Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Czwartek, 05.01.2012 00:00

Otwarcie się na Innego

Podziel się Tweetnij Skomentuj (1)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (1)

Fragmenty wywiadu rzeki z Pankowskim

Nam wieczna w polszczyźnie rozróba! Marian Pankowski mówi to wywiad rzeka i monografia twórczości w jednym tomie – istna encyklopedia dla wielbicieli i poznających dopiero Mariana Pankowskiego. Szczera rozmowa z mistrzem z Sanoka okazała się ostatnim, wymownym jego utworem. Portretem wyjątkowego artysty z czasów młodości, męskiej dojrzałości i wieku senioralnego. Tom zawiera bezcenne autokomentarze, rubaszne wyjaśnienia i poruszające dygresje – przypisy do życia i dzieł wszystkich: od juwenilnych wierszy i poematów, przez dramaty i prozy, po sylwy ostatnie. Do książki dołączono audiobook, na którym Marian Pankowski czyta wybrane fragmenty swoich utworów powstałych między 1938 a 2010 rokiem.

Nam wieczna w polszczyźnie rozróba! Marian Pankowski mówi to wywiad rzeka i monografia twórczości w jednym tomie – istna encyklopedia dla wielbicieli i poznających dopiero Mariana Pankowskiego. Szczera rozmowa z mistrzem z Sanoka okazała się ostatnim, wymownym jego utworem. Portretem wyjątkowego artysty z czasów młodości, męskiej dojrzałości i wieku senioralnego. Tom zawiera bezcenne autokomentarze, rubaszne wyjaśnienia i poruszające dygresje – przypisy do życia i dzieł wszystkich: od juwenilnych wierszy i poematów, przez dramaty i prozy, po sylwy ostatnie. Do książki dołączono audiobook, na którym Marian Pankowski czyta wybrane fragmenty swoich utworów powstałych między 1938 a 2010 rokiem.

Przedstawiamy fragmenty książki, w których pisarz opowiada Piotrowi Mareckiemu o "Rudolfie", swoich kontaktach z homoseksualistami, rewolucji seksualnej w 1968 roku i otwarciu się na Innego. "To historia niezwykłej znajomości Polaka i Niemca zainspirowana prawdziwą historią, która przydarzyła się Pankowskiemu. To opowieść o zderzeniu kultury z naturą, geja z heterykiem, ale także analiza polskości i zapis pewnego typu homoseksualizmu, który wytworzył się w toku emancypacji na Zachodzie Europy" – pisał na naszym portalu o "Rudolfie" Krzysztof Tomasik.


Po 1968 roku w oficjalnym dyskursie pojawiły się głosy dotąd dyskryminowanych: homoseksualistów, kobiet i mniejszości etnicznych. Artyści zareagowali na te zmiany natychmiast. Wydaje mi się, że dotyczy to również pańskiej twórczości. W tamtym czasie powstały teksty takie jak "Brandon" czy "Rudolf", które nie miały szans zaistnienia w polskiej kulturze — oddziaływanie roku sześćdziesiątego ósmego ze względu na żelazną kurtynę było w Polsce znikome. Znamienne wydaje się również to, że przemiany te nie wzbudziły zainteresowania emigracji. Procesy emancypacyjne zaczęły się w Polsce dokonywać bardzo późno, ale pan konsekwentnie szedł za zmianami zachodnimi, czego najlepszym przykładem jest chyba "Rudolf". Pisał pan ten utwór w latach siedemdziesiątych i jest on efektem spotkania przez pana autentycznego Rudolfa. Kiedy to było?
To było spotkanie przypadkowe, ale bardzo ożywione i długotrwałe dzięki ciekawości i sympatii obu rozmówców. Dla niego - byłego wehrmachtowca i homoseksualisty, który wychowywał się w Polsce - ten przystojniak Polak, który był w niemieckim obozie koncentracyjnym, musiał być interesujący. To wszystko wyjątkowo dobrze pasowało do siebie, więc przedłużyliśmy kontakt. Była cała seria listów, rozmów i wzajemnej szczerości, bo Pankowski nie tylko otrzymał pamiętnik intymny tego Niemca, ale tak, jak posyłałem panu moje dokumenty dotyczące Rudolfa, tam są też listy i jest oczywiście opis jego życia, które zostało mi opowiedziane przez niego samego.

Pańska literatura w dużej mierze przybiera postać dialogu, rozmowy. To jest bardzo bachtinowskie - różne głosy spotykają się na poziomie słowa czy zdania, co odzwierciedlane jest również w polifonicznej formie. Podstawą wielu pańskich tekstów są listy. Pierwsze listy Rudolfa, które pan cytuje, pochodzą z 1971 roku. Raptem trzy lata po sześćdziesiątym ósmym roku, a już w pana twórczości takie ogromne otwarcie się na Innego.
Sądzę, że nie można zapominać w tym wypadku o tym, że tak łatwe przyjęcie tej rewolucyjności, tego chaosu pełnego nadziei, wynikało z faktu, że obserwował go i niemalże uczestniczył w nim sanoczanin wychowany między Żydami, Ukraińcami i Polakami: w Sanoku nie było Innego, a na pewno dla rodziny Pankowskich nie było Innego. W Paryżu właściwie wszystkie ruchy skierowane były przeciw Innemu, czyli kapitałowi, bogaczom, autorytetom, dogmatom - to było dla nich „inne” i to chcieli wyrugować, zniszczyć, poniżyć, żeby odnaleźć godność, której dorośli im odmawiali. Nikt nie był księdzem, ale wszyscy żyli na klęczkach, nikt nie był oficerem, ale wszyscy odbywali służbę wojskową, na uniwersytetach profesorowie karcili, poniżali studentów, traktowali ich jak barany - to wszystko było wyrazem nierówności, która bolała. I dlatego też tak mnie cieszyły te zrywy i bunty, bo przypominałem sobie tych chłopów niosących sałatę w stronę Sanoka, żeby ją tam sprzedać, których żołnierze zatrzymali i rozstrzelali. Krzywdy, których doznawałem ze strony policji w Polsce, i przeżycia moje w czasie służby wojskowej - to wszystko się zsumowało. Tak więc podświadomie korzystałem z tego buntu paryskiego. Sam taki nie byłem, ale utożsamiałem się z nimi; to nie było przemyślane, ale to było jakby moje wejście w szeregi - myślą czy utopią. Byłem nieśmiały, być może, tchórzliwy, ale byłem z nimi. A mogłem z nimi być dlatego, że byłem z nimi już jako dziecko, chłopak czy młodzieniec żyjący w tym trójjęzycznym Sanoku.

Rudolf pisze do pana: „Zbliży nas wspólna wiara w prawo do niezależności wyobraźni, do realizowania wszystkich marzeń duszy i krwi”. Krytycy na różne sposoby interpretowali pańską powieść. Książka ta, podobnie jak "Matuga", uznawana jest za powieść inicjacyjną, ma jednak bardzo przewrotną konstrukcję: w powieści inicjacyjnej mamy zwykle do czynienia z wtajemniczeniem młodego bohatera w sferę seksualności czy też w historię, natomiast w "Rudolfie" wtajemniczenie - w inność - dotyczy dorosłego człowieka, Polaka po rozmaitych przejściach. Inicjator, wprowadzający bohatera w świat inności, ma do niego nieco szydercze nastawienie i - w ogólnym wydźwięku powieści - wprowadza go w coś niemoralnego. Ta powieść jest wtajemniczeniem w dyskurs Innego, Rudolf jest bowiem fgurą Innego.
Niejeden czytelnik stwierdził, a niejeden krytyk o tym doniósł, że argumenty narratora Polaka nie są przekonujące — jak gdyby autor pozwalał Rudolfowi wygrywać pewne starcia w tej dyskusji, żeby Rudolf nie był do końca pokonany. Nie wiem, czy Rudolf pragnie wprowadzić Polaka w swój świat, ale kilkakrotnie powtarza: „Pan jeszcze młody, pan mógłby jeszcze żyć” — być może, patrzy wtedy na narratora z sympatią. W listach do Pankowskiego Rudolf stwierdza, że właściwie do tej pory nikt nie wysłuchał jego ufnych słów, jego zwierzeń jak najbardziej intymnych. Ważne jest przy tym to, że on nie opowiadał o sobie, broń Boże, z jakimś żalem — przeciwnie: on triumfował, on parskał śmiechem do tych zdarzeń, które przeżył, będąc młodzikiem. Autor proponuje mu, żeby to opisał, że to są niesłychane rzeczy. A on odpowiada mu, że ma to gdzieś. Narrator Polak trafił na człowieka, który ma to wszystko gdzieś, całą literaturę. Marzy tylko, żeby „przeżyć to znowu”. Narrator Polak ma do czynienia z kimś, kto nie potrzebuje ani pomocy, ani zrozumienia, tylko cieszy się, że trafił na faceta, który słucha go grzecznie i właściwie nie zaprzecza. Narratorowi marzy się, żeby Rudolf po tych dworcowych latrynach wrócił do jakiegoś życia, ale zdaje sobie sprawę — a wraz z nim także czytelnik — że to lipa, że Rudolf sam w to nie wierzy, bo takie jest życie i nie można go w żaden sposób korygować, bo to byłaby poza bez wartości.

Rudolf jest w powieści przedstawiony jako „wilk łysiejący”, człowiek chciwy i pożądliwy, pisze pan na przykład o jego „bezczelnie uśmiechniętym oku” - na różne sposoby ukazując jego przewagę nad narratorem. Polak łatwo może paść jego łupem, ponieważ fascynuje go, pociąga ta inność, odmienność Rudolfa. Podmiotowość i tożsamość narratora - heteroseksualnego Polaka, byłego więźnia obozów koncentracyjnych — pod wpływem fascynującej inności Rudolfa — homoseksualnego Niemca, żołnierza Wehrmachtu — rozsypuje się.
Może „rozsypuje się” to za mocne słowo, ale na pewno porowacieje ze względu na siłę argumentów Rudolfa.

Polak otwiera się poprzez farmację inności, co prowadzi do naruszenia jego tożsamości.
W powieści mamy swego rodzaju falowanie, wpływanie jednego dyskutanta na drugiego - oni siebie nawzajem odkrywają. Obaj przesuwają pionki tak, jakby to była gra w szachy. Nie ma żadnego lekceważącego machania ręką: „Co on tu pieprzy?”. Obaj wyobrażają sobie człowieka zmysłowego, z tym że u Rudolfa te zmysły są rozpętane, uwolnione, natomiast u narratora Polaka nadal obowiązują pewne dogmaty, moralność katolicka, świadomość grzechu i spowiedź u pana księdza.



Rudolf mówi: „a Pan widzi… co z Panem zrobili… matka, szkoła i księża!…”. A w innym miejscu: „Znowu, Drogi Panie, ta kultura… te trzeba-należy-nie-wypada-ukłoń-się-wyprostuj-siądź-podziękowałeś?”.
Właśnie o to chodzi. Sylwetka Polaka była niemalże wyrzeźbiona tymi nakazami i zakazami.

Polak uświadamia sobie, że nie ma tego, co ma Rudolf: otwarcia na ciało, zmysły, pełnię życia.
Przypuszczam, że on się otwiera, ale ambicja nie pozwala mu na wyrzeczenie się własnej tożsamości pod wpływem Rudolfa. Raczej odgrywa przed nim pewną rolę, stara się go przekonać, że mu ulega. Autor zaopatrzył Polaka w słabszą broń niż Niemca: Rudolf ma argumenty, jest pewny siebie, bo ma przewagę, jest górą - a Polak właściwie tylko się broni.

Do tego dochodzi poziom konfrontacji ich statusu: po jednej stronie mamy żołnierza Wehrmachtu, po drugiej Polaka, który był więźniem kacetu. Ociera się to wręcz o sadomasochizm.
Myślę, że Rudolf nigdy nie był oprawcą, katem, nie był członkiem jakiejś czynnej kompanii, należał raczej do rezerwy, z której tacy starsi panowie jak on byli powoływani do wojska. Wcześniej był takim szczęśliwym kochankiem, z bogatej rodziny, którego rodzice wysłali na studia do Zurychu, a potem do Paryża, który żył z pieniędzy od rodziców, jak Słowacki od matki.

Narrator mówi w pewnej chwili do Rudolfa o Polakach: „oni tam tylko bogactwo cenią… i bohaterstwo…”. I dalej, Rudolf: „Ci Polacy, tak się zachowują, jakby wszyscy bez wyjątku żyli na koniach… A z konia można tylko rozkazy wydawać, szablą głowy Turków do wiedeńskiej kawy strącać”.
Panie Piotrze, kto tak dzisiaj potraf pisać? Nikt.

To prawda. Ta powieść ma właściwie trzech bohaterów, bo poza Rudolfem i narratorem Polakiem jest jeszcze jego matula, która cały czas powtarza: „Dziecko, czy ja cię tego uczyłam?”.
Ale przychodzi moment, kiedy narrator Polak wyobraża sobie spotkanie swojej matki z Rudolfem i zastanawia się, jakie kwiaty by jej przyniósł. A Rudolf prostuje: „Pańskiej matce ja bym przywiózł róże… od rzeźnika, wie Pan, mięso i krew, że takim bukietem ogłuszysz”. Rudolf jest podobny do matki, bo oboje są zmysłowi, a ten synek mamin jest między nimi. On jest poetą, a oni spoglądają nań z pełnym politowania uśmiechem na ustach, bo znają życie i jego wymiar zmysłowy.

Niezwykłe są te momenty paryskie. Bohater Polak jedzie do stolicy Francji, żeby zobaczyć to, o czym opowiadał mu Rudolf. Nieco przypomina to pańskie własne wyjazdy do Paryża, kiedy bywał pan w paryskiej „Kulturze” — to przecież właśnie w Paryżu po raz pierwszy zetknął się pan ze skatologią, kiedy pewnego razu w szalecie publicznym czytał pan i spisywał napisy umieszczone na ścianach. Wspominał pan o tym niejednokrotnie.
Wysiadłem pewnego dnia na Saint-Lazare, skąd odjeżdżał autobus do Maisons-Laftte. Tylko we Francji to widziałem: ogromna sala, gigantyczna latryna z wielkimi ścianami, po których ściekała woda, a wyżej widniały dziesiątki napisów, jakie można było spotkać w polskim piśmie „Inaczej”. To był kurier z wypowiedziami homoseksualistów podpisanymi inicjałami. Napisy czasem brutalne, czasem urocze, wraz z dokładnym czasem, w którym ktoś się pojawi, że trzymać będzie „Figaro” dla rozpoznania. Uderzyło mnie to, więc spisałem niektóre z tych napisów - jakbym wiedział, że wykorzystam je w jakimś tekście. Kiedy spoglądam na to z dzisiejszej perspektywy, to wydaje mi się, że to zdarzenie w jakiś sposób otwarło moją wyobraźnię na te sprawy. Przeciętny przechodzień zapewne reagował na te napisy negatywnie: „Ja stamtąd wyłażę, poszukam innej toalety”. Dla mnie natomiast to było miejsce arcyludzkie, w którym krzyżowały się ludzkie myśli. Choć to była jedyna toaleta na tym dworcu, te napisy tam trwały, nikt ich nie zmazywał. A ja byłem świadkiem i - tak jak w Auszwicu, kiedy spoglądałem na to wszystko, co się tam działo i przyrzekałem sobie, że to opiszę — tam też już widziałem siebie jako pisarza. Pankowski gdziekolwiek był i zauważył rzeczy istotne — notował to i sobie przywłaszczał. Przechodziłem kiedyś na przykład obok ławki w parku i uśmiechnął się do mnie siedzący na niej pan. Uśmiechnąłem się do niego i ja, zaczęła się rozmowa i on bodajże mówił o różnych gatunkach uśmiechu: „Pana uśmiech mi się bardzo podoba”. Wysnułem z tego wtedy całą teorię, że po jakości uśmiechu można poznać naturę człowieka. Do tego doszła fantazja, że on mnie zaprasza na jakiś podwieczorek i tam mnie upija — i jeden jego gest niezręczny, ale celowy zmusza młodego Polaka do ucieczki. Taka scena pojawia się w "Matudze".

W pana twórczości nieustannie powraca motyw cielesności. W "Rudolfie" ciałem przepisuje pan tożsamość narodową. Ważne jest zdanie, które wspólnie wybraliśmy na okładkę wznowienia powieści w 2005 roku. Rudolf w jednym z listów pisze: „Pan jeszcze młody… niech się Pan ratuje. Niech Pan z konia zeskoczy, póki czas, niech Pan nad olszynowy potok jaki pobiegnie, niech Pan z siebie wszystko światowe zrzuci, w wodę wstąpi… I nim się Pan obejrzy, jakiś pastuch Panu głowę, ramiona i plecy obmyje, że naraz ciałem pojmie Pan wodę, ptaki, światło i braterstwo!”. Powtarza pan, że ciało jest nieodzowne do zrozumienia siebie — nie wystarczą: rozum, dogmaty, moralność katolicka.
Tak, bo wszystkie religie tamują tę krew wzburzoną, uspokajają, usypiają — aż do starości.

Ciało nigdy nie miało dostępu do podmiotowości człowieka, a w pana twórczości jest radykalnie przeciwnie: cielesność jest warunkiem podmiotowości.
Ciało traktowane było zawsze jako rzecz wstydliwa, zbędna, niepotrzebna, która zakłócała jedynie spokojne, katolickie życie.

Pod koniec książki dowiadujemy się, że Rudolf miał żonę i syna. Mieszkali w idyllicznym „drewnianym dworku na skraju boru pełnego jeleni”, a jego kochanek, Olek, był wspólnikiem i przyjacielem rodziny. Czy aby Rudolf rzeczywiście uosabiał pełnię życia?
W rzeczywistości Rudolf mówił: „Co mi do głowy strzeliło, żeby koniecznie mieć syna? Po co?… A żeby mieć syna, musiałem mieć żonę…”. I ten syn żyje sobie, być może, teraz w jakimś mieście niemieckim, być może, jest już w moim wieku, a może jest ode mnie starszy.
Rudolf zatrzymał się raz u nas w Brukseli. Kiedy siedzieliśmy wieczorem przy kolacji, popijając białe wino z Luksemburga, był taki szczęśliwy. I nagle spojrzał na mnie wzruszony i rzekł: „Pani straciła w czasie wojny całą rodzinę, pan stracił te trzy lata w naszych obozach, a teraz Niemiec siedzi z wami przy stole”. A ja: „Panie Rudolfie, koniec - tu nie ma Niemca, tylko nasz gość”. Wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni. To był piękny moment, kiedy tożsamości się nie liczyły, a właściwie przybrały formę miękką, zaokrągloną jak jakieś jabłko, a nie jak kamień.

Podarował mi pan w 2005 roku dwie teczki z zapiskami i rysunkami autentycznego Rudolfa. To dokumentalna autobiograficzna powieść Rudolfa ocierająca się o grafomanię i pornografię.
Te rysunki rzeczywiście są bardzo realistyczne i, wydaje mi się, całkiem niezłe, bo oddają doskonale miejsca i osoby. On jest na nich zawsze pięknym blondynem, czyli kobietą, są zawsze mężczyźni i jest ten pokój, który opisywał w tekstach: żelazne oparcie krzesła, ściany odrapane w tanim hotelu, widoczne ślady stosunku. Mężczyźni przedstawieni są zawsze nie w trakcie aktu seksu analnego, lecz chwilę przed nim. Było w tym coś młodzieńczego — jakby Rudolf chciał siebie wypisać w tym długim tekście pięknie wykaligrafowanym i przekazać siebie przyszłości tymi obrazkami, choć utrzymywał, że spisywał te historie dla samego siebie. Przysłał mi kiedyś reklamową stronicę jakiejś gazety gejowskiej, gdzie były zaproponowane różne książki i między innymi gruby słownik niemiecki, gdzie było tysiąc nazw członka męskiego w różnych językach.

Nam wieczna w polszczyźnie rozróba. Marian Pankowski mówi
Wydawnictwo: Korporacja Ha!art
Rok wydania: 2011

Książka do kupienia w sklepie Prideshop.pl!

Dziękujemy wydawnictwu Korporacja Ha!art za udostępnienie fragmentów książki

Marian Pankowski (1919–2011) – poeta, prozaik, dramatopisarz, literaturoznawca i tłumacz. W 1938 r. rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, które przerwał wybuch wojny. Brał udział w działaniach kampanii wrześniowej, później należał do Związku Walki Zbrojnej. Aresztowany w 1942 r. przez gestapo, był więźniem obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu, Gross-Rosen i Bergen-Belsen. Po wojnie osiadł w Belgii, gdzie ukończył studia slawistyczne, otrzymał obywatelstwo belgijskie i pracował jako wykładowca współczesnej literatury polskiej oraz lektor języka polskiego na uniwersytecie Université Libre w Brukseli. Doktorat napisał o Leśmianie. W latach 1953–1959 był stałym recenzentem paryskiej „Kultury". Zajmował się także przekładami polskiej poezji na język francuski oraz niemieckiej i francuskiej na język polski. Większość jego twórczości była tłumaczona na język francuski, część na niemiecki i holenderski.
W ostatnich latach ukazały się w Polsce wznowienia Rudolfa (2005, 2007) i Pątników z Macierzyzny (2006) oraz zostały wydane premierowe tytuły Pankowskiego: Bal wdów i wdowców (2006), Ostatni zlot aniołów (2007), Była Żydówka, nie ma Żydówki (2008), Niewola i dola Adama Poremby (2009), Tratwa nas czeka (2010).
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (15)
bemibem morticiaaddams cynamonowe_papierosy versicolor sub_rosa matthew1994 epenteza walpurg wyimaginowane89 streetspy
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (1)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
26.01.2012 18:04 vito212121
Czytałem kawałek jego książki i nie przebrnąłem jej. Tak nudnej ksiązki nigdy nie czytalem. Może i wartościowy facet ale nie ma talentu do pisania.
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
Bruksela cielesność emancypacja Historia II Wojna Światowa inicjacja Korporacja Ha!art Krzysztof Tomasik Kultura literatura Marian Pankowski obóz koncentracyjny Paryż Piotr Marecki Polska powieść rewolucja seksualna Sanok Społeczeństwo Twórczość Mariana Pankowskiego Uniwersytet Jagielloński wywiad rzeka
Powiązane
Obraz Wtorek, 05.04.2011 Zmarł autor "Rudolfa" Obraz Piątek, 13.12.2013 Agnieszki dawno już nie ma Obraz Czwartek, 04.04.2013 „Zośka” i „Rudy” byli gejami? Obraz Czwartek, 28.03.2013 Ten drugi Nabokow, gej Obraz Poniedziałek, 03.09.2012 Erotoman z PRL-u
Inne tematy
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się