To już oficjalne: Hillary Clinton będzie kandydatką Partii Demokratycznej na prezydentkę. Polityczka zdobyła poparcie wystarczającej liczby delegatów i tym samym zapewniła sobie kandydaturę. Clinton będzie pierwszą kobietą w historii USA, która powalczy o Biały Dom. Co to oznacza dla ludzi LGBT?
PRAWA GEJÓW I LESBIJEK TO PRAWA CZŁOWIEKAW 2012 roku Hillary Clinton, jeszcze jako Sekretarz Stanu, wystąpiła w siedzibie ONZ w Genewie z okazji Międzynarodowego Dnia Praw Człowieka. Jej przemówienie, skupiające się w dużej mierze na prawach LGBT, już przeszło do historii:
"Prawa gejów i lesbijek to prawa człowieka. Walka o równość się nigdy nie skończy. Mam nadzieję, że każdy z nas zaangażuje się w budowanie przyszłości, w której każda osoba będzie mogła żyć w godności, wolna od przemocy i będzie mogła być sobą" - mówiła Clinton.
TĘCZOWA KAMPANIAKampanię wyborczą Clinton rozpoczęła w kwietniu zeszłego roku. Od początku nie ukrywała, że zależy jej także na głosach społeczności LGBT. W trakcie kampanii pojawiło się kilka klipów poruszających kwestie równości i problemów dotyczących LGBT w Ameryce. Warto też wiedzieć, że
za kampanię Hillary Clinton odpowiadał ujawniony gej, Robby Mook.WYBORCZE POSTULATYCo Hillary obiecuje przed wyborami?
- zapewnić pełną równość dla wszystkich Amerykanów LGBT - na poziomie federalnym,
- wspierać młodzież, rodziców i seniorów LGBT,
- zabezpieczyć dostępne finansowo leczenie dla ludzi z HIV i AIDS,
- chronić prawa osób transpłciowych,
- promować prawa LGBT na całym świecie.
HISTORYCZNA CHWILAGdy we wtorek było już wiadomo, że Clinton uzyskała poparcie wystarczającej liczby delegatów, jej konwencja w Kalifornii zamieniła się bardziej w wiec zwycięstwa. Przed jej wystąpieniem wyświetlony został spot, w którym polityczka podkreśla rolę "dziejącej się historii" - pamiętajmy, że Clinton będzie pierwszą kobietą, kandydatką na prezydenta w historii USA.
W filmie nie zabrakło też odniesień do społeczności LGBT, pojawiają się transpłciowe działaczki i tęczowa flaga, a sama Clinton dziękuje, także gejom i lesbijkom za to, że z nią byli i obiecuje się odwdzięczyć tym samym.
Co dalej?Bernie Sanders (a warto wiedzieć, że amerykańska społeczność LGBT podzieliła się w kwestii kandydatów Partii Demokratycznej) jeszcze nie złożył broni, chociaż podobno rozmawiał już z samym Barackiem Obamą. Ten ostatni oficjalnie Clinton jeszcze nie poparł, ale komentatorzy zwracają uwagę, że to może być kwestia dni.
Więcej o Hillary Clinton i Donaldzie Trumpie dowiecie się z naszego tekstu o amerykańskich wyborach i kandydatach.
(red)
Nie no, to jest trochę bardziej skomplikowane, wypowiadała się przeciw ustawie całkowicie zakazującej małżeństw jednopłciowych, popierając równocześnie związki partnerskie, bo takie były nastroje w społeczeństwie. Nie zmienia to jednak faktu, że czempionem praw LGBT nigdy nie była, i nie można jej porównywać do Berniego.
https://www.youtube.com/watch?v=6I1-r1YgK9I
psom na pożarcie:
Czy ja wiem... Trump może i jest barwny, miewa skrajne opinie, ale przynajmniej nie jest odpowiedzialny za tyle wojen i śmierci na świecie co Hillary Clinton. Wbrew wszelkim pozorom prezydentura Trumpa, który mało sięga wzrokiem poza granice kraju i za największego rywala Stanów uważa Chiny, mogłaby mieć zaskakująco dobroczynny wpływ na planetę dzięki niewpieprzaniu się gdzie popadnie.
Wy tak serio? Uważacie rasistę, gościa który jednoznacznie wypowiada się na temat Muzułmanów, Murzynów, Meksykan itd., gościa siejącego nienawiścią tam i siam, za lepszego kandydata niż Clinton? Kobietę, która już jako Pierwsza Dama robiła wszystko, zaczynając od kobiet, kobietę, która co prawda była przeciwko małżeństwom jednopłciowym, ale całkowicie zmieniła zdanie już jakiś czas temu i zaczęła w tym kierunku działać z całą siłą? (http://correctrecord.org/hillary-clinton-expanding-lgbt-rights-at-state/ czy https://www.washingtonpost.com/blogs/post-partisan/post/c(...)log.html
Nie jest idealną kandydatką i gdybym była obywatelką USA na pewno głosowałabym przede wszystkim an Berniego, ale umówmy się, gość który zapowiada wybudowanie wielkiego muru na granicy z Meksykiem i robi i mówi mnóstwo innych obrzydliwych rzeczy, których tu nie przytoczę, jest o wiele gorszym kandydatem.
No chyba, że komuś zależy na to, żeby jedna z większych potęg naszego świata stała się państwem nienawiści. :)
Problem w tym, że przy Clinton szansa na wojnę jest znacznie większa niż przy Trumpie. On jest raczej za odcięciem się od NATO i izolacjonizmem, natomiast Hillary jest odpowiedzialna za Libię, Syrię, Afganistan, i chętnie dokonałaby innych inwazji. Przy Trumpie Kongres będzie zablokowany, bo republikanie w większości nie znoszą go prawie tak jak demokraci, więc nie jest aż takim zagrożeniem, nie ma pleców. Natomiast owszem, jest głupi, narcystyczny i nie szanuje większości ludzi, ale to inna kwestia. Tak czy inaczej, gdybym miał taką szansę, po przegranej Berniego głosowałbym na trzecią partię.
Masz rację, Clinton wypada o wiele bardziej kizimizi niż Trump. Wydaje się również mieć wyraźną przewagę w kategorii pucipuci.
A potem szperasz trochę głębiej i wychodzi, że to decyzje i/lub niekompetencja pani Clinton są mniej lub bardziej bezpośrednią przyczyną dzisiejszego chaosu w Libii, istnienia Państwa Islamskiego oraz zalewu imigrantów. Albo że jej administracja, w imię zysków amerykańskich korporacji, torpedowała próby dźwignięcia się Haiti z nędzy, jednocześnie wspierając zamach stanu w Hondurasie, którego efektem jest dzisiejsza rzeź tamtejszych działaczy społecznych. I zdajesz sobie sprawę, że w obliczu jej bezwzględności, hipokryzji i całkowitego uzależnienia od establishmentu, jej fasadowa troska o dobro uciśnionych - której miałkość zdradzają kultowe już gafy albo wspomniane wcześniej światopoglądowe wolty - specjalnie nie wynagradza świadomości, że za jej prezydentury wpływ USA na politykę światową będzie jedynie bardziej chciwą wersją dotychczasowej bezradności, której efekty potem znoszą wszyscy... oprócz samych Amerykanów.
I tak, w tym ujęciu Trump i jego mentalny zaczes wypadają korzystniej - może być za głupi, by popsuć bardziej.
Redakcja najwyraźniej nie pała entuzjazmem wobec wizji prezydentury starego samca, w dodatku hetero (bleeee), gdy na horyzoncie pojawia się szansa, że na czele USA stanie prawdziwa Gejowska Diva.
Na szczęście czytelnicy w większym stopniu rozumieją, że wybory w największym mocarstwie świata, to nie plebiscyt na królową disco. Dawno tu nie czytałem tylu komentarzy, z którymi się zgadzam.