O przedsięwzięciach rządu Donalda Trumpa przeciwko osobom LGBTQ pisaliśmy już niejeden raz. Czy zatem w świetle jego licznych dyskryminujących czynów jego słowa napisane na Twitterze o Miesiącu Dumy powinny mieć jakiekolwiek znaczenie? Podczas kampanii wyborczej Trump sam mówił, że on i jego czyny "są lepszym wyborem dla kobiet i osób LGBTQ niż Hillary Clinton i jej słowa".
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w tym roku
po raz pierwszy od początku swojej prezydentury wypowiedział się na temat Miesiąca Dumy, który obchodzimy w czerwcu. Trump napisał na ten temat dwa tweety, jednak oficjalnie poza mediami społecznościowymi nie zabrał głosu. Wiele osób LGBTQ zauważa jednak, że
słowa Trumpa stoją w opozycji do działań jego rządu w kontekście praw społeczności.
Miesiąc Dumy obchodzimy co roku,
upamiętniając zamieszki w nowojorskim klubie Stonewall, od których rozpoczął się ruch na rzecz praw osób LGBTQ nie tylko w USA, ale i w innych krajach. Zamieszkom przewodziły transpłciowe czarnoskóre kobiety. W tym roku od tamtych wydarzeń mija 50 lat.
Trump napisał na Twitterze: "
Kiedy świętujemy Miesiąc Dumy LGBT i doceniamy wybitny wkład osób LGBT w [rozwój] naszego wspaniałego narodu, bądźmy też solidarni z wieloma osobami LGBT, żyjących w tuzinach krajów na całym świecie, które karzą, więżą, a nawet dokonują egzekucji ludzi na podstawie ich orientacji seksualnej. Mój rząd rozpoczął światową kampanię na rzecz zniesienia penalizacji homoseksualności i zaprasza wszystkie państwa, by dołączyły do nas we wspólnych zmaganiach!".
Przeciwko stanowisku prezydenta wystąpiła konserwatywna organizacja
American Family Association, która wydała oświadczenie, w którym przeczytać można, że "homoseksualność nie jest czymś, co prezydent powinien celebrować".
Czy jednak tweety Trumpa były szczere, szczególnie że prezydent USA znany jest z innych niezgodnych z prawdą wypowiedzi? Mimo że wiele osób LGBTQ z radością przyjęło jego słowa, to znaczna część z nich dopatruje się w nich drugiego dna. Ujawniony dziennikarz Michelangelo Signorile napisał na Twitterze: "Trump jest najbardziej anty-LGBT prezydentem w historii. Fakty mówią same za siebie. Ten tweet nie jest przeznaczony dla osób LGBT - jesteśmy na to zbyt inteligentni. Jest przeznaczony dla mediów, by mógł sprawić, że heterycy z przedmieść pomyślą, że on wcale nie jest takim bigotem. Przestańcie".
W trakcie kampanii wyborczej Trump przedstawiał siebie jako sojusznika osób LGBTQ, mówiąc, że "jest lepszy dla homoseksualnej społeczności i lepszy dla kobiet niż Clinton mogłaby być w swój najlepszy dzień".
W tweetach Trumpa o Miesiącu Dumy prezydent chwalił się, że jego rząd rozpoczął globalną kampanię na rzecz dekryminalizacji homoseksualności. Faktycznie, zostały podjęte podobne kroki, o czym pisaliśmy jakiś czas temu. Jednak kiedy informacje o kampanii pojawiły się w mediach, a dziennikarze zapytali o to prezydenta wprost, ten... nie miał pojęcia o co chodzi.
Tuż po objęciu przez Trumpa stanowiska prezydenta w internecie zaczęły się pojawiać donosy, że informacje o prawach Amerykanów i Amerykanek LGBTQ zaczęły znikać z rządowych stron internetowych. Niedługo po tym Trump ogłosił wprowadzenie zakazu służby wojskowej dla osób transpłciowych. Jego rząd podjął też kroki w celu wycofania regulacji prawnych wprowadzonych przez rząd Baracka Obamy, dotyczących opieki medycznej nad transpłciowymi pacjentami i pacjentkami. Trump również starał się doprowadzić do wykreślenia pytań dotyczących orientacji seksualnej z oficjalnego spisu ludności Stanów Zjednoczonych, który ma być wydany w 2020 roku, co spowodowałoby zminimalizowanie lub nawet całkowite zniknięcie informacji dotyczących osób LGBTQ z oficjalnych statystyk. Oprócz tego obecny rząd USA podjął kroki w celu wprowadzenia zmian w tekście ustawy antydyskryminacyjnej z czasów Obamy, by ograniczyć definicję płci do genitaliów posiadanych w momencie urodzenia, co skutkowałoby uniemożliwieniem osobom transpłciowym uznania ich tożsamości płciowej w świetle prawa. Sekretarz edukacji USA Betsy DeVos na polecenie prezydenta uchyliła też antydyskryminacyjny zapis o ochronie transpłciowych uczniów i uczennic w amerykańskich szkołach.
Podczas kampanii wyborczej Trump mówił, że on i jego czyny są lepszym wyborem dla kobiet i osób LGBTQ niż Hillary Clinton i jej słowa. Niech więc będzie rozliczany ze swoich licznych czynów, a nie słów zamieszczonych w dwóch tweetach na Twitterze.
(ab)
O ile literki L, G i B zostały objęte pewną poprawnością, o tyle sytuacja literki T jest niewiele lepsza niż w Polsce. Ten sam rodzaj szczucia, straszenia, jaki my L, G lub B znamy z polskiej prawicy, jest codziennością w brytyjskich tabloidach i amerykańskich mediach typu Fox News w odniesieniu do transseksualistów.
Oczywiście, sama materia tożsamości płciowej jest bardziej skomplikowana niż orientacji. Pewnie dlatego wśród transaktywistów zdarzają się osoby, z którymi sam się w pewnych kwestiach nie zgadzam. Jednak w Anglii czy USA, prawica bardziej niż dyskusją z nimi, zainteresowana jest eksponowaniem ich jako dowodu na "dziwactwo" osób trans. Czyli coś jak nasza prawica w kółko pokazująca parę idiotów z Parady jako ostateczny dowód na "straszność" gejów.