Związki partnerskie. Pary jednopłciowe. Porozmawiajmy. Tak dobrze nam, Polakom, to wychodzi. Porozmawiajmy. Wszak to bezpieczniejsze od działania. Porozmawiajmy, bo rozmowa do niczego nie zobowiązuje, a może sprawić pozory mnietoobchodzizmu. Wszak pozory to polska dyscyplina narodowa.Tak przynajmniej
przekonuje minister cyfryzacji, Michał Boni. Sugeruje, że rząd winien zajmować się kwestiami ważnymi z punktu widzenia dobra publicznego, a nie "maszerować z najbardziej kontrowersyjnymi flagami". Słusznie. W końcu interes milionów par nie jest ważny w świetle np. rosnących wydatków na biura poselskie. Są rzeczy ważne i ważniejsze, a ludzie równi i równiejsi. Poza tym kontrowersja wymaga nie tylko odwagi, ale i pracy, a ani jedno, ani drugie nie jest zbyt dobrze znane naszym politykom. Zresztą o czym tu mowa? Tabu to wspaniała rzecz, a zaprzeczenie to bardzo wygodny mechanizm obronny. Co ciekawe, Boni swą ostrożność tłumaczy tym, że jest zwolennikiem rozwiązań akceptowanych społecznie. No, tak, w końcu stałe podwyżki podatków czy wydłużenie wieku emerytalnego do niemalże stu lat to rozwiązania szeroko akceptowane społecznie!
W zeszłym roku Boni
również namawiał do dyskusji, bo - jak stwierdził - PO nie jest po lewej stronie, a w centrum, w związku z czym trzeba uszanować poglądy różnych polityków. Cudownie, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że temu panu umknął fakt, że politycy mają reprezentować interes kraju, a nie swój własny. W interesie kraju leży natomiast troska o obywatela i uwzględnienie także - a może przede wszystkim - mniejszości. Tym bardziej, że niektóre mniejszości są zwyczajnie duże.
W podobnym tonie
wypowiedział się poseł Schetyna, który zauważył, że tego typu projekty "antagonizują PO", ale nie tylko, bo również mogą prowadzić do... nadużyć z fikcyjnie zawieranymi związkami celem, załóżmy, uniknięcia podatku od spadku. Po tak, zdawałoby się, rozsądnej osobie spodziewałbym się większej wyobraźni. Lub mniejszej krótkowzroczności. Jeśli poseł Schetyna myśli, w chwili obecnej nie ma małżeństw zawieranych dla korzyści finansowych, to jest w wielkim, przeogromnym wręcz błędzie. Lub jest wyjątkowo naiwny, ale wtedy szybciutko powinien pozbyć się mandatu poselskiego i podjąć pracę np. jako wychowawca w przedszkolu. Bo taka niezaradna naiwność jest urocza.
Niestety, dwa projekty ustaw o związkach partnerskich legły w gruzach
dzięki konserwatystom z PO właśnie. Z tego samego PO, które jeszcze niedawno zapowiadało zmiany na tym gruncie. Zapowiadało i obiecywało. Jak zwykle jednak obiecanki cacanki, a głupiemu obywatelowi nadzieja przed i gorycz po wyborach. Konserwatyści maści i płci (ale i zapewne orientacji seksualnej) wszelakiej boją się, że taka ustawa zagrozi instytucji małżeństwa, co jest niedorzeczne z jednej prostej przyczyny: ustawa o związkach partnerskich ma prawnie chronić pary jednopłciowe i zapewnić im zwyczajne, ludzkie minimum praw człowieka, a nie dawać przywileje czy ograniczać prawa innych, jak niektórzy mylnie i bezpodstawnie (vide inne kraje) sądzą.
A żeby te wszystkie rozmowy mijały w iluzji działania, PO rzuciło wygłodniałym i złym obywatelom zamydlacz w postaci
projektu zmian w Kodeksie karnym dotyczącym mowy nienawiści. Cóż to oznacza? Ano to, że artykuł 256 poszerzono by o "przekonania" oraz "naturalne cechy osobiste", na które - zdaniem PO - składają się m.in. płeć, orientacja seksualna czy stan zdrowia. Wszystko pięknie brzmi i tak też wygląda przez pierwsze 30 sekund, później przychodzi refleksja i trwoga granicząca z przerażeniem, bo to wcale nie zamydlacz ani pocieszenie utrapionych. To perfidny koń trojański, bo skoro w Polsce homoseksualizm czy biseksualizm niesłusznie, ale nadal uważa się za schorzenie bądź zaburzenie, to taki zapis jedyne usankcjonowałby nietolerancję. Dosłownie.
Zatem dyskutujmy. Długo, bo może w końcu te geje i lesbijki wymrą i problem rozwiąże się sam (czy tam z bożą pomocą - wersja dla ludzi religijnych). Działanie? Nie, bo i po co? To takie niewygodne, niesie ze sobą niewygodę myślenia, pracy, wysiłku, a poza tym jest jeszcze tyle do przedyskutowania...!
Marcel Kucaj – z wykształcenia tłumacz, redaktor, wkrótce także psycholog kliniczny SWPS. Prywatnie
blogger, dawca cynizmu, pacyfikator, nosiciel optymizmu i przyszły Kanadyjczyk.
Wkurza Cię to, że dokładnie 43 lata po Stonewall polscy politycy uwalili oba projekty ustawy o związkach partnerskich? Dołącz do nas na Facebooku, przyjdź na sobotnią demonstrację w Warszawie, podpisz petycję!
Dzięki. Ostrzej sobie poczynam, ale na blogu. :) Wierzę jednak, że należy oczekiwać czegoś więcej, ale przede wszystkim działać, by mogło być lepiej. Samo z niczego nic się nie bierze, ale upór drąży skałę!