"Ten projekt już antagonizuje PO, a z drugiej strony minister finansów przestrzega, że mogą być nadużycia związane z zawieraniem fikcyjnych związków, żeby np. nie odprowadzać podatku od spadku. Myślę, że w tej kadencji Sejmu odbędzie się dyskusja na ten temat, ale na uchwalenie projektu jest jeszcze chyba zbyt wcześnie" - powiedział o ustawie o związkach partnerskich w rozmowie z "Gazetą Wyborczą"
Grzegorz Schetyna. W zeszłym tygodniu minister Administracji i Cyfryzacji, Michał Boni,
powiedział gazecie, że o związkach "lepiej dalej dyskutować".
Pod koniec czerwca zeszłego roku odbyło się
spotkanie z Grzegorzem Schetyną - wtedy jeszcze Marszałkiem Sejmu, podczas którego złożono na jego ręce apel o rozpoczęcie prac nad ustawą o związkach partnerskich. Polityk obiecał, że projekt ustawy nie skończy w zamrażarce i że odbędzie się czytanie. Dwa tygodnie później już było wiadomo, że
do czytania nie dojdzie, projekt skierowano do prac w komisji, które z powodu zakończenia kadencji Sejmu nie zostały dokończone. "Jestem za tym, żeby o tym debatować, powinniśmy podjąć ten temat, nie uciekać od niego, jest to temat na czasie, temat ważny" - powiedział wtedy Schetyna zapytany o losy ustawy o związkach partnerskich.
W najbliższą sobotę, 7 lipca, o godz. 14.00 na Placu Zamkowym, grupa "Miłość Nie Wyklucza" organizuje demonstrację pod hasłem "Mamy dość! Żądamy ustawy o związkach partnerskich!"(md)
no, to w takim razie należy rozwiązać instytucję małżeństwa. bo przecież dzięki małżeństwu można ułatwić zdobycie obywatelstwa, ulgi podatkowe itepe.
bulszyt jakich mało, panie schetyna.
skoro nie jesteśmy pierwszym krajem na świecie, albo chociaż w europie, chcącym wprowadzić takie regulacje, to naprawdę nie jest za wcześnie.
a za kilka lat będzie za późno.
Bo każdy gej z wielkiego miasta jest tak bogaty jak Kulczyk. Samo mieszkanie w wielkim mieście sprawia, że obrastam złotem. Wczoraj wytapetowałem sobie toaletę akcjami Orlenu, bo mi się to niepotrzebnie walało pod nogami.
No moi drodzy, filozofii w tym nie ma, prawica jest populistyczna. Lewica tak samo tzn RP i SLS (wyłączając wielu działaczy!) Polski rząd jest już sam w sobie korporacją- rządzi się prawami które z demokracją nie mają absolutnie nic wspólnego. Może i było kiedyś gorzej bo ludzie lądowali w więzieniach albo gorzej ale żeby prosto w twarz walić takiej farmazony.
Osobiście nie chciałbym powrotu lewicy do władzy, dlatego życzyłbym sobie, żeby ten sztandarowy postulat polskiego LGBT wszedł w życie jeszcze za tej kadencji.
Jeżeli uważasz, że większość SLD w Sejmie byłaby gwarantem przepchnięcia ustawy o związkach przez Sejm to jesteś w błędzie - to mniej więcej ten sam poziom co PO z tą różnicą, że bardziej konserwatywny.
Dziwnym trafem to SLD'owski Senat był jedynym organem ustawodawczym, który związki przepchnął - w roku 2004 (skończyły w zamrażarce zakochanego dziś w Komorowskim Cimoszewicza)
Wynika z Twojej wypowiedzi, że SLD było za, a przeciw jedynie Cimoszewicz. Cimoszewicz marszałkiem był ostatni rok trwania koalicji. Nie słyszałem aby jego decyzja spotkała się z krytyką np Millera.
Za to, żeby nie szukać daleko, za tego właśnie SLD, ministerstwem oświaty władała niejaka Łybacka Krystyna. Za jej władzy podręczniki do wychowania w rodzinie zawierające treści na poziomie katolickiej propagandy, a więc niezgodne z prawdą i rozsądkiem, w których to można było wyczytać że homoseksualizm jest zboczeniem. Nie mam siły teraz wymieniać wszystkich win Millerowego SLD ale od tamtej kadencji więcej na SLD nie zagłosowałem i nie zagłosuje. Nawet jakby stali w szrankach 1:1 z ludźmi od rozbitego samolotu.
A przepchnięcie projektu Ustawy przez Senat, było w znaczącej części zasługą osób, które już od dawna w SLD nie są.
PO leci w kulki. O prawicy nie ma sensu się wypowiadać. PD nie ma szans by dostać się do sejmu, okazuje się, że jedyną nadzieję jest RP...
Osobiście nie chciałbym powrotu lewicy do władzy, dlatego życzyłbym sobie, żeby ten sztandarowy postulat polskiego LGBT wszedł w życie jeszcze za tej kadencji.
Jeżeli uważasz, że większość SLD w Sejmie byłaby gwarantem przepchnięcia ustawy o związkach przez Sejm to jesteś w błędzie - to mniej więcej ten sam poziom co PO z tą różnicą, że bardziej konserwatywny.
Dziwnym trafem to SLD'owski Senat był jedynym organem ustawodawczym, który związki przepchnął - w roku 2004 (skończyły w zamrażarce zakochanego dziś w Komorowskim Cimoszewicza)