"Nie żałujemy nagłośnienia sprawy" - powiedział naszemu portalowi Daniel Galos. Policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn podejrzanych o pobicie w październiku w Krakowie Daniela i Huberta. Zatrzymani, którym grozi do trzech lat więzienia, przedstawili jednak swoją wersję wydarzeń: z miejsca zdarzenia uciekali przed... Danielem i Hubertem.
Sprawę opisywaliśmy w październiku. Do pobicia doszło na ulicy Krakowskiej, przed sklepem monopolowym, gdzie Daniel i Hubert wstąpili po wodę - wracając w sobotę w nocy z parapetówki. Przed sklepem stało dwóch mężczyzn, którzy usłyszeli, jak Hubert pyta się chłopaka o drobne, zwracając się do niego "Misiek". "Podeszli i zaczęli wypytywać, czy jesteśmy "pedałami" i czy lubimy "rżnąć się w dupsko". Hubert próbował z nimi prowadzić rozmowę, że po co się wyzywać, że przecież można kulturalnie i spokojnie, ja natomiast wyczuwając zagrożenie siłą zabrałem Huberta na drugą stronę ulicy" - opowiadał Daniel w rozmowie z naszym portalem. Jeden z mężczyzn jednak podbiegł i zaatakował - po chwili podbiegł i drugi. Chłopakowi udało się wezwać policję, ale ta według jego relacji przyjechała po 12 minutach, napastnicy zdążyli uciec. Daniel i Hubert poniedziałkowy wieczór spędzili w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie: Daniel miał złamany nos. "Pierwszy raz mnie pobili, wiecie? W Polsce nie mam prawa bytu, a pomocy nie ma" - mówił na filmiku nagranym w pustym komisariacie na ulicy Szerokiej, gdzie zostali skierowani w celu złożenia zeznań.
Po dwóch miesiącach krakowska policja poinformowała, że zatrzymano dwóch 21-letnich mężczyzn, którzy przyznali się do udziału w szarpaninie, ale... przedstawili swoją wersję. Zaprzeczyli, by pierwsi użyli siły i przyznali, że uciekali nie przed policją, a... agresją Daniela i Huberta.
Daniel powiedział w rozmowie z naszym portalem, że faktycznie, byli przesłuchiwani także w tej sprawie przez policję, ale z drugiej strony rozprawa sądowa jest tylko kwestią czasu.
O pobiciu Daniela i Huberta zrobiło się głośno w całej Polsce - panowie postanowili medialnie nagłośnić sprawę. W rozmowie z nami przyznali, że otrzymali wiele wsparcia, ale też wiadomości od gejów, którzy także stali się ofiarami przemocy motywowanej homofobią. Czy żałują nagłośnienia sprawy? Daniel podkreśla, że nie: "Po pierwsze sam dużo się dowiedziałem, czy uczestnicząc w różnych wydarzeniach, czy z rozmów z ludźmi. Gdyby zdarzyła się mi taka sytuacja ponownie lub byłbym świadkiem - już wiem co mam robić i czego oczekiwać, ale też czego się domagać. To prawda, że ten medialny szum wokół naszej sprawy trochę się wymknął spod kontroli, do dziś pewne rzeczy musimy prostować" - mówi, ale dodaje: "nie żałujemy, że to nagłośniliśmy". Napastnikom grozi kara do trzech lat więzienia. (red)
Przecież wracali z parapetówki...Nie widzę w tym nic dziwnego, że wstąpili po wodę.
Skąd wiesz, czy się nie bronił? Nie każdy ma taką możliwość. Zmierz się z koksem typu orzeszek we łbie, ale "kilometr w bicu" to zobaczymy czy dalej będziesz tak samo mówił.
Tak,Tak i jeszcze raz tak będę tak samo mówił : ) Ponieważ uważam, że człowiek który nie potrafi walczyć o swoje przekonania mógł by się równie dobrze zabić:)
Nie wiem czy to dobry pomysł z tym gazem. Potem może być taka sytuacja, że "poszkodowany" sam się zgłosi i oskarży kogoś o napaść...z gazem z ręku. I będzie tak jak niegdyś w tej słynnej historii z tym właścicielem domu, co w obronie własnej ugodził włamywacza, sam poszedł siedzieć (to było prawo karne za rządów PO).
Heheh... :) Dokładnie tak.
Skąd wiesz, czy się nie bronił? Nie każdy ma taką możliwość. Zmierz się z koksem typu orzeszek we łbie, ale "kilometr w bicu" to zobaczymy czy dalej będziesz tak samo mówił.