„XXL” to popularna powieść o seksualnych podbojach geja będąca jednocześnie homoerotyczną kroniką ćwierćwiecza. A może coś więcej?W ostatnich latach ukazało się sporo polskich powieści, których bohaterami są geje. A jednak takiej książki jak „XXL” Jacka Melchiora do tej pory nie było. Na czym polega ta nowość? Po raz pierwszy poznajemy
historię mężczyzny w średnim wieku. Pięćdziesięcioletni Wojtek opowiada nam całe swoje dotychczasowe życie. Ze szczegółami.
Bardzo łatwo poprzestać na tym co wyrażone wprost i uznać, że „XXL” to po prostu historia geja, który urodził się na początku lat 60. XX wieku w małym mieście, w związku z tym swój homoseksualizm odkrywał w latach 70., a jako student dekadę później zdążył zaliczyć seks na warszawskich pikietach, od legendarnego
„grzybka” na Placu Trzech Krzyży poczynając. Jednocześnie uczył się, pracował i przez cały czas miał kolejne przygody erotyczne. W latach 70. kochankiem był kolega ze szkoły, w latach 80. chętnych na seks poznawało się na pikiecie, potem nadszedł czas knajp, a wreszcie zaczął królować Internet. Tyle dzieje się w warstwie podstawowej, warto jednak zastanowić się czym przy okazji może być jeszcze ta książka.
Po pierwsze: historia Polski poprzez diwy i knajpyBrzmi to może zbyt patetycznie, ale bez wątpienia tak jest. „XXL” to historia Polski ostatnich kilkudziesięciu lat widziana z perspektywy geja. Siłą rzeczy inaczej rozłożone są tu akcenty, inne rzeczy są ważne niż w narracji ogólnie dominującej. W PRL-u Wojtek nie jest walczącym opozycjonistą, w III RP nie zastanawia się w czym nowy system jest lepszy od starego.
On po prostu żyje i... kopuluje, poza Solidarnością i PZPR-em. Stan wojenny będzie ważny, bo wtedy matka zastanie go w łóżku z facetem. Akcja „Hiacynt” dopadnie go, gdy będzie spędzać czas z kochankiem w klubie Sezam w Sopocie. W okolicach roku 1989 koleżanka zrobi sobie z nim dziecko.
Ważniejsze będą jednak inne wydarzenia, a najważniejszy kontakt z muzyką, poważną i rozrywkową. Można nawet odnieść wrażenie, że swego rodzaju różnienie się Wojtka od „całego świata” polega na uwielbieniu specyficznego rodzaju popkultury:
„- Ten mały musi być chory – stwierdza pewnego dnia ciotka Stefa na widok trzylatka zasłuchanego w 'Walcu Embarras'. […] Wyobrażam sobie, że ta Ambara uchroni mnie przed wszystkim, choć Wszystko jawi się dosyć mgliście”.
Zaczyna się więc od Ireny Santor, a potem będą kolejne diwy, polskie i zagraniczne, istotniejsze niż pierwsi sekretarze czy premierzy, to ich pochód będzie świadectwem, że mijają kolejne lata. Lata 60. to jeszcze
„Kleopatra z grubymi brwiami Liz Taylor”. Na początku lat 70. bohater przed lustrem będzie wcielać się w swoje ulubienice:
„Nie udaję tylko Maryli Rodowicz, bo mama nie ma jeszcze spódnicy bananówy, hitu roku 1973. Zresztą Maryla trochę za mało jest dla mnie damą. Co innego Sośnicka. Owinięty w kupon aksamitu, jeszcze niewyniesionego do krawcowej, zakładam zdumiewające niedzielne kapcie mamy, na szpilkach i z różowym puszkiem wokół palców. Figury to kluchowata Sośnicka może mi tylko pozazdrościć, na dietę przejdzie później, ale jest prawdziwą diwą. No i ten głos, i dramatyzm!”. Potem będą kolejne gwiazdy: Kalina Jędrusik, Liza Minnelli, Izabela Trojanowska, Kora, Beata Kozidrak, Edyta Górniak, Amy Winehouse, Adele i wiele, wiele innych.
Jeszcze ważniejsze jest oswajanie się Wojtka z własnym homoseksualizmem. Począwszy od szukania w szkolnej bibliotece co znaczy słowo „pedał”, poprzez odkrycie masturbacji i znalezienie obiektów seksualnych na ekranie:
„Jak mogłem nie zauważyć, że na pięknego hrabiego Essexa patrzyłem oczami rozkochanej królowej Elżbiety? Że zamiast zazdrościć ordynatowi Teleszyńskiemu 'Trędowatej' Starosteckiej, to jej zazdrościłem jego? Że podczas ostatniego pocałunku kochanków z 'Love Story' nie całowałem umierającej Ali MacGraw, lecz zrozpaczonego Ryana O' Neala?”.
Wraz z przyjazdem głównego bohatera do Warszawy na początku lat 80. rozpoczyna się swoista kronika najważniejszych miejsc spotkań homoseksualistów, począwszy od krążenia wokół słynnego „grzybka”:
„Zataczam koła wokół wiadomego placu i sam się już zataczam. Ze strachu, z przejęcia, ze zmęczenia. Na jedno okrążenie potrzebuję około kwadransa. Chodzę już tak jakąś godzinę i nie mam odwagi podejść pod blaszany kibel, którego nie sposób nie zauważyć”. Początkowe lęki szybko zostaną przełamane, wkrótce do „grzybka” dołączą opisy części swoistego
Szlaku Hańby: Brodłeju, czyli parku pod Pałacem Kultury i szaletów na Dworcu Centralnym.
Wreszcie przychodzi czas na knajpy:
„Do Lajkonika, pełnego zapitych dziwolągów, wchodzę tylko raz. Odstręcza mnie też Alhambra, w której dziesiątki hurys więdną w oczekiwania na swego szejka. Nie dla mnie pseudoluksusowy Ambasador, odświętny salon różnych Fifek i Lokówek, mistrzyń dyplomacji szeptanej”. Na szczęście jest jeszcze inny lokal –
Na Trakcie: „dowiaduję się, że na Krakowskim Przedmieściu jest całkiem cywilizowana knajpa, w której bywają swoi”. W latach 90. pojawią się nowe miejsca: Koźla Pub, Rudawka, Paradise (czyli
„Pederajs”), Utopia, Rasko, Toro... Ta kronikarska sumienność Melchiora w uwiecznianiu kolejnych gejowskich lokali jest bardzo cenna, szczególnie wobec tak wielkiej ich rotacji i często braku po nich śladu. Dlatego wybaczyć można nawet pewne nieścisłości, jak błędne umieszczenie czasowe
Fiolki, jednej z najważniejszych knajp z początku lat 90. pod koniec tej dekady.
Po drugie: powieść z kluczemChociaż w wywiadzie dla „Repliki” Melchior mówił:
„To nie jest moja historia”, aż prosi się, żeby „XXL” przeczytać jako powieść z kluczem. Chodzi nie tylko o to, że tytułowy bohater pod wieloma względami przypomina autora, a pismo Tygodnik w którym pracuje to, wypisz wymaluj „Wprost” z którym przez wiele lat był związany. Także inne postacie przypominają osoby realnie istniejące, choćby Grzegorz ewidentnie kojarzy się ze znanym komentatorem politycznym (
„Gdy Mazowiecki zostanie premierem, Grzegorz, już profesor, będzie częstym gościem w telewizji, rozprawiając o wolności i demokracji”). Nie bez znaczenia są także pojawiające się na drugim i trzecim planie osoby znane w społeczności LGBT, choćby niezapomniany Pavarotti prowadzący karaoke w dyskotece Paradise czy słynna
drag queen Żaklina (
„Żaki, artystka totalna, idealnie wyczuwa potrzeby swej publiczności. Z długimi, białymi włosami wygląda jak stara Violetta cierpiąca na obżarstwo”).
Po trzecie: gej z PRL-u
Wreszcie „XXL” to także świetny zapis pewnej
PRL-owskiej mentalności (pytanie zresztą na ile świadomie uchwycony). Chociaż Wojtek tylko dwadzieścia kilka lat spędza w rzeczywistości sprzed '89 roku, właśnie tamten czas go kształtuje i wpływa na wszystkie późniejsze decyzje. Zapewne życie nie wszystkich gejów wychowanych w PRL-u tak wyglądało, ale jest w tej historii coś niesamowicie charakterystycznego. Dorastając w sytuacji w której homoseksualizm nie jest stale obecny w przestrzeni publicznej, Wojtek początkowo tęskni by poznać podobnych do siebie ludzi. Gdy okaże się to możliwe, znajomości zostaną zredukowane tylko do seksu.
Zapewne przedstawiona w książce sytuacja to pewne ekstremum, bohater nie tylko nie chce i
nie potrafi zbudować z drugim facetem związku, ale nie ma nawet przyjaciół, koleżanek, nikogo bliskiego z kim mógłby porozmawiać czy miło spędzić czas (trudno za kogoś takiego uznać matkę, która zbudowała własny wizerunek ukochanego syna mający niewiele wspólnego z rzeczywistością). Niezmiernie znaczące, że chociaż
dla Wojtka homoseksualizm jest tak strasznie ważny (być może najważniejszy), ta sfera życia pozostanie na zawsze ukryta, nie może być mowy nie tylko o coming outcie, ale w ogóle poruszeniu tematyki gej-les w przestrzeni publicznej. Dlatego pisząc w znanym tygodniku Wojtek nie zdaje sobie sprawy, że w ten sposób ma wpływ na obowiązujący dyskurs, nie będzie więc próbował choćby przemycić tego wątku.
„W Tygodniku zajmuję się kulturą, a pedałami po pracy” - wyznaje w pewnym momencie, chociaż jedno nie wyklucza drugiego, a „kultura pedalska” ma się już wówczas całkiem dobrze, także w Polsce.
Paradoks polega na tym, że chociaż bohater bardzo szybko zaczyna korzystać z osiągnięć emancypacyjnych LGBT (
knajpy, portale, czat), jednocześnie w jakiś sposób nie załapuje się na gejowską emancypację, mentalnie pozostaje w PRL-u. Świadczy o tym niezauważenie powstania ruchu gej-les na początku lat 90., w „XXL” nie istnieją branżowe pisma (
„Filo”, „Inaczej”, „Okay”) czy organizacje (
Lambda, KPH), a
Parada Równości pojawi się dopiero, gdy zostanie po raz drugi (!) zakazana przez Lecha Kaczyńskiego. Siłą rzeczy Wojtek nie jest też w stanie zrozumieć znaczenia takiego gestu jak możliwość trzymania się za ręce na ulicy:
„Żebym chociaż chciał z kimś chodzić za rękę po ulicy? Ale nie zamierzam. Nie po to poznaję chłopaków. I w ogóle nie rozumiem co ludzie widzą w tym trzymaniu się za ręce”. Kto następny?Uznając „XXL” za świetny zapis pewnego typu mentalności polskich gejów, trudno nie zauważyć, że nie jest to książka wolna od błędów. Nie dziwi u debiutanta brak pisarskiej dyscypliny, Melchior w pewnym momencie zaczyna niepotrzebnie mnożyć kolejne historie, które nic już nie wnoszą do historii ani wiedzy o głównym bohaterze, a jedynie rozdymają powieść do blisko sześciuset stron. W ogóle im bliżej końca, tym częściej książka zwyczajnie nuży. Uwagi o niedawnej sytuacji społeczno-politycznej Polski są banalne, a psioczenie na głupich pedałów, którzy nie docenili „łebskości” Jana Pawła II wręcz żenujące (to zdanie podziela zresztą sam autor, o czym świadczy wywiad w „Replice”). Swym schematyzmem rozczarowuje także zakończenie w którym zbliżający się do pięćdziesiątki zdeklarowany erotoman, wreszcie zakochuje się monogamiczną miłością, oczywiście w „wyjątkowo dojrzałym jak na swój wiek” osiemnastolatku, którego „wyprowadza na ludzi”.
O komercyjne powodzenie „XXL” jestem spokojny. Sprawnie napisana powieść z licznymi opisami seksualnych przygód Wojtka z pewnością znajdzie wielu amatorów. Mam nadzieję, że jej sukces zachęci inne osoby homoseksualne w średnim i starszym wieku do opisania historii swojego życia. Oby wśród nich znaleźli się także geje aktywni nie tylko w seksie, ale także ruchu LGBT.
Jacek Melchior „XXL”, Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa 2012.
gdyby wstawili jeszcze zdjęcia obok opisów i dodali film porno gratis, to sprzedaż była by jeszcze lepsza...