Wilk spędził w zespole sławnego choreografa aż 11 lat, co jest najlepszym świadectwem, że Bejart niezwykle cenił umiejętności Polaka, chociaż w czasie wieloletniej współpracy bywali w konflikcie.
Od nowa
Od Bejarta Wilk odszedł w 1981 roku. Miał 37 lat i jak mówił, dopiero wtedy zaczął żyć jak dorosły człowiek. Osiadł w Paryżu, zajął się pracą pedagogiczną. Szybko także w tej dziedzinie zaczął odnosić sukcesy, otrzymywał propozycje nauczania z wielu zespołów europejskich. Potrafił być ostry, ale skuteczny. Przeklinano go, wśród uczniów i uczennic miał pseudonim „Wilczyca”. Związał się z francuskim scenografem. Regularnie zaczął przyjeżdżać do Polski, gdzie także uczył, a pod koniec 1994 r. wyreżyserował w Teatrze Wielkim operę „Wether” Masseneta.
Nie odzyskał popularności, którą w Polsce cieszył się pod koniec lat 60. Zapewne wielu nie rozpoznało w siwiejącym panu w okularach dawnego idola nastolatek. Powstał jedynie godzinny film dokumentalny „Kilka razy zaczynałem od zera”. Szybko okazało się, że był to ostatni moment na rejestrację jego wspomnień. Gerard Wilk zmarł 28 sierpnia 1995 r. w Paryżu mając zaledwie 51 lat. W środowisku artystyczno-baletowym nikt nie miał wątpliwości, że umarł na AIDS. Polskie media nie poświęciły tej śmierci zbyt wiele uwagi. HIV/AIDS nigdy nie dorobił się tu twarzy, śmierci nawet znanych osób zostawały przemilczane. Tak stało się także w tym przypadku. Na początku przyszłego roku minie 70. rocznica urodzin Gerarda Wilka.
1. Przeczytaj artykul.
2. Zrozum tekst.
3. Przemysl.
4. Jezeli jeszcze nie rozumiesz wroc do punktu nr 1. Powtarzaj calosc az do skutku.