Rola życia?
A jednak! W zeszłym tygodniu pisaliśmy o doniesieniach z amerykańskich mediów, że Cynthia Nixon, ujawniona aktorka i działaczka, myśli o wystartowaniu w wyborach na gubernatorkę stanu Nowy Jork. To już oficjalne - Cynthia ruszyła z kampanią, którą promuje uroczy spot z rodziną aktorki.
Przypomnijmy, że Cynthia Nixon to gwiazda serialu "Seks w wielkim mieście", w którym wcielała się w prawniczkę, Mirandę. Ujawniona biseksualistka jest także działaczką na rzecz praw społeczności LGBT. W 2012 roku poślubiła swoją partnerkę, Christine Marinoni. Panie wspólnie wychowują trójką dzieci.
Z polityką Nixon "romansuje" już od dłuższego czasu: nie tylko głośno krytykuje Donalda Trumpa i Mike'a Pence'a, ale przede wszystkim - obecnego gubernatora Nowego Jorku, Andrew Cuomo. Obrywa się także Demokratom, którzy jej zdaniem oderwani są od życia zwykłych Amerykanów na rzecz wielkich korporacji.
Aktorka zabierała też głos podczas demonstracji przeciwko Donaldowi Trumpowi, zwracając uwagę na rolę praw LGBT.
"Odzyskiwanie kraju będzie wymagało od nas kroku naprzód i działania - potrzebujemy więcej kobiet, więcej osób niebiałych, ludzi queer i Amerykanów, którzy po raz pierwszy wejdą do polityki" - pisała Nixon na Twitterze w styczniu.
W zeszłym tygodniu w amerykańskich mediach pojawiły się doniesienia, że Nixon myśli ponoć o fotelu gubernatorki stanu Nowy Jork. Aktorka doniesień nie komentowała, a jej rzeczniczka podkreślała, że gdy aktorka się zdecyduje - na pewno się o tym dowiemy.
Jak widać - Nixon się już zdecydowała. "Mamy dość polityków, którzy dbają bardziej o nagłówki i władzę, niż o nas. To nie mogą być dłużej po prostu interesy" - mówi aktorka w spocie i wymienia co jej zdaniem trzeba w Nowym Jorku naprawić: opiekę zdrowotną, komunikację, system więziennictwa.
Nixon wspierać mają Rebecca Katz i Bull Hyers, którzy stoją za sukcesem obecnego burmistrza Nowego Jorku, Billa de Blasio.
(md)
Segregacja i rasizm w imię pseudopoprawnosci? Czym innym jest wyrównywanie szans a czym innym sekowanie ze względu na kolor skóry.
Jak zwykle nie zrozumiałeś. Skoro stan Nowy Jork jest zróżnicowany kulturowo i rasowo, to władze stanu powinny składać się z kompetentnych przedstawicieli różnych kultur i ras (i płci). Bez względu jak kompetentny jest człowiek, to jednak jest ograniczony do własnych doświadczeń. Uważam, że w demokracji w władzach powinni być ludzie o różnych doświadczeniach. Jeśli np wszyscy radni z rady miasta będą wywodzić się z jednej dzielnicy, to taki organ dobrze będzie rozumiał problemy i potrzeby tej jednej dzielnicy, a potrzeby innych dzielnic już nie będą ogarniać. Czy ja naprawdę muszę tłumaczyć takie oczywiste oczywistości? Władze powinny odzwierciedlać zróżnicowanie społeczeństwa, i nie jest to żadna polityczna poprawność. Czy parlament polski złożony tylko z mieszkańców Warszawy, byłby dobrym parlamentem? Śmiem wątpić.
Jeśli we władzach biali będą niedoreprezentowani, i będzie to powodowało gorsze decyzje dla białych, to nie widzę problemu aby wtedy powiedzieć "potrzebujemy więcej białych".
Czyli nieważne, że urzedniczka, głupia, nieważne, że skorumpowana, ważne że czarna? Skoro większość urzędników w Nowym Jorku który jest w 66 % kolorowy, to biali to trzeba zatrudnić innych, bez względu na ich wiedzę, fachowość i poziom umysłowy?
Segregacja i rasizm w imię pseudopoprawnosci? Czym innym jest wyrównywanie szans a czym innym sekowanie ze względu na kolor skóry.
Jeśli we władzach biali będą niedoreprezentowani, i będzie to powodowało gorsze decyzje dla białych, to nie widzę problemu aby wtedy powiedzieć "potrzebujemy więcej białych".