Małopolska policja odpowiada
"Statystyk nie prowadzimy, ale ja osobiście ani jednej sprawy z terenu Krakowa nie kojarzę, w której motywem była homofobia. Zdarzało się, że partnerzy kłócili się czy pobili między sobą, najczęściej z powodu zazdrości, ale nie kojarzę, aby byli atakowani przez inne, obce osoby" - powiedział nam rzecznik małopolskiej Policji, Mariusz Ciarka. Przypomnijmy: w sobotę w nocy w Krakowie pobici zostali Daniel Galos i jego partner, Hubert.
Sprawę opisywaliśmy we wtorek. Do pobicia doszło na ulicy Krakowskiej, przed sklepem monopolowym, gdzie panowie wstąpili po wodę - wracając w sobotę w nocy z parapetówki. Przed sklepem stało dwóch mężczyzn, którzy usłyszeli, jak Hubert pyta się chłopaka o drobne, zwracając się do niego "Misiek". "Podeszli i zaczęli wypytywać, czy jesteśmy "pedałami" i czy lubimy "rżnąć się w dupsko". Hubert próbował z nimi prowadzić rozmowę, że po co się wyzywać, że przecież można kulturalnie i spokojnie, ja natomiast wyczuwając zagrożenie siłą zabrałem Huberta na drugą stronę ulicy" - opowiada Daniel w rozmowie z naszym portalem. Jeden z mężczyzn jednak podbiegł i zaatakował - po chwili podbiegł i drugi. Chłopakowi udało się wezwać policję, ale ta według jego relacji przyjechała po 20 minutach, napastnicy zdążyli uciec. Daniel i Hubert poniedziałkowy wieczór spędzili w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie: Daniel już wie, że ma złamany nos. "Pierwszy raz mnie pobili, wiecie? W Polsce nie mam prawa bytu, a pomocy nie ma" - mówi na filmiku nagranym w pustym komisariacie na ulicy Szerokiej, gdzie zostali skierowani w celu złożenia zeznań.
O komentarz do sprawy poprosiliśmy małopolską Policję. Według relacji rzecznika prasowego małopolskiej Policji, Mariusza Ciarki, "radiowozy rozdysponowano" o godz. 2.03, a radiowóz był na miejscu o 2.09. "Daje to niecałe 6 minut a nie 20, zatem bardzo szybko, biorąc pod uwagę nawet samą korespondencję słowną, gdy dyżurny musi przekazać adres, typ zgłoszenia itd. Rozumiem, że w takich sytuacjach pokrzywdzonym "czas wolno biegnie", ale systemu i GPS nie da się oszukać. Na miejscu nikogo nie zastano - brak kontaktu ze zgłaszającym. Usiłowano kilkukrotnie nawiązać kontakt telefoniczny - bez skutku. Załogi dokonały penetracji pobliskiego terenu - nic podejrzanego" - relacjonuje nam rzecznik. "Będąc cały czas na linii informowałem na bieżąco gdzie uciekają a uciekli Krakowską w Dietla, z Dietla w Augustiańską i z Augustiańskiej w Meiselsa. Tam mi zniknęli z oczu, podejrzewam, że ukryli się w kamienicy pod numerem 2 i taką informację przekazałem pani na 112. Kazała czekać" - relacjonuje Daniel. "Czekając na Policję wypaliłem ze 4 papierosy, zadzwoniłem ponownie na 112 pytając, gdzie Policja, pani kazała dzwonić na 997. Zadzwoniłem na Policję i powiedziałem, że zgłaszałem na 112 pobicie i jestem na Meiselsa 2, ale pan powiedział, że nie ma takiego zgłoszenia. Zadzwoniłem znowu na 112 i zapytałem jak to Policja nie wie nic o zgłoszeniu a pani (wciąż ta sama) powiedziała, że przecież zgłaszałem pobicie na krakowskiej 20 i tam zostali wysłani i nawet dzwonili do mnie. Na co ja powiedziałem, że przecież informowałem ją na bieżąco co się dzieje, z myślą o tym by Policja dotarła jak najszybciej. Owszem dzwonili, ale miałem telefon na wibracjach, próbowałem oddzwonić, ale bez skutku. Pani na 112 powiedziała, żebym udał się na Szeroką 35 na komisariat. Poszedłem tam. Gdy dotarłem na komisariat nie zastałem nikogo. Pukałem w okna, gasiłem światło, zero reakcji" - opowiada Daniel.
Dlaczego Daniel musiał czekać na dyżurnego na Szerokiej? "W komisariacie oczywiście jest służba dyżurna i nie ma możliwości, aby komisariat był pusty. W zakresie, co działo się przez 1:59 sek. nagrania, jak i co robił dyżurny przed nagraniem i po nagraniu poprosiłem o wyjaśnienie" - podkreśla Mariusz Ciarka, dodając, że o zdarzeniu i rysopisie sprawców powiadomiono wszystkie patrole.
Rzecznik zaznacza też, że "Panowie kontaktowali się głównie z numerem 112, który jest obsługiwany przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego, a nie Policję" - o czym Daniel i Hubert nie wiedzieli.
"Nie chcę, by Policja myślała, że ich atakujemy, bo to nie o to chodzi" - mówi nam Daniel, dodając, że "zostali wysłuchani, a dane zostały zebrane". Chłopak jest jednak rozżalony, liczyli na szybszą reakcję i pomoc. Daniel jednak apeluje, by zgłaszać podobne sprawy i nie bać się kontaktu z Policją.
"Statystyk nie prowadzimy, ale ja osobiście ani jednej sprawy z terenu Krakowa nie kojarzę, w których motywem była homofobia. Zdarzało się, że partnerzy kłócili się czy pobili między sobą, najczęściej z powodu zazdrości ale nie kojarzę, aby byli atakowani przez inne, obce osoby.Sam, czasami ze znajomymi, którzy są w związkach partnerskich poruszam się po Krakowie o różnych godzinach i nigdy nic przykrego nas nie spotkało. Również, razem z nimi chodzę do klubów dla LGBT i poza miłą atmosferą nie kojarzę nic złego" - reasumuje rozmowę z nami rzecznik małopolskiej Policji.
---
W Polsce w kodeksie karnym nie ma homofobii. Nie ma też polityki przeciwdziałania tym przestępstwom, a tym samym instytucje państwowe nie zbierają informacji o takich przestępstwach - problem więc pozostaje nierozpoznany.
Przypomnijmy, że w Sejmie obecnie są trzy projekty, które dotyczą nowelizacji kodeksu karnego, poszerzającego go o przestępstwa z nienawiści oraz mowę nienawiści – także w kontekście tożsamości płciowej, orientacji seksualnej, wieku, płci i niepełnosprawności. Projekty są procedowane wspólnie - prawdopodobnie utkną jednak w sejmowych komisjach.
(md)
Chodzi, o to, że nie wiemy czy to zjawisko marginalne czy nie, bo policja nie robi w tym zakresie statystyk.
Bo nie da się prowadzić obiektywnych statystyk.
Warto spróbować.
vraios:
Po pierwsze ktoś może pobić geja z innego powodu niż jego orientacja.
Oczywiście, ale chodzi o uwzględnienie pobić motywowanych nienawiścią do osób LGBT.
vraios:
Pobicie, bo ktoś wyglądał na geja lub lesbijkę, to nadal homofobia.
vraios:
Pobicie to pobicie. Jest złe samo w sobie i nie trzeba doszukiwać się osobnych przyczyn, które często, z różnych przyczyn, mogą być zatajane.
Choroba to choroba, więc leczmy wszystkie choroby jednym lekarstwem, tak?
Chodzi, o to, że nie wiemy czy to zjawisko marginalne czy nie, bo policja nie robi w tym zakresie statystyk.
Bo nie da się prowadzić obiektywnych statystyk. Po pierwsze ktoś może pobić geja z innego powodu niż jego orientacja. Po drugie ktoś może pobić heteryka, za to że wygląda jak "pedał". Pobicie to pobicie. Jest złe samo w sobie i nie trzeba doszukiwać się osobnych przyczyn, które często, z różnych przyczyn, mogą być zatajane.
Ale pomysł z nagłośnieniem sprawy bardzo dobry.
Ps. Nie ma co przejmować się negatywnymi komentarzami :D
(...)
Chodzi, o to, że nie wiemy czy to zjawisko marginalne czy nie, bo policja nie robi w tym zakresie statystyk.
Nowotwory też panują na całym świecie. A więc nie rozmawiać, nie nagłaśniać i nie walczyć z nowotworami?
I bardzo dobrze. Może przynajmniej prawicowi politycy nie będą pieprzyć głupot o tym, że w Polsce nie ma homofobii.
meh. nie demonizujmy tak Polski pod tym względem. Bicie gejów to u nas zjawisko bardzo marginalne, a homofobia panuje na całym świecie, nawet w najbardziej nowoczesnych państwach.
minęło już kilka dni, przeczytałem masę różnych komentarzy i wyrobiłem już sobie opinię, której będę się trzymał. Dostać w środku nocy pod monopolowym od dwóch dresów może każdy, bez względu na orientację i bez szczególnego powodu, np za niedanie papierosów (nawet jeśli nie palimy) albo po prostu za nic.
Chłopcy niepotrzebnie nagłaśniają sprawę i dorabiają jej ideologie, że geje w Polsce są bici. Nie-geje też są. Za granicą również. Nawet w Londynie.
I bardzo dobrze. Może przynajmniej prawicowi politycy nie będą pieprzyć głupot o tym, że w Polsce nie ma homofobii. Jak o czymś się nie mówi, jak coś nie jest znane, to znaczy że nie istnieje. A jak dany problem nie istnieje, to znaczy, że nie trzeba go rozwiązywać.
Nagłaśnianie spraw może mieć różny cel. Może to być m.in.:
-wywarcie nacisku na odpowiednie instytucje;
-wywołanie dyskusji w społeczeństwie na dany temat;
-zmotywowanie do danego działania (w tym przypadku apel o zgłaszanie tego typu spraw na policję).
Bycie ofiarą to nie jest powód do dumy, ale to też nie jest powód do wstydu (a Ty tak to przedstawiasz), bo to nie ich wina, że ktoś ich napadł.
Niech nie opowiada bredni policja. Jest jak dupa od srania od znalezienia bandytow. Od czego maja konfidentów na etatach? Od czego monitoring? Od czego wywiad środowiskowy i rysopis?