6,8 miliarda dolarów przynoszą hiszpańskiej gospodarce branżowi turyści - informuje Bloomberg za LGBT Capital. Tym samym Hiszpania otwiera listę najpopularniejszych wśród gości LGBT europejskich krajów - zaraz za nią znalazła się Francja. Bycie LGBT-friendly się opłaca?
Piękna pogoda, plaże, ciekawe i kosmopolityczne miasta, ogromne tęczowe festiwale, ale przede wszystkim przyjazny dla LGBT klimat, dzięki któremu branżowi turyści czują się swobodnie - te czynniki z pewnością sprawiły, że to właśnie Hiszpania jest najpopularniejsza wśród gejów i lesbijek. Bloomberg wylicza, że tylko sam Pride w Barcelonie przyciąga ponad 70 tys. osób, które zasilają kasę miasta o 150 milionów euro. Na tęczowej turystyce korzysta też bardziej konserwatywny Madryt, który dzięki największej w Europie Paradzie zarabia co roku 120 milionów euro.
Bloomberg przypomina też, że geje i lesbijki wydają o 30 proc. więcej niż reszta turystów odwiedzających Hiszpanię, w której 12 proc. miejsc pracy istnieje dzięki turystyce.
Łącznie Hiszpania zarobiła na turystach LGBT 6,8 miliarda dolarów, Francja - 6,6. Liderem globalnej branżowej turystyki jest jednak USA - z 21,5 miliarda.
(red)
Tym niemniej chciałabym się jeszcze raz wybrać do Hiszpanii, ale z dala od plaż i tego typu nudnych miejsc. Jako turystka jestem przede wszystkim skoczniołazicą - jestem po prostu zakochana w skoczniach narciarskich, a Hiszpania ma trzy niezbyt czynne, ale zachowane ośrodki skoków - Astun, La Molinę i Ribes de Freser. Zwłaszcza to ostatnie to ciekawe miejsce: skocznie od kilkudziesięciu, i to takich "grubych" kilkudziesięciu lat nieczynne, ale pięknie zachowane. Rozbiegi zbudowano z kamieni i dzięki temu nadal stoją - czy może raczej ciągną się po zboczu, wyniesione niecałe dwa metry ponad teren...