Wtorek, 08.06.2021, Aktualizacja: Środa, 01.04.2026
Mężczyźni, którzy opluli i zaatakowali Babcię Kasię, to policjant i jego syn. Prokuratura nie chce wszcząć śledztwa
18 maja we wtorek, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie na wysokości ul. Traugutta, rowerzysta opluł przechodzące osoby, które miały przy sobie tęczowe flagi i tęczowe emblematy. Wśród nich znalazła się Katarzyna Augustynek, znana jako Babcia Kasia. Kiedy zaatakowane osoby zareagowały na ten atak - drugi mężczyzna zsiadł z roweru i przewrócił Katarzynę Augustynek na ziemię.
"Policjanci nie byli świadkami tego wydarzenia od początku. Zauważyli mężczyznę, który agresywnie zachowuje się w stosunku do innych osób, dlatego ruszyli w jego kierunku i podjęli interwencję. Sytuacja na miejscu była bardzo dynamiczna. Poszkodowane nie poinformowały policjantów od razu, że pozostałymi napastnikami byli także rowerzyści. Powiedziały im o tym dopiero, gdy rowerzyści już odjechali" - tłumaczył wówczas dla "Gazety Wyborczej" Robert Szumiata z Komendy Rejonowej Policji w Śródmieściu.
Babcia Kasia również komentowała zdarzenie na łamach "Wyborczej": "Owszem, sytuacja była dynamiczna. Nie wiedziałam, że mężczyzna ubrany na czarno stanął w naszej obronie, bo leżałam wtedy na chodniku" - mówiła Katarzyna Augustynek. Kobieta jednocześnie podkreśla, że w trakcie interwencji mówiła policjantom, że napastnikiem był mężczyzna w czerwonej bluzie. "Krzyczałam do funkcjonariuszy, by go zatrzymali, ale żaden nie zareagował".
Babcia Kasia wraz z inną poszkodowaną złożyły zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i naruszeniu nietykalności cielesnej w komendzie przy ul. Wilczej. Kobiety poprosiły o zabezpieczenie nagrania z monitoringu oraz ściganie sprawców.
Prokuratura po przeprowadzeniu postępowania przygotowawczego uznała, że nie ma powodów, aby ścigać sprawców ataku z urzędu. Wskazała, że poszkodowane mogą złożyć w tej sprawie prywatny akt oskarżenia.

„Pokrzywdzone są osobami pełnoletnimi, posiadającymi doświadczenie życiowe i świadomość prawną na poziomie umożliwiającym samodzielne dochodzenie swoich praw w drodze prywatnego aktu oskarżenia" - stwierdził prokurator Marek Kozicki z Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ, w liście do Joanny Miśkiewicz, jednej z poszkodowanych.
Prokuraturze udało się ustalić sprawców ataku. Mężczyzna w czarnej bluzie, który przewrócił Babcie Kasię to policjant Krzysztof G., a mężczyzna, który opluł przechodniów to jego syn Jan G. Jak wskazuje "Gazeta Wyborcza" Krzysztof G. złożył w prokuraturze własny akt oskarżenia na uczestników i uczestniczki demonstracji, którzy mieli naruszyć nietykalność jego syna.
"To jest totalny absurd. To my zostałyśmy zaatakowane i mamy na to dowody" - deklaruje Joanna Miśkiewicz. Kobiety będą odwoływać się od decyzji prokuratora.
(kb)
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
O, ciekawe. A od kiedy: od np. zamordowania Przemka Czai w 1998 czy może od postrzelenia osoby chorej na schizofrenię dwa dni temu w Poznaniu?
Pomiędzy tymi datami też sporo znalazłoby się mundurów krwią bratnią zbryzganych.
No niestety
To nie jest zabawne
Ty tak Poważnie !?
Brawo
Tak przecież nieprzystoi żeby były funkcjonariusz atakował kogoś kto spokojnie szedł
Oczywiście była napaść na policjanta z samego istnienia bo nie wiedzą co lepiej wpisać. Niczym to się nie różni od gościa z ABW który wjechał w protest. Może kiedyś ich rozliczą z tego.