Wczoraj w wielu polskich miastach odbyły się demonstracje "Nie dla torturowania kobiet" - przeciwko projektowi zaostrzenia ustawy aborcyjnej, w Warszawie i Gdańsku doszło też do opuszczania kościołów w trakcie odczytywania listu Episkopatu o potrzebie zaostrzenia przepisów w tej kwestii. W jednym z protestów udział wzięła działaczka LGBT, Anka Zet.
W zeszłym tygodniu głośno było w mediach o przygotowanym przez organizacje pozarządowe (m.in. Ordo Iuris)
projekcie ustawy całkowicie zakazującym aborcji. Projekt zakłada zniesienie wszystkich trzech wyjątków dopuszczalności aborcji w Polsce (zagrożenie życia kobiety, nieodwracalne uszkodzenie płodu, czy ciąża powstała w wyniku przestępstwa). Zakłada też m.in. kary za usunięcie ciąży.
O zmianach w prawie pozytywnie wypowiedziała się m.in. premier Beata Szydło, czy Jarosław Kaczyński. W niedzielę, w wielu polskich miastach
odbyły się demonstracje przeciwko zaostrzeniu tych przepisów - udział w nich wzięły niektóre organizacje LGBT. W polskich kościołach czytany był też list biskupów do wiernych, w którym zwracają uwagę na potrzebę ochrony życia poczętego i zaostrzenie przepisów aborcyjnych. Na Facebooku powstało wydarzenie zachęcające wiernych do ostentacyjnego opuszczania kościołów w trakcie czytania listu.
Najgłośniejszy protest, opisany przez "Gazetę Wyborczą", wydarzył się w warszawskim kościele św. Anny.
Doszło do szarpaniny z Anną Zawadzką, wydawczynią oraz działaczką LGBT znaną jako Anka Zet. W trakcie czytania listu kilka kobiet wstało i opuściło kościół, Zawadzka krzyknęła "Tego nie da się słuchać", kilka osób oburzonych jej zachowaniem próbowało wygonić Zawadzką z budynku.
W rozmowie z nami działaczka przyznaje, że
od wczoraj jest celem ataku, także prawicowych mediów, które akcję nazywają "prowokacją" i "demaskują" Ankę Zet jako aktywistkę LGBT. "Kto mnie zna, wie, że ja raczej nie z klęczących, ale z tych pyskatych i wywalanych za głos sprzeciwu, więc ta postawa dla mnie nowością nie jest" - podkreśla Zawadzka na Facebooku, a nam dodaje, że nie zamierza ukrywać tego kim jest. "Spotykam się z zarzutami, że miejsce nie to, że metoda niewłaściwa, że mnie to nie dotyczy (bo jako lesbijka nie mogę zajść w ciążę), itd. Nic bardziej mylnego. Przypadkowa ciąża dotyczy każdej kobiety, mającej zdolność do rozmnażania. Rozmawiamy o sytuacji, która wydarzyła się raz w jednym miejscu (mam tu na myśli moją wypowiedź w kościele). Tymczasem zdarza się, że Kościół katolicki wypowiada się na tematy nie związane z wiarą co niedziela, w małym i dużym kościółku przez cały rok. Czy ktoś wyraził oburzenie z tego powodu. Jeśli mnie wiedza nie myli, również nie było to przedmiotem uwagi Queer.pl. Co tak naprawdę uderzyło ludzi, którzy mnie w mniej lub bardziej kulturalny sposób obrażają i aktywnie komentują wszystkie wcześniejsze posty, do których by wcześniej nie zajrzeli, gdyby nie to wydarzenie?" - pyta Anka Zet, dodając: "Czyżby właśnie nie fakt, że ja jako kobieta, jako lesbijka miałam czelność wypowiedzieć swoje zdanie w instytucji, która miejsca na takie działanie nie przeznaczyła, jednocześnie dając sobie prawo do interweniowania w prawodawstwo obcego wobec Watykanu państwa, jakim jest Polska i jej rząd. Cieszę się, że w ostatnią niedzielę wierni i wierne wychodziły z kościołów, bo ich uszy przestały być już wytrzymałe na tę propagandę.
Cieszę się, że ludzie podnoszą się z kolan, że za nimi pójdą następni. I moim zdaniem tego najbardziej obawia się Kościół Katolicki: ludzkiej samodzielności w decyzji, utraty wpływów z tacy czy z różnych dotacji za "martwe dusze", czyli katolików i katoliczki, które nie praktykują, ale w kościelnych statystykach istnieją, dzięki czemu z różnych źródeł płyną za nich finanse" - podkreśla Zawadzka.
Anka Zet apeluje: "Rośnijmy w siłę, umacniajmy się wewnętrznie, dbajmy o swój rozwój osobisty i miejmy odwagę upominać się o ważne dla nas sprawy. Pojedyncze gesty tego nie zmienią. Wszyscy musimy wstać sprzed komputerów i zmienić rzeczywistość, w której każdy z nas z osobna, uwzględniając naszą indywidualność, ma prawo żyć w godności i na równych prawach" - mówi w rozmowie z nami.
Anka Zet słynie z kontrowersyjnych happeningów: to ona kilka lat temu
uganiała się po gmachu Sejmu za Zbigniewem Ziobro, domagając się odpowiedzi na pytanie o związki partnerskie par jednopłciowych. "Pan nie ma prawa zawrzeć związku z mężczyzną, życzę panu, żeby pan mógł!" - powiedziała wówczas. Trzy lata temu to dzięki Ance Zet dowiedzieliśmy się co premier Donald Tusk myśli o uchwaleniu ustawy o związkach partnerskich, gdy w trakcie Kongresu Kobiet wymusiła na premierze odpowiedź.
Zawadzką wyrzucono też z konferencji Episkopatu, podczas której prezentowano wyniku raportu o finansowaniu Kościoła - działaczka zadała pytanie o LGBT.
(md)
Akurat neurologia może określić czy płód o czymś tam świadomie myśli ,nie żartuj .
Najnowszy projekt rządowy/poselski obejmuje zakaz usuwania ciąży ze względu na uszkodzenie płodu. Może mi ktoś wytłumaczyć co ma za znaczenie czy dziecko myśli, jeśli ma mózg na wierzchu i nie przeżyje tygodnia po narodzeniu? W takim przypadku usunięcie ciąży powinno być dopuszczalne po to, żeby nie zmuszać nikogo do cierpień.
Anka Zet może przesadzać w swoich protestach, ale każdy robi to tak jak potrafi i uważa za słuszne. Może to się nie podobać, ale to też nie usprawiedliwia głupot pisanych przez niektórych. Nikt nie musi też traktować ją jako reprezentację środowiska. Wszak sama orientacja/płeć nie musi oznaczać, że jest się na tej samej platformie. Protestować można na wielu płaszczyznach.
Idąc Twoim tokiem myślenia , można by stwierdzić ,że zarodek w początkowej fazie rozwoju też ma ileś tam komórek nerwowych i może też myśli na bardzo ,bardzo podstawowym poziomie .
Jeżeli wiemy ,że niemowlak reaguje jedynie na podstawowe bodżce : ciepło ,zimno , głód , sytość i.t.p i jego kontakt z otoczeniem jest prawie żaden , to tym bardziej nie może myśleć .A biorąc pod uwagę to ,że płód jest na jeszcze niższym poziomie rozwoju , to jego to jeszcze bardziej dotyczy . I jak napisała Monaliza jakiekolwiek wspomnienia występują dopiero z okresu po drugim roku życia , co świadczy ,że wcześniej mózg jest na tak niskim poziomie rozwoju ,że jest niemożliwe myślenie i świadoma interakcja z otoczeniem . I dla tego ja twierdzę ,że czy ktoś ma mózg czy go nie ma i czy ktoś myśli czy nie myśli, nie może być kryterium określającym człowieczeństwo .
Litości, czy Ty na prawdę sądzisz ,że płody i niemowlęta myślą ?
Sądzę, że niemowlęta myślą. Płody od któregoś momenty również. Od kiedy? Nie wiem.
Aczkolwiek, być może nasze niedogadanie się wynika z tego, że różnie rozumiemy to czym jest myślenie. Podaj mi swoją definicję myślenia, to jeszcze raz zastanowię się nad Twoim pytaniem.
Litości, czy Ty na prawdę sądzisz ,że płody i niemowlęta myślą ?