Trudno uwierzyć w to, że w XXI wieku, w sercu Europy kobiety wciąż muszą walczyć o swoje prawa. Niestety taki mamy klimat, żyjemy w Polsce, a 2020 rok wydaje się być naznaczony fatum. Jednak o prawie decydują ludzie, a
lex iniustissima non est lex - prawo krańcowo niesprawiedliwe nie jest prawem, dlatego walka o nie jest nie tyle naszym prawem, co obowiązkiem, bo
nikt nigdy nie wywalczył sobie praw, siedząc cicho. Zapamiętajcie ten dzień, bo może przejść do historii.
Po czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego nasz kraj zalała fala wielkich protestów. Po sześciu dniach nadszedł czas na strajk generalny.
Dzisiaj wszystkie kobiety sprzeciwiające się ograniczeniu swojej wolności oraz ich sojusznicy nie pracują, nie studiują, nie uczą się. Zamiast tego na wzór strajku kobiet w Islandii z 1975 roku, wyjdziemy na ulice i będziemy walczyć o nasze prawa. Tamten protest zgromadził aż 90% islandzkich kobiet i przyniósł rzeczywiste zmiany społeczne. Teraz czas na Polskę!
Redakcja Queer.pl również dzisiaj nie pracuje. Dołączymy najpierw do strajku studentek, których społeczności jesteśmy częścią, a następnie do generalnego protestu wszystkich kobiet. Podobne strajki - pracownic, studentek, uczennic, odbywają się dzisiaj w całym kraju, nie tylko w tych największych miastach. Oprócz tego, będą miały miejsce także blokady samochodowe, rowerowe czy piesze, a nawet protesty muzyczne. W skrócie -
będzie głośno, ale o to chodzi - niech nas w końcu usłyszą!(jg)
Dla mnie to brzmi tak źle... Wydaje mi się że lepiej by brzmiało zamiast "nie studiują, nie uczą się" napisać zamiast być na uczelniach i w szkołach protestują w obronie swoich praw.
A tak nawiasem mówiąc Islandia to mały wielkości dużego miasta w Polsce. Łatwo o wyjście 90% kobiet. W Polsce to by zawaliło i tak już kruchą gospodarkę.