W tym tygodniu spotkali się w sądzie Bartosz Staszewski, organizator Marszu Równości w Lublinie oraz Tomasz Pitucha - radny Prawa i Sprawiedliwości, który został oskarżony przez Staszewskiego o zniesławienie. Radny opublikował we wrześniu wpis na Facebooku, w którym stwierdził, że Marsz promuje homoseksualizm i pedofilię.
Wczoraj, 15 stycznia, w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód spotkał się jeden z organizatorów Marszu Równości, Bartosz Staszewski oraz Tomasz Pitucha, radny tego miasta. Pitucha został oskarżony przez Staszewskiego o zniesławienie. We wrześniu opublikował on na Facebooku wpis, w którym m.in. określił Marsz jako promocję homoseksualizmu i pedofilii.
W grudniu w tej samej sprawie odbyło się posiedzenie pojednawcze. Za opublikowaną wypowiedź organizator wydarzenia domagał się od radnego zamieszczenia w mediach społecznościowych oświadczenia, w którym przeprosiłby wszystkich uczestników, uczestniczki i organizatora. Radny nie zgodził się na takie rozwiązanie sprawy, tłumacząc że jego wypowiedź nie była adresowana do organizatora marszu i dodając: "Podtrzymuję to, co powiedziałem odnośnie samego marszu i to, że była to promocja homoseksualizmu. Tęczowe flagi były tam niesione w biały dzień w środku miasta. To jest promocja zachowań, na które były narażone dzieci i młodzież". Dalej Pitucha powiedział, że "dodatkowo, jest wiele artykułów mówiących o tym, że środowiska homoseksualne są również bardzo mocno związane z pedofilią. Nie widzę więc podstaw do tego, żeby kogokolwiek przepraszać".
Jak podaje "Kurier Lubelski" - na wczorajszej rozprawie oskarżyciel posiłkowy, mecenas Bartosz Przeciechowski powiedział: "
Nieprawdą jest, jakoby lubelski Marsz Równości promował homoseksualizm, nieprawdą jest, jakoby lubelski Marsz Równości promował pedofilię. Homoseksualność jako wrodzona trwała cecha biologiczna nie może być promowana. Nieprawdą jest, jakoby można było nabyć tę cechę na skutek działania osób trzecich". Dalej mówił o tym, że zwrot "promocja homoseksualizmu", jest elementem retoryki używanym do zniesławiania osób LGBT oraz do przedstawiania ich jako "zagrożenie dla heteroseksualnej części społeczeństwa".
Na koniec adwokat Staszewskiego dodał, że
"Nieprawdziwe, ale przede wszystkim zniesławiające dla oskarżyciela prywatnego jest stwierdzenie Tomasza Pituchy, że zorganizowane przez oskarżyciela zgromadzenie publiczne ma promować pedofilię. Pedofilia jest nie tylko przestępstwem, ale także odrażającym zachowaniem, które oskarżyciel prywatny z całą stanowczością potępia".
Oskarżony nie przyznał się do winy, podtrzymując swoje stanowisko z grudniowego posiedzenia pojednawczego. Pitucha powiedział:
"Moja wypowiedzi na Facebooku miała charakter opinii. Nie dotyczyła osób, tylko wydarzenia. W mojej opinii jest to wydarzenie, które w znaczny sposób oddziałuje na opinię publiczną w tym na dzieci i młodzież". Oddziaływanie to jest wg niego negatywne i ma polegać na uznaniu m.in. przez małoletnich, że "w sferze seksu wszystko jest dopuszczalne bez względu na wiek i płeć".
Tak jak na grudniowym posiedzeniu, politykowi Prawa i Sprawiedliwości towarzyszyło grono sympatyków. Przynieśli oni ze sobą banery, na których znalazły się hasła takie jak "dziękujemy za obronę rodziny" czy "kobieta i mężczyzna równi w godności, powołani do świętości".
Sąd jeszcze nie podjął decyzji. Rozprawa została odroczona do 7 lutego. Do sprawy odniósł się na Facebooku Bartosz Staszewski. O tłumaczeniach radnego powiedział, że były "strasznie długie i mętne". Organizator marszu wyraził również swoje oburzenie dalszym zrównywaniem przez Tomasza Pituchę homoseksualności i pedofilii, dodając na koniec, "sama odpowiedz na pozew ma 20 stron. To dużo jak na 125 literowy, jasny i konkretny wpis na FB jego autorstwa".
Nie jest to pierwsza rozprawa, w której Staszewski oskarża lubelskiego polityka o zniesławienie. W październiku sąd umorzył postępowanie odnośnie słów Wojewody Lubelskiego, Przemysława Czarnka, który nazwał Marsz Równości w Lublinie "promocją zboczeń i wynaturzeń". Bartosz Staszewski zapowiedział, że złoży zażalenie od tej decyzji, a w przypadku ponownego jej umorzenia skieruje sprawę do trybunału w Strasburgu.
(pk)
Zresztą gdyby kiedyś zadziałała i okazałoby się, że komuś odpowiadają relacje jednopłciowe, to co w tym złego? Byłby szczęśliwy ze swym partnerem, a przecież tego właśnie szukamy przez całe życie. W naszym życiu szczęście, to coś, co zdarza się bardzo rzadko. Mamy go sobie odmawiać, bo ktoś ma o naszej miłości negatywne zdanie?
Myślę, że pan mecenas Bartosz Przeciechowski mógłby wysunąć te dwa, moim zdaniem bardzo przekonujące i logiczne argumenty.
Kto nie ma niech sobie wydłubie i wstawi 'odpowiednie'.
(Oo)
Do czego prowadzi pobłażanie nienawistnikom mogliśmy się dopiero co przekonać w Gdańsku.