Co muzycznie najbardziej zostanie nam w pamięci? Które premiery, debiuty, wydarzenia, odkrycia, piosenki? Dziękujemy Wam za wszystkie wiadomości i komentarze i zapraszamy do lektury wielkiego środowego podsumowania muzycznego 2015!
Co najczęściej wymienialiście? Do których płyt z 2015 roku będziecie wracać?
Nie było zaskoczenia co do albumów roku: FLORENCE AND THE MACHINE "HOW BIG, HOW BLUE, HOW BEAUTIFUL" oraz
LANA DEL REY "HONEYMOON" - nowe płyty tych artystek najczęściej powtarzały się w wiadomościach i komentarzach od Was.
Wasze kolejne propozycje wskazują na to, że naszym przeglądem trafiamy w muzyczne gusta czytelników i czytelniczek. Chwaliliście debiut
KORTEZA "BUMERANG". "Uwielbiam taki styl, brakowało mi kogoś takiego na scenie i bach! Troszkę nieśmiało, tajemniczo wyszedł do ludu z głośników radiowej Trójki i teraz życzę mu otwarcia szerokich drzwi i możliwości z jednoczesnym zachowaniem SIEBIE w tym, co nam proponuje" - pisała Igoś. Także naszym zdaniem to jedna z ciekawszych polskich płyt 2015 roku.
Wśród Waszych typów nie zabrakło też nowych (często debiutanckich) płyt
TROYE SIVANA, IAMX, TACO HEMINGWAYA, HALSEY czy
JOHNA GRANTA. Podobnie jak w zeszłym roku - cieszy, że słuchacie i doceniacie rodzimych artystów.
Dziękujemy Wam za udział w w zabawie i wszystkie wiadomości. Zapowiadaliśmy, że dłuższe i najciekawsze komentarze opublikujemy i nagrodzimy – spodziewajcie się maili!
SivirRok 2015 okazał się być być dla mnie bardzo pracowitym czasem. Ale umilała mi go muzyka, która jest i będzie dla mnie niezwykle ważna. Na miano albumu roku zasługuje, moim zdaniem, nietuzinkowy krążek grupy Florence + The Machine: "How Big, How Blue, How Beautiful". Nie mogę uwierzyć, że tak mało osób o nich wspomniało. Jak dla mnie album jest ucztą dla zmysłu słuchu! Estetyka, rozrywka i sztuka są w tym albumie zaprezentowane w odpowiednich proporcjach. Natomiast oryginalny wokal Florence Welch to wisienka na torcie. Tej świetnej płyty po prostu nie da się nie lubić. Z polskich albumów polecam ciekawe, dwupłytowe wydanie "Inna" Ewy Farnej. Na pierwszej płycie Ewa wykonała jazzowe i akustyczne aranżacje swoich największych przebojów, co nadaje im kompletnie inny wymiar. Natomiast druga płyta to popowa EP-ka. Singiel "Tu" nie tylko wpada w ucho, ale nosi za sobą nietypową harmonię. Za to "Na ostrzu" to idealny pop rockowy kawałek, który daje kopa energii i ma naprawdę uzależniającą melodię!
rmt2015 rok stał muzycznie na bardzo wysokim poziomie. Już dawno nie powstało tyle tak dobrych płyt w tak krótkim czasie! Moją listę podzielę według najlepszych albumów.
ALBUM NR 5: Sufjan Stevens - Carrie & Lowell
Carrie & Lowell to bardzo poruszający album. Sufjan Stevens opowiada przede wszystkim historie jego zmarłej już jakiś czas temu matki. Muzycznie od razu na myśl przychodzi twórczość Elliotta Smitha, przede wszystkim "Angeles".
Pierwsza klasa, mało który znany artysta robi tak "niepopularną" i piękną muzykę.
ALBUM NR 4: My Morning Jacket - The Waterfall
Najnowszy album tego amerykańskiego zespołu stoi na najwyższym poziomie. Przy odtwarzaniu całej płyty słuchacz może udać się w przepiękną podróż, więcej nie mogę dopowiedzieć, każdy z Was zapewne wyobrazi ją sobie zupełnie inaczej :).
ALBUM NR 3: Noel Gallagher's High Flying Birds - Chasing Yesterday
Tego pana nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Legenda britpopu, twórca Oasis, ważna osobistość muzyczna od ponad 20 lat. "Chasing Yesterday" to płyta zdecydowanie lepsza od pierwszego solowego longplay'a z 2011 roku.
Nie znajdziemy na niej żadnego przeciętnego kawałka, a najlepsze punkty mogą dorównać najlepszym kawałkom Oasis. Noel, znowu to zrobiłeś :)
ALBUM NR 2: Bjork - Vulnicura
W swojej najnowszej płycie Bjork wróciła do tego, na co czekało naprawdę wielu fanów. Skrzypce + brzmienie z lat 90-tych zastąpiło bardziej eksperymentalne pomysły z ostatnich płyt, choć nie zniknęły one całkowicie. Można powiedzieć, że islandzka artystka połączyła brzmieniowo "Homogenic" i "Post" i dodała do tego swój większy w tym momencie bagaż muzycznych doświadczeń. Vulnicura jest o rozstaniu i ma przez to dość ciężką atmosferę.
Najpiękniejszy moment? Zdecydowanie "Stonemilker".
ALBUM NR 1: Steven Wilson - Hand. Cannot. Erase.
Niemiecki magazyn Vision nazwał ową płytę "The Wall" generacji Facebooka. Można odważnie zastanowić się na tym, czy to nie jest jeden z najlepszych albumów w historii muzyki. Poprzednia płyta Wilsona - "The Raven That Refused to Sing (And Other Stories)" z 2013 roku podniosła poprzeczkę tak wysoko, że jej pokonanie wydawało się niemożliwe. A jednak, "Hand. Cannot. Erase." już niebawem będzie klasykiem naszych czasów. Polecam!
Pozostaje mieć nadzieję, że rok 2016 również przyniesie tak wiele muzycznych wzruszeń, radości i energii, najlepiej w każdym gatunku muzycznym.
dagreyZestawienie idealnie uzupełniłoby drugie wydawnictwo Soko - "My Dreams Dictate My Reality". Album w brzmieniu nawiązuje do psychodelii lat 80.; muzyka częściowo inspirowana jest twórczością The Cure - nie bez przypadku - miał na to wpływ producent płyty. Stephanie Sokolinsky przedstawia w swoim nowym albumie oniryczny świat jej przemyśleń i doświadczeń. Od feministycznego manifestu "Who Wears the Pants?", po przeżycia miłosne "Keaton's Song", po infantylno-maniakalny hymn "piotrusiów panów" - "Temporary Mood Swings". Najciekawszą pozycją z tej wydanej na początku 2015 roku płyty jest pierwszy singiel, "Ocean of Tears". Dzięki swojej poruszającej opowieści o pogodzeniu się ze stratą kogoś bliskiego oraz świetnie zrealizowanemu teledyskowi w klimatach grunge'u - będzie dobrym nabytkiem dla queerowej playlisty.
Playlista
Środowy Przegląd Muzyczny 2015(red)