Poseł z ramienia PiS i szef Rady Mediów Narodowych, Krzysztof Czabański, zwrócił się do premiera Morawieckiego ws. homofobicznego prof. UMK, Aleksandra Nalaskowskiego. Jego zdaniem to "przejaw represji wobec osób sprzeciwiających się działalności środowiska LGBT" i prosi o interwencję.
Krzysztof Czabański, poseł PiS i przewodniczący Rady Mediów Narodowych, a także były prezes PAP i Polskiego Radia -
zwrócił się do premiera Mateusza Morawieckiego, aby zainterweniował ws. zawieszonego w czynnościach akademickich, prof. Aleksandra Nalaskowskiego z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Chodzi o opublikowany przez niego felieton pt. "Wędrowni gwałciciele", który ukazał się w tygodniku "Sieci". W związku z tym, władze Uniwersytetu postanowiły zawiesić go w obowiązkach nauczyciela akademickiego, a sprawą zajmie się rzecznik dyscyplinarny UMK.
Jak podaje Polsat News, Czabański uważa, że "
Stanowisko władz uczelni nie ma uzasadnienia merytorycznego, ponieważ prof. Nalaskowski nie naruszył dóbr osobistych konkretnych osób", czytamy w liście do premiera. Jego zdaniem, wykładowca wypowiedział się w sposób krytyczny na temat działalności środowiska LGBT, które w nachalny sposób próbuje "narzucić swoją ideologię", a także profanuje symbole i uroczystości religijne.
Ponadto polityk wskazuje, że Konstytucja zapewnia wolność wyrażania poglądów, a także zapewnia nam pozyskiwanie i rozpowszechniania informacji. "Zawieszenie prof. Aleksandra Nalaskowskiego stanowi kolejny, po zwolnieniu pracownika firmy Ikea, przejaw represji wobec osób sprzeciwiających się działalności środowiska LGBT zmierzającej do narzucenia większości społeczeństwa odmiennego sposobu postrzegania instytucji rodziny i małżeństwa", czytamy dalej w piśmie.
Według Czabańskiego osoby, które sprzeciwiają się z LGBT są represjonowane i jest to typowe działania prowadzone to środowisku zarówno w kraju, jak i za granicą. "Mając na celu zapewnienia ochrony prawa do wyrażenia przez obywateli swoich poglądów zwracam się do Pana Premiera o spowodowanie interwencji na zasadach przewidzianych przepisami ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwo wyższym i nauce".
"To jest smutna sprawa, co zrobił rektor uniwersytetu, bo ona pokazuje, że uczelnie wyższe, które kiedyś, zwłaszcza uniwersytety, były ośrodkiem wolnej myśli, dyskusji, debat itd. stały się narzędziem cenzury, poprawności politycznej" kontynuuje polityk.
Mówi także o tym, że osobom LGBT wolno w tej chwili wszystko i wykorzystują to na swoją korzyść. "Mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie ludzie, którzy chodzą na marsze LGBT, którzy bardzo agresywnie występują ze swoją ideologią publicznie, usiłują ją narzucić jako pewną normę (...) im wolno wszystko, a krytykom ich postępowania nie wolno nic (...) Jeśli ktoś się odwołuje do tradycji Kościoła polskiego, do tradycji polskiej, do kulturowych norm, z którymi żyjemy przez ileś pokoleń, to nagle się okazuje, że to horrendum".
W podobnym tonie wypowiedział się na temat Nalaskowskiego Jarosław Gowin, na antenie radiowej Trójki. "Mnie się też ta metafora ("wędrowni gwałciciele" - dop. red.) nie podoba. Powinniśmy unikać tak ostrych sformułowań, które mogą ranić wielu ludzi, ale równie mocno, a nawet jeszcze bardziej, nie podoba mi się reakcja władz Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika".
Dodał: "Przypomnę, że są profesorowie w Polsce, którzy wypowiadali się w sposób bez porównania bardziej drastyczny - tylko w druga stronę, że przywołam liczne wypowiedzi prof. Hartmana. Nie spotkały go za to żadne konsekwencje i - żeby była jasność - ja nie domagałem się wyciągania konsekwencji wobec prof. Hartmana, bo uważam, że jest konstytucyjna zasad wolności słowa".
"Tym bardziej muszę zaprotestować przeciwko sankcjom, które dotknęły prof. Nalaskowskiego" zaznaczył minister nauki i szkolnictwa wyższego, zaznaczając zarazem, że uczelnie mogą podejmować autonomiczne decyzje. "To jest autonomiczna decyzja władz uczelni, natomiast prof. Nalaskowski może się odwoływać do rzecznika dyscyplinarnego działającego przy ministerstwie".
(kb)
Niektórzy politycy nie wyrośli mentalnie z totalitaryzmów XX w. i chcieliby je w Polsce wprowadzać. Uważam, że tacy ludzie są jak pospolici mordercy, nie należy im się żaden szacunek. Może należałoby przywrócić dla nich karę śmierci, a zwłoki utopić w kanalizacji?
Powyższe stwierdzenie nie stanowi naruszenia niczyich dóbr osobistych, bo nie wskazałem konkretnych osób.