Już za kilka dni wybierać będziemy radnych i radne oraz prezydentów/-tki miast. Jak przy każdych wyborach pojawiają się te same pytania:
na kogo glosować? Czy to ważne wybory? Czy mają jakikolwiek związek z LGBT? O ile na pierwsze pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam biorąc pod uwagę możliwości jakie ma w swoim okręgu, o tyle drugie i trzecie można starać się rozwikłać już teraz.
Nie chcę tutaj powtarzać banałów, że wybory samorządowe są najważniejsze, bo dotyczą władzy najbliższej, decydującej o kwestiach z którymi spotykamy się na co dzień, w tym także związanych z homoseksualizmem. To prawda, chociaż istotniejsze jest coś innego. Po prostu w tym wypadku wybór jest większy i bardziej realny. Nie mamy już do czynienia z sytuacją sprzed kilku miesięcy, kiedy zdecydować się można było jedynie na któregoś z dwóch konserwatywnych panów K. I chociaż także tym razem śledząc media można odnieść wrażenie, że nie ma świata poza PiS i PO, to na szczęście nie tylko ludzie prawicy kandydują.
Na prezydentaJak w praktyce działa to przełamywanie monopolu POPiS widać choćby w Warszawie na przykładzie kandydatów i kandydatek na prezydenta (w sumie startuje 11 osób). Bo choć wszystko wskazuje na to, że
Hanna Gronkiewicz-Waltz utrzyma swoje stanowisko, to przewaga popieranego przez Prawo i Sprawiedliwość
Czesława Bieleckiego nad kandydatem Sojuszu Lewicy Demokratycznej
Wojciechem Olejniczakiem jest minimalna, nie jest więc przesądzone z kim reprezentantka Platformy spotka się w drugiej turze.
Przy okazji kampanii i najgłośniejszych wydarzeń ostatnich dni, czyli brutalnego zatrzymania Roberta Biedronia przez policję w czasie demonstracji „Faszyzm nie przejdzie!”, unaoczniły się różnice stanowisk. Olejniczak, który sam uczestniczył w manifestacji mającej na celu zablokowanie narodowców, stanowczo opowiedział się za niedopuszczaniem do zgromadzeń na których padają antysemickie czy rasistowskie hasła. Gronkiewicz-Waltz broniła się, że zgodę na przemarsz ONR-u musiała wydać, bo tak stanowi prawo, choć niewiele ponad miesiąc wcześniej zakazała Marszu Wolnych Konopi. Okazuje się więc, że jak się chce to wszystko można, nawet zakazać pokojowej demonstracji, jeśli nie zgadza się z obecnymi działaniami rządu.
Warto docenić stanowisko Olejniczaka, choć nie należy zapominać, że SLD jako całość dopiero uczy się być partią lewicową i wcale nie ma pewności czy ten proces zostanie kiedyś pomyślnie zakończony. Najlepiej świadczy o tym skandal związany z popieranym przez Sojusz kandydatem na prezydenta Kielc
Janem Gieradą, który w czasie debaty w Centrum Organizacji Pozarządowych zapytany o wsparcie mniejszości seksualnych powiedział: „Jestem przeciwny gejom. To obrzydliwe. Ci ludzie powinni się leczyć, gdyż bycie gejem czy lesbijką to choroba. Uważam, że powinni brać przykład ze zwierząt, ponieważ w ich środowisku nie ma homoseksualizmu. Proszę państwa, nawet koza z kozą tego nie robią”.
I chociaż potem sam Gierda wycofał się częściowo z tych słów, a władze SLD gęsto się tłumaczyły, to trudno mówić o zrozumieniu w czym tkwi problem, skoro w rozmowie z TVN24 Gierada bronił się takimi słowami: „O psach nie mówiłem. Mówiłem, że jestem myśliwym i chciałem dać przykład ze świata zwierząt. Są zwierzęta, które spółkują raz do roku, czy to jeleń, sarna czy dzik, ale nigdy nie osobniki jednej płci, jak koza z kozą. Nie mam nic przeciwko gejom. Nie tępię ich, ale i nie popieram takich sytuacji”.
Na radnych
Wszystkich „naszych” kandydatów na radne i radnych, czyli wyutowanych gejów i lesbijki, a także ich program i plany można poznać ze
specjalnego wykazu samorządowego Innej Strony.
Na szczęście nie jest to pełna lista osób LGBT, choć już samo zapoznanie się z nią u niejednej osoby może wzbudzić zdumienie. Przede wszystkim różnorodnością kandydatów i wielością miejsc z których kandydują, jest tu zarówno Jelenia Góra (
Paweł Drewniak), Łódź (
Adam Jarecki), Szczecin (
Daniel Michalski) czy Włocławek (
Marcin Matuszewski).
Największe zdziwienie może budzić partia wystawiająca Adama Jareckiego, który kandyduje do Rady Miejskiej w Łodzi z list... Platformy Obywatelskiej. Rządząca partia nie była do tej pory znana z przychylności dla gejów i lesbijek, a raczej wręcz przeciwnie, więc tym bardziej należy docenić ten fakt, który oby był jaskółką zwiastującą zmianę nastawienia, choćby na poziomie lokalnym. W temacie „coming out” Jarecki mówi: „Nie robiłem nigdy tajemnicy ze swojej orientacji, już w latach 1994-1998 zdarzało mi się pojawiać na oficjalnych imprezach i spotkaniach publicznych z moim nieżyjącym już partnerem. Nie mam swojej ťmartyrologicznej historiiŤ, nie spotkałem się z żadnymi negatywnymi zdarzeniami. Może miałem dużo szczęścia, ale raczej to ogólnopolska negatywna opinia o łodzianach jest po prostu nieprawdziwa”.
Jednak najwięcej jawnych gejów i lesbijek kandyduje z list SLD z rekomendacji Zielonych. Często są to zresztą osoby działające od lat na rzecz praw LGBT, których nie trzeba przedstawiać jak rzeczniczki Lambdy
Ygi Kostrzewy (Warszawa Mokotów), prezesa Kampanii Przeciw Homofobii
Tomasza Szypuły (Warszawa Praga Południe) czy wieloletniego działacza Zielonych
Bartłomieja Kozka (Warszawa Mokotów). Wymienić także trzeba
Wiktora Dynarskiego z Trans-fuzji, a więc pierwszą osobę transseksualną kandydującą w wyborach oraz startującego w Lublinie z Koalicyjnego Komitetu Wyborczego „Lewica”
Tomka Kitlińskiego, znanego publicystę i wykładowcę, współautora (wraz z partnerem Pawłem Leszkowiczem) książki „Miłość i demokracja. Rozważania o kwestii homoseksualnej w Polsce” i uczestnika słynnej akcji „Niech nas zobaczą”.
Pragmatyzm wyborczyWybory samorządowe, jak każde wybory rządzą się jednak swoimi prawami, które sprawiają, że poza dorobkiem kandydata czy kandydatki, równie ważne jest miejsce na liście. Dlatego największe szanse na sukces ma
Krystian Legierski z Zielonych 2004, startujący z 1 miejsca na liście SLD (Warszawa Mokotów). Legierski od lat działa na rzecz środowiska LGBT, był twarzą gejowskiego numeru magazynu “Machina”, współprowadzi jedyny w polskim radiu program LGBT - “Lepiej późno niż wcale” w Tok Fm. Oprócz tego stworzył kultowe miejsca na mapie Warszawy - Le Madame. Kandydując w wyborach do Parlamentu Europejskiego mówił: „Chciałbym aby za kilka lat, polskie środowisko LGBT, podobnie jak w USA było ważną siłą wyborczą, o której głosy trzeba zabiegać”. Obecnie w rozmowie na stronie Krytyki Politycznej zdradzał jaki widzi zmiany zachodzące w sprawie mniejszości seksualnych: „sądzę, że postęp jest duży. W roku 2005 prezydent miasta zakazał Parady Równości. Pięć lat później pani prezydent już „tylko” nie chciała w niej sama uczestniczyć. Choć mam do nich pretensje – o to, że prywatnie często nie mają nic przeciwko ruchom LGBT, ale nie popierają ich z obawy przed reakcją części wyborców. Uważam, że władza jest od tego, żeby podziały w społeczeństwie zasypywać, choćby poprzez kampanie medialne, a nie koniunkturalnie się wpisywać w ich ramy”.
Nie pozostaje nic innego jak w niedzielę iść na wybory, zagłosować i mieć nadzieję, że w pojawi się w Polsce wreszcie krajowy odpowiednik Harveya Milka. W końcu on też był „tylko” radnym.
Mam nadzieje, ze jak najmniej kandydatów z SLD dostanie się do jakichkolwiek rad. I nie interesuje mnie ich orientacja seksualna.
Nieco bardziej prywatnie powiem, że przeżyłem już 37 lat, co statystycznie oznacza mniej więcej połowę całości, i po prostu uznałem, że nie zamierzam spędzić reszty życia w szafie, wystawiając się na porozumiewawcze półuśmiechy. Myślę, że politycy geje powinni się outować, gdyż bez ujawnienia mogą być obiektem szantażu (nie sądzę aby w partiach typu PO, ale w PiS czy LPR jak najbardziej) a to jest znacznie groźniejsze i dla podejmowanych przez nich decyzji merytorycznych i dla wyborców.
Natomiast najbardziej trzymam kciuki za Legierskiego!