Nieskuteczna, opieszała, zbiurokratyzowana - taki obraz polskiej policji często wyłania się z wypowiedzi osób, które kiedykolwiek miały do czynienia z popularnymi "niebieskimi". Homoseksualny czytelnik dorzuci zapewne: niedouczona, przynajmniej w kwestii dyskryminacji i praw mniejszości.
- Magda Korona -
Nieskuteczna, opieszała, zbiurokratyzowana - taki obraz polskiej policji często wyłania się z wypowiedzi osób, które kiedykolwiek miały do czynienia z popularnymi "niebieskimi". Homoseksualny czytelnik dorzuci zapewne: niedouczona, przynajmniej w kwestii dyskryminacji i praw mniejszości.
Na wyrozumiałość rodzimych funkcjonariuszy nie mają co liczyć nawet obcokrajowcy. Przekonało się o tym dwóch gejów, którzy na początku czerwca w sprawach służbowych zjawili się w Krakowie.
Amerykanin Bill Martin i Szwed Stefan Ingvarsson byli jednymi z uczestników Kongresu Tłumaczy Literatury Polskiej. W piątkowy wieczór wybrali się do kilku lokali na krakowskim Kazimierzu. Pod jednym z nich, parę gejów zaatakowała grupka nieznajomych.
W pewnym momencie podeszli do nas krótko ostrzyżeni mężczyźni, którzy wrogo na nas spoglądali, zaczepiali, a w końcu zaczęli wyzywać od pedałów. Próbowaliśmy nie dać się sprowokować, ale i tak mnie pobili - relacjonował lokalnej "Gazecie Wyborczej" Bill Martin.
Nim mężczyźni zdążyli powiadomić policję, sprawcy uciekli. Zaalarmowany o zdarzeniu dyżurny policji polecił im złożenie osobistego zawiadomienia o pobiciu na komisariacie.
Nie byliśmy w stanie iść w środku nocy na komisariat, zadzwoniliśmy więc drugi raz, że nie przyjdziemy - tłumaczył zaskoczony Ingvarsson.
Inaczej zajście interpretuje małopolska policja. Według jej rzecznika prasowego, Dariusza Nowaka, dyżurny przyjął w nocy prośbę o interwencję. Kilka minut później miała ona zostać jednak odwołana przez poszkodowanego.
Następnego dnia mężczyzna zjawił się na komisariacie w towarzystwie polskich przyjaciół. Według ich relacji, policjanci z komisariatu na Szerokiej niechętnie zajęli się skargą. Protokół zajścia sporządzili dopiero na wyraźne żądanie Amerykanina. Mimo to, Dariusz Nowak zapewnia, że o żadnym lekceważeniu nie mogło być mowy.
Do tego zgłoszenia policjanci podeszli poważnie, jak do każdego innego - przekonywał nas rzecznik.
Pobity Amerykanin nie zdecydował się jednak na ściganie sprawców. Wszystko z powodu skomplikowanych procedur. Jeśli zaatakowana osoba chce złożyć zawiadomienie o przestępstwie, musi między innymi poddać się badaniu lekarskiemu. Policyjne formalności wymagałyby od mężczyzn spędzenia dodatkowych kilku dni w Krakowie oraz kosztownej zmiany terminu lotu powrotnego.
Ta, i podobne reakcje policji to dla środowiska osób LGBT chleb powszedni. Organizacje pozarządowe od kilku lat alarmują o niewystarczającym przygotowaniu funkcjonariuszy publicznych do pracy z mniejszościami seksualnymi. Z najnowszego raportu "Sytuacja społeczna osób biseksualnych i homoseksualnych w Polsce" przygotowywanego wspólnie przez KPH i Lambdę, wynika, że aż 85% ofiar przemocy nie zgłasza sprawy na policję, bojąc się zbagatelizowania problemu, docinków i złośliwości ze strony policjantów. Nie wierzą także w skuteczność organów ścigania. Od niewielkiej liczby zgłoszeń już tylko krok do niedoszacowania problemu homofobii i lekceważenia przez władze publiczne przestępstw na tle orientacji seksualnej. To sprawia, że specjalne jednostki policji zajmujące się ofiarami homofobii, z powodzeniem funkcjonujące chociażby w Niemczech, w Polsce wciąż uważane są za zbędną egzotykę.
Ponieważ tego typu sytuacje zdarzają się rzadko, nie przewidujemy powołania specjalnej jednostki zajmującej się tematyką mniejszości seksualnych - brzmi stanowisko rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Wobec bezradności policji, z inicjatywą występują organizacje LGBT. Yga Kostrzewa, rzeczniczka prasowa Stowarzyszenia Lambda Warszawa uważa, że kluczem do poprawy sytuacji nie jest powoływanie kolejnych jednostek wewnątrz policji, a szkolenia, przede wszystkim wśród kadry zarządzającej. Jak twierdzi, wiele osób nie zgłasza się na policję, bo boją się napiętnowania i wyśmiania. W 2006 roku Lambda rozpoczęła w Warszawie serię pilotażowych szkoleń dla policjantek i policjantów w zakresie pomocy osobom należącymi do mniejszości seksualnych. Program docelowo miał trwać dwa lata i objąć swym zasięgiem blisko 700 stołecznych funkcjonariuszy. Niestety, po zaledwie kilku warsztatach policja zdecydowała o przerwaniu projektu. W Gdańsku komendant policji na własną rękę zorganizował podobne szkolenie. O podnoszeniu kwalifikacji funkcjonariuszy w innych miastach na razie jednak nie słychać.
Nasza redakcja postanowiła podjąć temat przemocy wobec osób LGBT. Byłaś/byłeś jej ofiarą z powodu swojej orientacji seksualnej? Czy o swoim problemie powiadomiłaś/łeś policję? Jak potraktowali cię funkcjonariusze?
Czekamy na Wasze historie: kliknij, aby skontatkować się z redakcją.
które troszkę się różnią od amerykańskich i szwedzkich :).
A co do policjantów, nasi "niebiescy", bywają czasem naprawdę chamskimi, ograniczonymi i wyśmiewnymi homofobami,
ale nie chcę wkładać ich wszystkich do jednego worka, bo bywają osoby, naprawdę oddane swojej pracy, chęci pomocy innym i nie patrzenia na to czy jesteśmy homoseksualistami,
czy wyznajemy judaizm, islam czy ewangelicyzm,
tylko stoja na straży prawa i porządku, nniczym Chuck Norris. :D
Po tym, jak telefonicznie zawiadomiłem policję o zajściu, przyjechał do mnie w ciągu kilku minut patrol, który sprawdził mój stan, wypytał się mnie o zajście i podjął próbę znalezienia sprawców w okolicy. Nie udało się to, ale to już wydaje mi się, że nie wina policjantów. Wezwali oni też karetkę, która po mnie przyjechała. Trochę to trwało, zważywszy na bliskość szpitala, ale pomińmy to.
W szpitalu sprawa wyglądała już trochę gorzej. Kilka godzin czekałem na opis zdjęcia rengenowskiego i konsultację z lekarzem. Ale przynajmniej pozwolono mi się położyć i zasnąć.
Dalej, gdy mój stan się trochę poprawił, zgłosiłem sprawę na policji, co polegało na spisaniu zeznań, podaniu rysopisów itp. Pani, z którą miałem kontakt była miła, nie miała do mnie żadnych uprzedzeń, pomimo iż otwarcie powiedziałem, że zostałem wyzwany od pedałów. Wzbudziło to u niej raczej współczucie. Nie sugerowała, że moje zgłoszenie jest bez sensu ani nic w tym stylu. Dostałem skierowanie na obdukcję, co było dla mnie oczywiste w sytuacji pobicia. Jest to później przecież istotny dowód.
Trwało to wszystko około godziny, ale nie z powodu opieszałości, tylko ze względu na skrupulatność. Uważam, że zgłoszenie sprawy jest naturalnym postępowaniem w takim przypadku. Nie chodzi mi tutaj o osoby, które się wstydzą/boją - zwracam tutaj uwagę osobą zaskoczonym koniecznością spędzenia czasu na komisariacie - skąd policja ma poznać szczegóły zajścia? Mają to wyczytać z wyplutej na miejscu przeze mnie śliny czy złamanych źdźbeł trawy?
Uważam istniejące procedury, przynajmniej w formie w jakiej ja się z nimi zetknąłem, za uzasadnione. Pomijam tutaj skuteczność wykrycia sprawców. Jej niski poziom nie jest dla mnie zaskakujący, bo jak znaleźć dwóch łysych w białych dresach na blokowisku w pięciuset tysięcznym mieście? Nikłe są szanse. Ale pomimo tego czułem się w obowiązku zgłosić tę sprawę.
Tak, wiem, to jest portal LGBT, i nie przez przypadek tu jestem i komentuje wiadomosci. Lezy mi na sercu lepsze zycie osob LGBT, jednak zalezy mi takze na tym, zeby ludzie nie poslugiwali sie uproszczeniami i komunalami, a odbierali rzeczywistosc w takiej postaci, ktora jest jak najbardziej zblizona do stanu faktycznego.
niezglaszane przestępstwa są problemem policji i tylko policji, bo to wskaźnik niskiego zaufania do tej instytucji.
głupie procedury, niedofinansowanie, biurokracja no i wiążąca się z powyższym frustracja funkcjonariuszy.
Czy jak ktos ukradnie mi samochod, ide do domu i dzwonie na policje i czekam na obsluge w swoim domu? A moze ide na komisariat zglosic sprawe?
A kwestia obdukcji? Takie mamy prawo?