W sobotę przez Gdańsk przeszedł marsz nacjonalistów, przy oficjalnej zgodzie, którą na organizacje wydarzenia wydał
Urząd Miasta. Inicjatorami marszu były dwie grupy: WNC – White North Crew (Grupa Białej Północy) oraz Autonom.pl., czyli "nacjonaliści z północy", którzy stoją za zniszczeniami wegańskich restauracji i "niezależni nacjonaliści". Podczas pochodu były także widoczne barwy ONR. W wydarzeniu udział wzięło około 100 osób.
Aleksanda Dulkiewicz komentowała następnego dnia: "p
o ludzku czuję się źle. Chyba wszyscy gdańszczanie czujemy się źle. Fakt, że po ulicach miasta, tak doświadczonego okrucieństwem wojny, maszerują w XXI wieku osoby z hasłami nacjonalistycznymi i wykluczającymi musi napawać smutkiem. Głęboko nie zgadzam się na to, aby demokratyczne państwo prawa nie dysponowało narzędziami, które pozwolą na zatrzymanie tego typu przemarszów. Prawda jest jednak taka, że nie dysponuje. Legalna organizacja złożyła legalny wniosek i doskonale znając przepisy prawa państwa polskiego, z wyrachowaniem, wykorzystała je de facto przeciwko porządkowi w nim obowiązującemu" - napisała prezydentka Gdańska na swoim Facebooku."
Przypomnę, że dwa lata temu po podobnym przemarszu, wraz z prezydentem Pawłem Adamowiczem, złożyliśmy wniosek o delegalizację ONR i organizacji, które odwołują się do nacjonalizmu. Niestety, do tej pory wniosek nie został rozpatrzony. Ponawiam apel, najwyższy czas, by zakazać funkcjonowania organizacji, które sieją nienawiść i zagrażają ustrojowi demokratycznej Rzeczpospolitej".
Dulkiewicz twierdzi, że nie ma odpowiednich narzędzi, aby zablokować marsz środowisk nacjonalistów. To nie prawda. Biorąc przykład z Trzaskowskiego, który odmówił takiego pochodu 15 sierpnia w Warszawie lub z Sutryka, który we Wrocławiu nie miał problemu z rozwiązaniem marszu w trakcie, z powodu nienawistnych haseł. W obu przypadkach sprawa znalazła swoje rozwiązanie w sądzie, a politycy dowiedli swoje racji i sprawę wygrali.
(kb)