Historyczne orzeczenie sądu
Federalny sąd apelacyjny orzekł we wtorek, że Civil Rights Act - czyli prawo zakazujące dyskryminacji, dotyczy także orientacji seksualnej. Pary jednopłciowe w USA mogą wstępować w związki małżeńskie, ale wciąż mogą być zwolnieni z pracy z powodu swojej orientacji seksualnej: dlatego działacze nie mają wątpliwości, że wtorkowe orzeczenie sądu jest historyczne.
Walka o zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową, zwłaszcza w miejscu pracy, trwa w USA od wielu lat.
Przypomnijmy, że Barack Obama podpisał rozporządzenie na mocy którego organizacje, firmy i korporacje, które współpracują z amerykańskim rządem, bądź realizują dla niego kontrakty, nie mogą dyskryminować pracowników ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową. Rozporządzenie było "kompromisem" w kontekście wcześniejszej porażki w Kongresie projektu ustawy, który by dotyczył wszystkich pracodawców i zakazywał dyskryminacji ludzi LGBT w pracy. Po wygranych przez Donalda Trumpa wyborach prezydenckich - w mediach pojawiały się doniesienia, że administracja nowego prezydenta może wycofać się z rozporządzenia.
We wtorek, w historycznym orzeczeniu,
federalny sąd apelacyjny w Chicago podkreślił, że prawo z 1964 roku, nazwane Civil Rights Act, chroniące przed dyskryminacją ze względu na płeć, rasę, religię i pochodzenie - dotyczy także orientacji seksualnej w miejscu pracy. Sprawę wniosła nauczycielka,
Kimberly Hively, która zaskarżyła Ivy Tech Community College w Indianie, który zdaniem kobiety odmówił zatrudnienia jej na pełnym etacie właśnie z powodu orientacji seksualnej. Sędziowie (głosami 8-3) uznali, że wspomniane prawo z 1964 roku dotyczy także orientacji seksualnej. Trzech sędziów, którzy byli przeciwko, zwracali uwagę, że to "radykalna zmiana w interpretacji".
Sprawa prawdopodobnie dotrze jeszcze do Sądu Najwyższego.
(md)
To powinno być oczywiste w 2017r , że nie wolno dyskryminować ludzi w pracy że względu na orientację.